Marzena & Jan TuszyńscyMarzena & Jan Tuszyńscy

Ponoć network marketing jest najbardziej ludzkim i sprawiedliwym systemem do zarabiania pieniędzy na świecie. „W tym biznesie za błędy płaci się brakiem efektów ale nie niesie to specjalnych strat finansowych. Największą inwestycją jest czas a największą pracę wykonuje się nad samym sobą i własnym rozwojem” – twierdzą Marzena i Jan Tuszyńscy z Forever Living Products.

Marzena urodziła się w Kartuzach i ma 36 lat. Skończyła historię na Uniwersytecie Gdańskim. Po liceum i oblanym egzaminie na architekturę wnętrz dostała pierwszą pracę. W sklepie odzieżowym. Przypadek sprawił, że tam poznali się z Janem, który prowadził obok maleńki sklep fotograficzny. Od tego momentu, czyli od 16 lat są jak papużki nierozłączki – zawsze razem. Pobrali się 9 lat temu.

„Uwielbiam Janka za poczucie humoru, kreatywność i umiejętność nawiązywania kontaktów. Na początku trochę mu pomagałam w jego firmie. Już wtedy ledwo godził pracę etatową z prowadzeniem własnej działalności. Malowałam plakaty, jeździliśmy na giełdę kwiatową po towar, potem wpisywałam wszystko do programu magazynowego no i jakoś tak stałam się częścią zespołu Fotokontakt.pl. W międzyczasie prowadziliśmy jeszcze sklep odzieżowy. Fotografia bardzo wpisywała się w moje niespełnione marzenia i zainteresowania. Firma szybko się rozrosła. Obsługiwaliśmy klientów w ponad tysiącu punktów kolektorskich. Prowadziliśmy trzy sklepy firmowe. Dzisiaj myślę, że nie byliśmy przygotowani na to co się wydarzyło. Kierowanie w tak młodym wieku ponad 20-to osobowym zespołem, kwestie finansowe, wyznaczanie celów, samodyscyplina, brak wizji, słabe budowanie ekipy i dobór osób na właściwe stanowiska… Zbyt dużo działo się przypadkiem. Harowaliśmy po 20 godzin na dobę. Wydawało nam się, że jak będziemy pracować dłużej i ciężej, to kiedyś będziemy wolni. Spędzaliśmy w pracy całe dnie, weekendy. Nawet jedzenie gotowaliśmy sobie w firmie” – wspomina tamte czasy Marzena.

Jan ma 39 lat. Z wykształcenia jest plastykiem-fotografem. Poza network marketingiem i biznesem Forever, który jest jego największą pasją, interesuje się również rozwojem osobistym, sportem (uwielbia jeździć na rowerze) i oczywiście fotografią. Do dziś razem z kolegą prowadzi firmę fotograficzną zajmującą się drukiem zdjęć, foto obrazów oraz foto albumów i wszyscy klienci mocno chwalą ten internetowy fotolab. Dziś, kiedy wspólnie z Marzeną budują swój marketing sieciowy, może sobie pozwolić na to, aby tę działalność traktować jako hobby. Ale wcześniej nie było tak wesoło. Kiedy biznes tradycyjny był ich jedynym źródłem utrzymania, zaangażowani w pracę nawet nie zauważyli, że zaczęli się od nich oddalać wszyscy znajomi.

„Nie mieliśmy dla nich czasu a ich życie się zmieniało. Powiększały się im rodziny, rodziły się dzieci. Martwiłam się, że oboje z Jankiem mamy to samo źródło utrzymania. Nawet kilka razy chciałam zrezygnować z pracy. Na pierwszy urlop pozwoliliśmy sobie po 8 latach. Brak równowagi na wielu płaszczyznach dał nam się we znaki.

To nie my mieliśmy firmę ale ona miała nas. W końcu coś pękło, zaczęło się wypalenie. Byliśmy już bardzo zmęczeni, pasja zgasła. Firma zabierała cały nasz czas. Chcieliśmy pracować, żeby żyć, a żyliśmy, żeby pracować. Wpadliśmy w jakiś dziwny letarg – błędne koło.

