Łukasz PiaskowskiŁukasz Piaskowski

Moim rozmówcą jest człowiek nietuzinkowy – Łukasz Piaskowski. Porozmawiamy o tym, jak powołać do życia firmę MLM: od podstaw, od pomysłu, od samego zarodka. Jak zrobić firmę MLM, która bardzo dobrze funkcjonuje i cały czas się rozwija. Łukasz i jego marka Golden Drop będzie dla Was świetnym przykładem na to, jak zainicjować firmę marketingu sieciowego, ponieważ on zrobił to dobrze!

Maciej Maciejewski: Skąd wziął się pomysł na zainicjowanie biznesu MLM? Działał pan wcześniej w tym systemie?

Łukasz Piaskowski: Od samego początku było to dla mnie coś nowego. Nigdy wcześniej nie byłem ani konsultantem, ani dystrybutorem w żadnej firmie MLM. Nie miałem żadnego doświadczenia w tej branży. Zaczęło się od was! Od „Network Magazynu”. Mój pomysł narodził się pod koniec nauki. Myślałem nad tym, co robić po studiach? Jaką firmę otworzyć? Co mogłoby się okazać strzałem w dziesiątkę? O MLM przeczytałem parę artykułów, zacząłem szukać w internecie, przeglądałem plany marketingowe, aż w końcu natrafiłem na Piotra Wajszczaka i na jego blog. Spotkaliśmy się, dyskutowaliśmy. Po kilku spotkaniach z Piotrem zdecydowałem, że w wielu sprawach pomoże mi wasza AKADEMIA MLM. Rozmawiałem też z wieloma innymi osobami na temat tego, co mogłoby być fajnym produktem, co mogłoby się sprzedać. Sporo osób uważało, że nieważne co to będzie, byleby stworzyć dobry program marketingowy, byleby ludzie byli wynagradzani, a wtedy będą sprzedawać i sprzedadzą cokolwiek.

Od razu wszystkim mówię – to nieprawda. Najważniejszy jest produkt!

Maciej Maciejewski: Więc najpierw zainteresował się pan samym systemem i dowiadywał się wszelkimi sposobami, co to jest MLM i jak działa?

Łukasz Piaskowski: Tak, ale wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. „Network Magazyn” okazał się bardzo pomocny, choć są tam przede wszystkim porady dla osób, które już działają w danych firmach. Ciężko jest znaleźć coś na kształt elementarza, gdzie byłoby opisane, krok po kroku, jak stworzyć taki biznes od podstaw. Ci, którzy mają już doświadczenie, zazwyczaj niechętnie się nim dzielą, a publikacji na ten temat jest bardzo mało.

Ja szukałem czegoś nowego. Wcześniej miałem inny plan, zupełnie czym innym chciałem się zajmować. Na ostatnim roku studiów miałem zajęcia z marketingu. Przedmiot dotyczył niestandardowych kanałów sprzedaży produktów. Mój wykładowca poruszył temat sprzedaży bezpośredniej, wydało mi się to dość ciekawe, więc zacząłem szukać informacji na ten temat – taki był początek. Zawsze marzyłem o tym, żeby mieć biznes działający w oparciu o internet. Internet fascynował mnie sam w sobie. To nowe techniki sprzedaży, komunikacji, dojścia do osób. Jeżeli ktoś nie chce mieć zwykłego sklepu online, to firma MLM jest rzeczą idealną. Od tego właśnie wszystko się zaczęło. Mój tata wynalazł produkt…

reklamareklama

Maciej Maciejewski: Właśnie, przejdźmy do produktu. Skąd wzięliście to cudo, na którym tak pięknie smaży się pachnące steki? Gdzie to znaleźliście? Co to jest?