W międzyczasie cała nasza branża uległa transformacji. Fotografia analogowa przeszła do lamusa a zaczęła się era cyfryzacji i internetu. Przedstawiciele handlowi, których zatrudnialiśmy, musieli odejść. Urządzenia, które ledwo co spłaciliśmy nadawały się na złom. Tak samo jak samochody handlowców. Obserwowaliśmy jak biznesy naszych kontrahentów – małe sklepy spożywcze, kioski, sklepy chemiczne… kurczą się w oczach. Trzeba było zmienić całą produkcję i zainwestować w nową technologię. Kolejne, dużo droższe maszyny. Zdecydowaliśmy się na nowe, duże inwestycje. Tak dotrwaliśmy do roku 2013.

Maciej Maciejewski: Czy to wtedy ktoś Wam powiedział o możliwościach jakie daje ludziom system marketingu wielopoziomowego?

Marzena Tuszyńska: Przez te kilkanaście lat obserwowaliśmy ogromne zmiany na rynku – upadki olbrzymów takich jak Nokia, Kodak, Olympus i wielu innych. Widzieliśmy fuzje koncernów i banków. W naszej branży zaniżanie cen psuło rynek coraz bardziej a wszystkie koszty rosły. Życie, które prowadziliśmy, doskwierało nam coraz bardziej. Byliśmy zmęczeni. Postanowiliśmy coś zmienić. Mieliśmy dosyć egzystowania w ciągłym stresie i bez poczucia bezpieczeństwa. To był moment przełomowy. Zaczęliśmy sobie zadawać pytanie – co będzie za następne 15 lat? Co się zmieni oprócz metryki?

Szkolenie w GdyniSzkolenie w Gdyni

Wpadliśmy na pomysł, że trzeba poszukać skutecznych przedsiębiorców i uczyć się od nich. Mieliśmy już dosyć uczenia się na własnych błędach, chcieliśmy uczyć się szybciej. Zaczęło się od książek. Zauważyliśmy, że gdybyśmy przeczytali je wcześniej, to mogliśmy zaoszczędzić dużo czasu. Byliśmy głodni wiedzy. Uczyliśmy się i uczymy cały czas. Każdy człowiek, każda rozmowa, analizowanie wydarzeń uczy. Nawet przykre doświadczenia czy trudne osoby edukują. Na szkoleniu z rachunkowości Janek poznał bardzo ważną dla nas osobę, Martę Woźny-Tomczak, która potem zainteresowała nas samorozwojem. Zobaczyliśmy, jak bardzo „kulawe” jest nasze koło życia. Do dzisiaj Marta jest jedną z najważniejszych dla nas osób. Jesteśmy za nią mega wdzięczni.

Szukaliśmy różnych informacji i przypadkowo trafiliśmy na książkę „Biznes XXI wieku” Roberta Kiyosaki. Byliśmy przekonani, że to poradnik o tym, jak prowadzić firmę w XXI wieku. Uważaliśmy, że przedsiębiorca z ogromnym stażem i wynikami dzieli się w niej swoim doświadczeniem. Okazało się, że to książka o marketingu rekomendacji, marketingu zespołowym... O marketingu sieciowym czyli MLM. Janek zachwycił się opisaną w niej ideą. Ja zdecydowanie mniej. Widziałam MLM jako śmieszny biznes dla licealistek – pomimo wielkiego szacunku dla nich za chęć rozwoju i samodzielność. Myślałam, że współpracując z firmami tego typu jest się wrzuconym w pewne ramy, zmuszanym do określonego drescode i zachowania. Wydawało mi się, że w tym biznesie mówi się formułkami, których się nie rozumie, nie czuje i biega się z produktami od domu do domu. Ale czułam, że Jankowi bardzo zależy i przeczytałam tę książkę. Zobaczyłam branżę w zupełnie innym świetle. Zobaczyłam, że to bardzo poważny biznes. Nie byłam przekonana, ale już bardziej rozumiałam o co rzeczywiście w tym chodzi. Z ciekawości postanowiliśmy drążyć temat. Dowiedzieliśmy się, że branża jest ogromna, firm jest mnóstwo i przewiduje się jej wielki rozwój. Na portalu internetowym „Network Magazynu” znaleźliśmy porównanie danych finansowych różnych firm. Naszą uwagę przykuła Forever Living Products, która od 20 lat już funkcjonowała wtedy w Polsce. Miała mały udział w rynku, ale stale i systematycznie rosnący. Wiedzieliśmy, że działa w branży wellness, zdrowia i urody – a dla niej rokowania na najbliższe dziesięciolecia też są mega obiecujące. Dotarliśmy do danych, które pokazały nam, że firma Forever choć mała w Polsce, w rzeczywistości jest światowym olbrzymem. Powaliło nas na kolana, że istnieje od ponad 30 lat (obecnie 38) i z roku na rok ma stały wzrost – największy w ciągu ostatnich 2 lat. Przecież to firma generująca 4 mld dolarów obrotu. Znaleźliśmy plan wynagrodzeń, na którym opiera się Forever. Zauważyliśmy, że jest skonstruowany w myśl zasady wygrana-wygrana. Bardzo dobry i prosty. Wybraliśmy jeszcze jedną firmę i skontaktowaliśmy się z osobami, które nam wujek Google podpowiedział. Odezwaliśmy się do Bogumiły Sroki, ale okazało się, że dzieli nas ogromna odległość. Pamiętam jak dziś jej słowa „znajdę Wam kogoś bliżej”. I wtedy jeszcze bardziej zaczęło nam zależeć. Poprosiła nas, żebyśmy przyjechali na szkolenie do Warszawy a potem do Bochni. Podjęła decyzję, że podzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem, poprowadzi nas. Okazało się, że ona i jej zespól generują największe obroty w Polsce i jedne z największych na świecie. Bogusię polubiliśmy od razu i chyba z wzajemnością. Jesteśmy jej, mężowi Janowi i całej ich rodzinie bardzo wdzięczni, że zgodzili się z nami współpracować.

Do samego biznesu trudno było mi się przekonać. Nie mogłam uwierzyć, że za tak małe pieniądze można rozpocząć jakikolwiek biznes dający zysk. Pamiętam, że bardzo mi się to gryzło w porównaniu z inwestycjami i obciążeniami finansowych, jakie ponosimy w naszej firmie tradycyjnej. Cały czas byłam mocno sceptyczna i nieufna. O aloesie i jego właściwościach trochę pamiętałam ze studiów – Kolumb podawał go swoim marynarzom, uwielbiała go Kleopatra… Aloes był też u babci na oknie a o ziołach opowiadał mi dziadek. Zbierał dziurawiec i robił napary. Forever to 85% areałów aloesowych na świecie. Aloesowy olbrzym. Zdecydowaliśmy się pójść o krok dalej. Taki mieliśmy plan. Tak się wszystko zaczęło.

Jan Tuszyński: W 2013 roku byliśmy już bardzo zmęczeni. Od 14 lat prowadziliśmy firmę tradycyjną. Efekty były jednak dalekie od tego, czego oczekiwałem. Nie mieliśmy czasu, pieniędzy. Byliśmy bardzo zmęczeni. Szukaliśmy sposobu jak naprostować firmę, jak poprawić jakość naszego życia. Zaczęliśmy czytać książki, uczyć się, żeby znaleźć narzędzia do pracy. I wtedy przeczytaliśmy „Biznes XXI wieku”. Na początku lektury byłem sceptyczny. MLM kojarzył mi się z osobami rozdającymi wszystkim znajomym katalogi, potem zbierającymi zamówienia i roznoszącymi je po domach. Wtedy kompletnie tego nie rozumiałem. Całe szczęście, że Robert Kiyosaki wszystko dobrze wytłumaczył. Pod koniec książki wiedziałem, że coś takiego w tym MLM-ie jest, że warto się temu przyjrzeć bliżej. Poprosiłem Marzenę o przeczytanie książki – na szczęście zgodziła się.

Maciej Maciejewski: Jakie były Wasze pierwsze kroki w biznesie MLM? Jakie macie spostrzeżenia związane ze startem i czym się możecie pochwalić dzisiaj?

Marzena Tuszyńska: Cały czas się szkoliliśmy. Pojechaliśmy na NAC, MMI i wiele innych eventów. Na NAC mieliśmy okazję posłuchać Roberta Kiyosaki na żywo. Opowiedzieliśmy o tym swoim najbliższym. Zaprosiliśmy najważniejsze dla nas, bliskie osoby na spotkanie, żeby poznały Bogumiłę i Jana Sroków, którzy przyjechali do Kartuz. Byliśmy tym bardzo przejęci. Na spotkanie przyszło chyba trochę mniej niż 30 osób. Nie czułam się dobrze wychodząc przed ludzi i mówiąc do nich, ale daliśmy radę. Początki nie były łatwe – włączały się u mnie różne blokady.

Ciekawe było to, że liderów MLM wyobrażałam sobie jako takich niedostępnych, oddalonych a poznałam ludzi mega pokornych, dobrych, doświadczonych... Zwyczajnych-niezwyczajnych, którzy z jakiegoś powodu chcieli nam pomóc. Bardzo to czuliśmy.