Łukasz Piaskowski: Jest to olej rzepakowo-lniany, bogaty w kwasy Omega-3 i Omega-6. Jednak jego najważniejszą zaletą jest to, że można na nim smażyć, gotować, można go używać do dań kuchni zimnej, można go pić. To nie jest taki zwykły olej, który kupujemy w supermarkecie, bo oprócz tego, że ładnie pachnie, ma jeszcze w sobie takie składniki, jakich nie znajdziemy w podobnych produktach. Jest wiele osób, które konsumują nasz produkt i są zadowolone z jego używania. I nie mówię o tym, że smakują im te steki czy sałatki, ale o tym, że znacznie poprawiły im się wyniki badań lekarskich. Przede wszystkim spadł im cholesterol. Bardzo nas cieszy, że opinie o naszym produkcie są pozytywne. Szczerze mówiąc, odkąd jesteśmy na rynku, nie spotkałem się z żadną negatywną opinią a ci co raz spróbowali, z reguły do nas wracają. Zależy nam, żeby jak najwięcej osób spróbowało tego produktu i go poznało.

Maciej Maciejewski: Jak udało się znaleźć tak dobry produkt?

Łukasz Piaskowski: Szukałem czegoś na co mielibyśmy wyłączność, co byłoby naprawdę dobre, czego bym się nie wstydził, czego byłbym w stu procentach pewien. Pomógł mi tata. Byliśmy na wyciecze w Szwecji i kiedyś, przejeżdżając koło pewnej fabryki z naszym szwedzkim znajomym, rozmawialiśmy o tym, że Szwecja kojarzy nam się z krajem, gdzie wszystko jest zdrowe i fajnie byłoby mieć takie produkty u nas. Nie będę się wdawał w szczegóły, w każdym bądź razie trafiliśmy do osoby, która poznała nas z kierownictwem tej fabryki i tak zaczęliśmy rozmowy o tym, że chcielibyśmy zająć się sprzedażą podobnego produktu na naszym rynku, ale musiałby on spełniać pewne kryteria. Począwszy od butelki, która ma taki kształt nie przez przypadek, a kończąc na etykiecie, smaku, barwie. Oni zrobili to dla nas, a olej jest świetny! Tak to się zaczęło. Początki oczywiście są ciężkie, ale później, jak już się ruszy całą tę machinę, jest zdecydowanie łatwiej.

Maciej Maciejewski: Kiedy mamy już produkt, to co dalej? Plan marketingowy?

Łukasz Piaskowski: Dokładnie plan marketingowy, który powinien być łatwy i przejrzysty! Prosty do wytłumaczenia i łatwy do przekazania dalej. Jest wiele planów… Sam pewnie pan zna większość z nich, ale domyślam się, że nawet dla pana, jako osoby, która jest niejako ekspertem w tym temacie, niektóre z nich nie są takie proste. Wyobraźmy sobie, że mamy plan marketingowy, który sami nie do końca rozumiemy, więc w jaki sposób możemy go wytłumaczyć kolejnej osobie? Dlatego dążyłem do tego, aby mój był maksymalnie prosty. Zależało mi na prostocie i przejrzystości, żeby wszyscy potrafili zrozumieć na czym to polega, czyli skąd się biorą zebrane pieniążki, jak rejestrujemy nowe osoby, itd. Jak zabrałem się do konstruowania planu? Plan marketingowy to składowa moich pomysłów, na których mi zależało i obliczeń Piotra Wajszczaka. Pan przecież również miał swój udział w tworzeniu tego planu.

Maciej Maciejewski: Tak, ale o ile dobrze pamiętam, to Piotr Wajszczak doszedł do wniosku, że u Was dobrze sprawi się plan matrycowy.

Łukasz Piaskowski: Nie zawsze dobry plan marketingowy w jednej firmie, będzie również dobry w innej. Ważny jest produkt, no i starter. Rozmawialiśmy z Piotrem o tym, co u nas mogłoby nim być? Według mnie fajnie, że naszym starterem jest nasz produkt. Wchodząc do firmy, kupuje się go za 90 zł netto. Nawet, jeżeli komuś na początku nie wyjdzie, okaże się, że do swojej matrycy nie pozyskał konsultantów, dystrybutorów, znajomych czy rodziny, którzy pomogliby mu ją rozwijać, to zawsze będzie mógł produkt wykorzystać w swojej kuchni. Nigdy nikt nie jest stratny!