Myślę, że połączyło nas zrozumienie pracy z ludźmi i różne doświadczenia, które to za sobą niosą – radości i smutki, wiele wspólnych tematów. W późniejszym czasie czułam, że cokolwiek się stanie, obojętnie co się zadzieje, będę wdzięczna za to, że mogłam ich poznać. Pierwsze wrażenie było takie, że produkty są za drogie. Ale dlaczego tak było? Ponieważ porównywaliśmy je do tego co znaliśmy wcześniej. Nie braliśmy pod uwagę ich wydajności i szerokiego spektrum działania. Mieliśmy małą wiedzę na temat zdrowia i odżywiania, dlatego jedyną drogą dla nas było zbudowanie własnego doświadczenia. Słabo przyswajaliśmy jakąkolwiek wiedzę produktową. Zaczynając pracę z Forever myśleliśmy, że nie trzeba się suplementować. Spójność wewnętrzna sprawiła, że chcieliśmy być przekonani, pewni i staliśmy się produktem produktu. Przeziębienia, migreny, bóle głowy, ciągłe zmęczenie, problemy z wagą i skórą… uznawaliśmy za coś mało ważnego i normalnego. Ale z czasem zaczęliśmy się mocno dziwić, jak jedna po drugiej, różne dolegliwości znikają. Teraz śmiejemy się, że to efekt uboczny biznesu MLM, którego w ogóle się nie spodziewaliśmy. Tak przyszło przekonanie do produktu. Pewność.

Jan Tuszyński: Już wiedzieliśmy, że chcemy działać w network marketingu. Przekonaliśmy się również do firmy Forever. Teraz tylko pozostało pytanie – kto nam pokaże jak to się porządnie robi? Nie znaliśmy nikogo, kto by mógł nas tego nauczyć. Zaczęliśmy szukać w Google. Trafiliśmy na Bogumiłę i Jana Sroków. Po kilku rozmowach telefonicznych i za pomocą komunikatora Skype Bogumiła i Jan zdecydowali się nas uczyć i zostać naszymi mentorami. Potem zaczęliśmy budowanie swojego biznesu. Od najbliższych, od rodziny, przyjaciół, znajomych.

Marzena Tuszyńska: Do maja 2014 roku poznawaliśmy produkty, dzieliliśmy się tym, czego doświadczaliśmy z bliskimi i zupełnie przypadkiem zrealizowaliśmy kwalifikację dodatkową na wycieczkę. Firma Forever zaprosiła nas do Londynu na 4 dni. Pieniądze, które dostaliśmy, wystarczyły na przelot i hotel ze śniadaniem. Od razu porównaliśmy to do naszego pierwszego urlopu, który wzięliśmy po 8 latach pracy w swojej firmie tradycyjnej i byliśmy w szoku. W Londynie poczuliśmy moc i potęgę aloesowego olbrzyma. 20 tysięcy menedżerów z całego świata, ze wszystkich kontynentów, różne nacje. Czeki rozdawane ludziom przez dwa dni za ich osiągnięcia – czek za czekiem. Zobaczyliśmy, jak firma docenia swoich przedsiębiorców. Dwa kolejne dni poznawaliśmy Londyn, tylko relaks i chillout. Tam poczuliśmy Forever. Podjęliśmy decyzję o systematycznej, zaplanowanej pracy i zaangażowaniu. Do dzisiaj budujemy biznes Forever „po godzinach”. Niektórzy mówią, że na 1/4 etatu tj. 10-12 godzin w tygodniu. Cały czas pracujemy również w naszym 18-letnim biznesie tradycyjnym. Godzimy jedno i drugie.

Bardzo ważny jest dla nas fakt, że w firmie i zespole poznaliśmy wiele interesujący osób. Jesteśmy wdzięczni każdemu, kto nam zaufał i ruszył w kierunku realizacji własnych celów. Zauważyliśmy, że Forever kładzie nacisk na różnorodność i wolność. Każdy dopasowuje ten biznes do siebie a nie siebie do Forever. Myślę, że te dwie wartości idealnie współgrają z polską mentalnością. Są dla Polaków bardzo ważne. Poza tym rozwój, głód wiedzy, świadomość ruszenia w miejsca, wsparcie, delikatne i skuteczne prowadzenie przez naszych mentorów, którzy są dla nas wspaniałą inspiracją. To wszystko dało nam poczucie szczęścia.

Szkolenie w KolonowieSzkolenie w Kolonowie

Wiele osób w MLM zarabia, ale jest również duża grupa, która dorabia albo tylko kupuje produkty bezpośrednio od producenta, żeby wyglądać i czuć się lepiej. I to jest piękne. Każdy może sam wybrać to, czego potrzebuje, co mu odpowiada. Najwspanialsze w tym biznesie są momenty, kiedy ludzie kwitną, rozwijają się, ale też realizują swoje cele, marzenia, odbierają awanse z rąk dyrektora. Dostrzegają i szlifują swoje talenty, bazują na tym, w czym są mocni. Najwspanialszy moment w tym biznesie dla mnie był wtedy, gdy kluczowi partnerzy, wspaniali liderzy i osoby z wielkim potencjałem, realizowali swój cel.

Czym się możemy pochwalić? Pieniądze, które dostaliśmy z Forever w 2015 roku, pozwoliły nam zrealizować wspaniałe podróże – byliśmy w Hiszpanii, w Czechach, dwa razy w Egipcie, w Jerozolimie i Betlejem w Boże Narodzenie. Na ten rok zaplanowaliśmy urlop w Tajlandii. Wylatujemy już niebawem. Aktualnie utrzymujemy się tylko za pieniądze z biznesu Forever a zysk z naszej firmy tradycyjnej możemy reinwestować. Na wiosnę spełnimy kolejne marzenie – zobaczymy Arizonę, Wielki Kanion i biuro główne Forever na zaproszenie naszych mentorów. Planujemy też realizację programu dodatkowego Eagle Manager – to będzie rejs statkiem. Oczywiście na koszt firmy (Rzym-Monte Carlo-Barcelona).

Jan Tuszyński: Z końcem maja 2015 roku zdobyliśmy pozycję uznanego managera. Jest to najwyższa pozycja w pierwszej części planu marketingowego. W tej chwili mamy w naszym zespole ok. 400 osób. Pieniądze, które otrzymujemy z Forever pozwalają nam się godnie utrzymać. To co zarabiamy z naszego klasycznego biznesu może zostać w firmie. Najważniejsze dla mnie jest to, że w naszym zespole mamy coraz więcej ludzi, którzy zarabiają, awansują, odnoszą sukcesy. Mamy również wielu klientów zachwyconych spożywaniem miąższu aloesowego.

Maciej Maciejewski: W network marketingowym sektorze health & wellness mamy potężną konkurencję. Działa wiele dobrych firm. Dlaczego akurat Forever? Co wyróżnia tę firmę od innych?

Marzena Tuszyńska: Firmy z branży MLM, które są na rynku od wielu lat, mają zazwyczaj dobre i bardzo dobre produkty – inaczej klient sięgnąłby po nie tylko raz a są one przecież szybkozbywalne i ważne jest, żeby do nich wracać, a potem chętnie dzielić się doświadczeniami z ich używania. Forever to firma z produktem, który od 38 lat broni się sam, po który ludzie sięgają bo czują się dobrze i wyglądają lepiej. Stabilność potwierdza niezmienny od 38 lat plan wynagrodzeń. Mamy stały wzrost obrotów. W 2015 roku było to ponad 4 mld dolarów. Z roku na rok coraz więcej osób kwalifikuje się do programów motywacyjnych a nie ma w nich żadnych limitów – każdy kto zacznie teraz może je zrealizować. Firma do podstawowego planu marketingowego, który można nazwać ścieżką kariery, dokłada szczodre, dodatkowe programy motywacyjne. To bardzo ważne.

Jan Tuszyński: Po przeczytaniu „Biznesu XXI” wieku wiedzieliśmy, że MLM będzie dla nas najlepszym rozwiązaniem. Pozostało tylko znaleźć porządną firmę, z którą będziemy współpracować. Zależało nam na znalezieniu partnera stabilnego. W biznesie widzieliśmy bardzo wiele upadków, przejęć, przypadków kurczenia się światowych i krajowych gigantów. Dlatego chcieliśmy być pewni firmy, z którą planowaliśmy się związać na wiele, wiele lat. Przede wszystkim szukaliśmy stabilności. Druga bardzo ważna kwestia to wysokiej jakości produkty, których ludzie używają codziennie i które zmieniają ich życie na lepsze. Tego szukaliśmy. Bardzo nam pomógł ranking zamieszczony w „Network Magazynie”. Zależało nam, żeby firma notowała stabilne wzrosty sprzedaży, żeby się rozwijała ale też, żeby było dla niej dużo miejsca na rynku.