Maciej Maciejewski: W każdej firmie MLM potrzebny jest regulamin, umowa o współpracę i cała pozostała „papierologia”. Jak się za to zabrać?

Łukasz Piaskowski: Lepiej nie robić tego samemu, tylko wziąć do współpracy prawnika, ponieważ wszystko musi być zgodne z prawem. Oczywiście trzeba mieć ogólną wiedzę o tym, co powinno się w tych dokumentach znaleźć. Wiadomo, że prawnik zna się na swojej pracy, zna ustawy, ale musi mniej więcej wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

Maciej Maciejewski: Pamiętam, że dość istotne było stworzenie programu motywacyjnego dla dystrybutorów. Wymyśliliśmy Wam program samochodowy. Realizujecie go?

Łukasz Piaskowski: Tak. Mamy BMW, które jest u nas do wzięcia na samym szczycie. Natomiast od pewnego czasu mamy również Fiata 500 dla tych osób, które wolą „lżejszą” pracę, ale jednocześnie nie zamyka im to drogi do BMW.

Maciej Maciejewski: Jak było na starcie? Jak zostały sprzedane pierwsze butelki oleju? Wyszedł pan na miasto? Zaczął w internecie?

Łukasz Piaskowski: Pierwsza sprzedaż ruszyła w dniu, kiedy otworzyliśmy biuro, a pierwszymi klientami byli znajomi, którzy przyszli na jego otwarcie. Pomijając znajomych i rodzinę, pierwsze butelki sprzedały się przez internet.

Ludzie zaczęli smakować produkt, ten im się spodobał i w pewnym momencie doszli do wniosku, że mogą też coś na tym zarobić. Zaczęła się budować struktura.

Łukasz Piaskowski: W zasadzie od samego początku, z miesiąca na miesiąc notowaliśmy wzrost sprzedaży. Początkowo bardzo dynamiczny. W tej chwili mamy zarejestrowanych ponad 10 tys. osób. Ile butelek oleju sprzedaliśmy? Powiem tak – przykładowo w styczniu 2010 roku, czyli parę miesięcy od powstania firmy, sprzedaliśmy około tysiąca butelek, natomiast już w kwietniu tego samego roku były to cztery tysiące butelek.

Maciej Maciejewski: Wspomniał pan, że macie zarejestrowanych ok. 10 tys. osób. Z pewnością nie wszyscy budują biznes, większość z nich to konsumenci. Jak to wygląda?

Łukasz Piaskowski: U nas wygląda to tak, że osoba, która nie robi zakupów przez 12 miesięcy, ma blokowane konto. To był wspólny pomysł mój i Piotra Wajszczaka. Początkowo miały to być trzy miesiące. Jednak łatwiej jest zainspirować do działania kogoś, kto już jest w matrycy, niż szukać kolejnej osoby. A my mieliśmy dużo osób, które się zarejestrowały i przez trzy miesiące nie dokonywały żadnych zakupów. Wcale nie dlatego, że nie pasował im produkt, ale dlatego, że osoba, która je zarejestrowała, niedokładnie wytłumaczyła im plan marketingowy. Nie dostały takiej pomocy, jaką powinny były otrzymać. Często zdarza się też tak, że osoba, która była zarejestrowana, przez rok nie dokonywała zakupów, wypadła z matrycy, jej konto zostało zablokowane. Po czym ktoś inny dołączał ją do innej matrycy i w nowym miejscu ta osoba się odnalazła. I teraz prężnie działa!

Maciej Maciejewski: Czy macie dystrybutora, który zaczął działać na początku istnienia Golden Drop, dawał z siebie wszystko, pracuje do dzisiaj i teraz jest liderem?

Łukasz Piaskowski: Mamy osoby, które są z nami od samego początku, które odniosły sukces i cały czas utrzymują się w naszej strukturze. Natomiast teraz pojawiło się trzech poważnych liderów. To osoby, które dołączyły do nas parę miesięcy po powstaniu firmy. Najpierw stały z boku, przyglądały się i teraz są złe, że nie weszły od razu! To taka sytuacja, którą można przyrównać do zajmowania miejsca w kinie, bo im później się przychodzi, tym w gorszym rzędzie się siedzi.