Nasz wybór padł na Forever Living Products. Przekonała nas stabilność – firma istnieje 38 lat. Od 22 lat jest obecna w Polsce. Od samego początku notuje wzrosty obrotów. Ma bardzo dobry plan wynagrodzeń, który pozwala dużej liczbie przedsiębiorców zarabiać satysfakcjonujące pieniądze. Sama produkuje i dostarcza wyroby pomagające ludziom lepiej się czuć. Ważne dla nas są też wartości, które reprezentują sobą właściciele koncernu.

Maciej Maciejewski: Działacie w biznesie tradycyjnym i alternatywnym, jakim bez wątpienia jest MLM. Jakie są różnice pomiędzy tymi dwoma modelami zarabiania pieniędzy? W czym czujecie większy potencjał i dlaczego?

Marzena Tuszyńska: W network marketingu człowiek sam jest swoim szefem – ze wszystkimi tego blaskami i cieniami. Bierze odpowiedzialność za swój sukces. Buduje własny biznes. Wybiera z kim chce pracować, kogo zaprasza do zespołu, dopasowuje styl pracy do siebie. Nawet jak z jakiegoś powodu przerwiesz działania to w dowolnym momencie możesz wrócić i zaczynasz z tej samej pozycji w planie wynagrodzeń, na której skończyłeś. Nawet po wielu latach. Nikt cię nigdy nie zwolni. Jeśli pracujesz na etacie i masz stawkę godzinową to możesz pracować określoną ilość godzin w tygodniu i nie przeskoczysz tego, nawet gdybyś chciał. Łatwo możesz wyliczyć, ile zarobisz pracując określoną ilość godzin przez 20-30 lat... Potem wylicz ile będzie cię kosztowało życie, utrzymanie i od razu zobaczysz, co zostanie na realizację marzeń... W większości przypadków nic albo bardzo niewiele. Za to w MLM jak podzielisz się swoim doświadczeniem z pięcioma osobami i one zrealizują określone cele, to wartość twojej godziny pracy rośnie (1+5 godzin), potem one mogą zrobić to samo albo i szybciej, skuteczniej niż ty – a ciebie będzie to bardzo cieszyło. Tu nie ma szklanego sufitu, nie ma znaczenia, w którym momencie się zacznie. Nie ma limitu czeków, programów samochodowych i wyjazdów – może je otrzymać każdy, kto tylko zrealizuje określone warunki.

Jan Tuszyński: W marketingu sieciowym zdecydowanie łatwiej się awansuje. Nie ma też granicy zarobków. Na potrzeby tej rozmowy obliczyłem, że nasze zarobki są teraz o 125% wyższe niż w roku ubiegłym. A wszystko zależy wyłącznie od determinacji i zaangażowania oraz czasu, który się chce i może zaplanować na pracę. Mega plusem jest to, że sami dobieramy sobie ludzi, z którymi współpracujemy.

Marzena Tuszyńska: W systemie MLM cenię prostotę tego biznesu i bezpieczeństwo, które daje. Bardzo ważne są dobre relacje. Uwielbiam pracę z ludźmi ale chyba najważniejsze jest to, że nie trzeba podejmować decyzji o zwalnianiu kogokolwiek. Cenię sobie, że tutaj nie ma tak typowych dla właścicieli firm tradycyjnych przykrych spraw jak zwalnianie kogoś. Jest się wolnym od obciążeń finansowych związanych z zatrudnieniem. W tym biznesie za błędy płaci się brakiem efektów ale nie niesie to specjalnych strat finansowych. Największą inwestycją jest czas a największą pracę wykonuje się nad samym sobą i własnym rozwojem. Nie trzeba inwestować w lokale i bezsensowne zatowarowanie. Nie martwimy się o logistykę, dostawy, produkcję, kwestie księgowe, pity, faktury – to wszystko robi za nas firma.

Odbiór awansów w KrakowieOdbiór awansów w Krakowie

Zależy mi na pracy zespołowej. Kocham zasadę wygrana-wygrana. Cenię sobie to, że zainwestowaliśmy w swoje zdrowie i czujemy się lepiej niż kiedykolwiek. Gdyby mi ktoś trzy lata temu powiedział, że wsiądę na rower i przejadę 130 kilometrów, to nie uwierzyłabym. Mój organizm bardzo dobrze reaguje na aloes. Schudłam blisko 15 kilogramów, mam zdrowszą skórę, włosy, paznokcie i nie mam już przy sobie tabletek od bólu głowy. A wcześniej zawsze miałam opakowanie w łazience, drugie w torebce, a kolejne na biurku w firmie. Dziś ich nie potrzebuję.

Jan Tuszyński: Najważniejsze słowo w Forever to wolność. Ważne, żeby dostosować ten biznes do siebie a nie na odwrót. U nas jest bardzo wielu liderów. Każdy z nich osiągnął sukces w nieco inny sposób. Jeśli jest to zgodne z „Zasadami Działalności”, to wszystko jest OK. Pracując z Forever mamy realny wpływ na polepszanie świata. Dzięki temu, że firma działa w systemie MLM, możemy pomóc wielu osobom lepiej zarabiać, lepiej się czuć.

Maciej Maciejewski: A czy zauważacie jakieś mankamenty? Jest coś do poprawki?

Marzena Tuszyńska: Na początku denerwowało mnie, kiedy ktoś robił z szansą, jaką daje mu ten system, wszystko oprócz tego co daje efekty. Przeszłam wtedy mega szkołę cierpliwości. Dzisiaj wiem, że każdy ma tutaj swoje tempo. Każdy startuje w innym momencie życia, z innymi doświadczeniami i wszyscy cały czas jesteśmy w procesie rozwoju. Smuci mnie natomiast, że czasem człowiek bierze szansę, widzi dla siebie możliwość poważnej zmiany stylu życia, realizacji celów, ale daje się ściągnąć w dół ludziom, którzy w niego nie wierzą. Słucha opinii na temat branży od osób, które w ogóle jej nie znają a kierują się wyłącznie mitami.

Jest coś jeszcze. Firmy, które przypominają MLM ale nim nie są. Pojawiają się i znikają psując opinię całej branży. Zależy mi też na tym, aby wyraźnie odróżnić branżę sprzedaży bezpośredniej od MLM. W moim odczuciu network marketing jest pojęciem o wiele szerszym i można, jeśli właściwie wybierze się firmę, z którą się utożsami, zarabiać nie sprzedając towaru tak, jak w sprzedaży bezpośredniej. Nieograniczone dochody i mnożenie swojego czasu pracy poprzez duplikację, nauczenie innych osób.

Trzeba wystartować, słuchać i działać a nie próbować wynaleźć na nowo koło. Wystarczy po prostu zrozumieć i zrobić to, co potrzeba.

Jan Tuszyński: Mnie troszkę smuci jedna sprawa. Część osób odrzuca szansę lepszego życia, którą przygotowała dla nich firma. Wiemy, że nie wszyscy będą robić z nami Forever, ale czasem przykro jest, że osoby, które potrzebują zmian, które mają wszelkie predyspozycje do osiągnięcia sukcesu, mówią „nie” propozycji na poprawę swojej sytuacji. Może to dla nich jeszcze nie ten moment?

Maciej Maciejewski: Jakie cechy charakteru pomagają w tym, aby odnieść sukces w MLM?

Marzena Tuszyńska: Trzeba kochać ludzi i wierzyć w nich. Trzeba widzieć w nich ich prawdziwy potencjał, talenty. Potrzebne jest zaufanie, panowanie nad emocjami. Ważne są wytrwałość, ogromna cierpliwość, kreatywność , wizja zespołu i własnego życia. Sporo pracowałam nad pokorą, chęcią nauki, umiejętnością przyznania się do błędu czy porażki i uczenia się z niej. Wyciągania wniosków. Ważne są uczciwość, spójność wewnętrzna, empatia, etyka pracy, identyfikacja z produktem, branżą i firmą. Warto też pochylić głowę czy uśmiechnąć się, kiedy ktoś powie coś przykrego albo zawiedzie nasze zaufanie.

Jan Tuszyński: Na pewno warto być zorientowanym na drugiego człowieka. Liderzy, którzy patrzą najpierw na dobro innych, odnoszą największe sukcesy. Przyda się też konsekwencja, pracowitość, dobra organizacja, wytrwałość. Nie zbuduje się dużego biznesu MLM omijając zasady. Nasza firma np. wydała krótką broszurkę „Zasady Działalności”. Postępowanie zgodnie z nią bardzo ułatwia osiągnięcie sukcesu.

Maciej Maciejewski: Nie sztuką jest zacząć. To może zrobić każdy. Ale jak budować struktury? Skąd brać nowych ludzi? Jakie metody stosować, aby pozyskiwać nowe osoby do biznesu?