Maciej Maciejewski: Czyli macie kilku „przodowników pracy”. Jeśli to nie jest tajemnicą, jakiego rzędu są ich prowizje? Ile oni zarabiają?

Łukasz Piaskowski: Najczęściej jest tak, że te osoby są zarejestrowane jako grupa, czyli na przykład ojciec rodziny jest na czele struktury, pod sobą ma swoją żonę, córkę, zięcia i mają parę numerów dystrybucyjnych, a na każdym z tych numerów zarabiają parę tysięcy zł. Ten najlepszy zarabia kilkanaście tysięcy złotych. To zależy też od miesiąca, chociaż sezonowości raczej u nas nie ma. Nie mieliśmy jeszcze nigdy spadków, każdy kolejny miesiąc jest lepszy od poprzedniego. Bardzo nas to cieszy, ale świadczy to też o tym, że jesteśmy firmą młodą. Ciężko powiedzieć, co będzie za parę lat.

Myślę, że prowizja wysokości kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie, zaledwie po 18 miesiącach istnienia firmy, to świetny wynik!

Kiedyś siedziałem przy komputerze i liczyłem każdą osobę, która się codziennie zarejestrowała – bardzo mnie to cieszyło. Natomiast teraz patrzę na to zupełnie inaczej. Wolę, żeby zarejestrowało się 10 osób, które działają, niż 100, które nie robią nic.

Maciej Maciejewski: Teraz już pan wie, czy lepiej zainicjować firmę MLM z fajnym produktem, czy pracować gdzieś na etacie?

Łukasz Piaskowski: Ostatnio była u nas pani, która jest pracownikiem jednego z hipermarketów, a prowizja, którą otrzymuje w Golden Drop, jest większa od jej miesięcznej pensji. Jednak nie rezygnuje z tamtej pracy, ponieważ cały czas pozyskuje w ten sposób nowe kontakty. Niektórzy mówią, że MLM to taka praca, którą wykonuje sie wtedy, kiedy się chce i nikt nikomu nic nie karze, ale wiadomo, że plan działania trzeba mieć! Tak jak każdy sportowiec przed ważnym występem ma swój plan treningowy, tak każdy powinien mieć swój plan, jeżeli chodzi o pracę w MLM.

Maciej Maciejewski: Jak długo zamierza pan opierać swój biznes na jednym produkcie? Nie korci pana, żeby wprowadzić coś nowego?

Łukasz Piaskowski: Korci mnie często. Ale po spotkaniach ze swoimi liderami przestaje mnie korcić. Nasz produkt jest wyjątkowy i chciałbym, żeby nasza firma była nieporównywalna z podobnymi, działającą na tych samych zasadach.

Maciej Maciejewski: Myślę, że moglibyście zainicjować coś troszeczkę odmiennego… Może zrobicie jakiegoś wideo bloga ze znanym kucharzem?

Łukasz Piaskowski: Mamy kanał Golden Drop TV na Youtube. W tym tygodniu powinna pojawić się nowa potrawa!

Maciej Maciejewski: A może przyprawy? Zupy w proszku?

Łukasz Piaskowski: Tak, ale musimy być w stu procentach pewni tego produktu. Musimy wiedzieć, że jest on świetny! Jeżeli tak będzie i będziemy mogli się pod tym podpisać, to czemu nie?

Maciej Maciejewski: Według mnie to dałoby firmie potężnego kopa. Ja za pół roku wprowadziłbym coś nowego, ale to jest pana biznes, więc do niczego nie namawiam…

Łukasz Piaskowski: Ale ja zawsze słucham, ponieważ człowiek, który słucha innych, jest zawsze bogatszy o wiedzę tych, których słucha. Wiadomo, że trzeba mieć swoje zdanie i trzeba samemu wyciągać wnioski, ale słuchać trzeba.

Maciej Maciejewski: Dziękuję za rozmowę. I pozdrowienia dla taty!