Marzena Tuszyńska: Na początku wyobrażałam sobie, że budując biznes MLM potrzeba będzie tłumów ludzi i zawsze pełnych sal szkoleniowych. Dzisiaj wiem, że się myliłam. Zaufało nam 46 osób – część z nich nie robi nic, ale ma otwartą drogę do budowania biznesu czy korzystania z produktów. Większość to osoby, które samodzielnie robią zakupy w firmie przez internet. Kilka dorabia, cieszy się produktami i pieniędzmi na nie, które dostaje z Forever. Jeszcze inni zarabiają już konkretne sumy. Kolejne budują grupy i są na dobrej drodze do awansów. Od początku uczymy jak prawidłowo budować stabilny biznes tak, aby kwalifikować się w przyszłości i brać wszystko to, co daje firma.

Teraz nawiązujemy kontakty wychodząc do ludzi. Spotykamy się z przedsiębiorcami. Biznes Forever w dużej mierze można budować z domu, świetnie czują się w nim cyfrowi nomadzi. Szukamy osób, z którymi będziemy się dobrze rozumieć. Takich, które podobnie jak my kochają wolność, mają podobne do nas wartości, mają konkretne cele i marzenia, są ambitne i pełne pasji. Zawsze mamy uszy i oczy szeroko otwarte.

Przecież każdy uprawia marketing rekomendacji – tylko większość osób robi to za darmo, a w marketingu sieciowym za to samo otrzymuje się pieniądze. Jeśli nie wiesz o czym myślę, odpowiedz sobie na pytanie – czy poleciłeś komuś jakiś produkt albo usługę? Czy myślisz, że ta osoba, jeśli była zadowolona, poleciła to dalej? A następna? Co by było, gdybyś otrzymał wynagrodzenie za każde z tych poleceń? Dzięki rekomendacji można mieć pieniądze od firmy i przeznaczyć je na produkty, które dzięki temu będziemy mieć „za darmo”.

Jeśli ktoś bardziej się zaangażuje, zrozumie plan marketingowy i dobrze rozpozna potrzeby każdej osoby, z którą się spotka, może zarabiać konkretne pieniądze.

Jan Tuszyński: Staramy się bywać na imprezach towarzyskich i różnego rodzaju wydarzeniach. Ludzie, którzy potrzebują naszej propozycji są wszędzie. Chodzi o to, żeby spotkać jak najwięcej osób, nawiązywać z nimi kontakt i umówić się na rozmowę z tymi osobami, z którymi chcielibyśmy współpracować, podróżować, rozwijać się. MLM to biznes relacji.

Maciej Maciejewski: Jakie macie plany na przyszłość?

Marzena Tuszyńska: Skupiamy się na mocnym rozwoju. Aktualnie szukamy dwóch osób, które mają konkretne marzenia i cele. Szanujemy i rozumiemy małych i średnich przedsiębiorców. Lubimy też pracować z ludźmi doświadczonymi pracą w korporacji i chcącymi stworzyć coś własnego, z ludźmi szukającymi wolności. Chętnie dzielimy się swoim doświadczeniem z osobami, które już prowadzą firmy w branży zdrowia i urody. Pokazujemy im jak robiąc to, co robią już teraz, mogą generować konkretne dodatkowe dochody ze swojego biznesu. Przedsiębiorcy to naszym zdaniem ludzie dzielni, pracowici, doświadczeni, z dużymi możliwościami. Chcemy, żeby osoby, których szukamy osiągnęły to samo co my, czyli pozycję menadżera z prawidłowo zbudowaną grupą. Pomożemy im zaistnieć w tym biznesie, podzielimy się naszymi doświadczeniami i drogą.

Jan Tuszyński: Plan jest prosty. W najbliższym czasie chcemy jak największej ilości osób pomóc lepiej zarabiać i lepiej się czuć. Zamierzamy to oczywiście zrobić z naszą kochaną firmą i z naszym cudownym zespołem. Mówiąc zespół mam na myśli osoby, które pokazały nam Forver – Bogumiłę i Jana Sroków. Myślę również o osobach, którym my pokazaliśmy Forever i o osobach, którym one pokazały ten biznes – tak to działa (śmiech). Myślę, też o przyjaciołach i znajomych, z którymi nie mamy zależności biznesowych, ale łączy nas chęć pomocy innym.

Maciej Maciejewski: Dziękuję za rozmowę.