źródło: flickr.comźródło: flickr.com

Najnowsze badania pokazują, że może on być dobrym narzędziem do zwiększania sprzedaży w sklepach internetowych. Choć Pinterest ma już 2 lata, to głośno zrobiło się o nim stosunkowo niedawno. Jeszcze rok temu mało kto go używał, a już w grudniu 2011 portal pochwalił się 11 milionami odsłon tygodniowo. Według najnowszych szacunków serwis ma już ponad 10,4 miliona zarejestrowanych użytkowników i liczba ta nadal rośnie. Ogromna popularność Pinterest sprawiła, że zainteresowali się nim właściciele sklepów internetowych. W sieci można znaleźć wiele poradników na temat promowania e-commerce w tym medium, a na specjalistycznych forach niejedną dyskusję o zwiększaniu sprzedaży. Najnowsze badania rzucają więcej światła na to, co i jak można sprzedawać przez Pinterest.

Komu sprzedawać?

Już przy pierwszym kontakcie z tym serwisem można odnieść wrażenie, że jest to miłe i przyjazne miejsce. Znajdziemy tu dużo ładnych zdjęć zwierząt, ciekawych potraw, stylizacje fryzur oraz modne ubrania. Poznamy też masę ciekawych pomysłów na to, jak samodzielnie wykonać ozdoby do domu. Próżno tu szukać natomiast przedmiotów codziennego użytku. Serwisem rządzi wyszukany design i kobiety. Według szacunków, to właśnie płeć piękna dominuje wśród użytkowników. – To, co wyróżnia Pinterest, to możliwość oznaczenia ceny produktu przypiętego do tablicy. Odbywa się to poprzez napisanie znaku dolara przed ceną. Portal automatycznie doda wtedy specjalny znaczek w górnym lewym rogu zdjęcia i wyświetli na nim zadeklarowaną wartość – tłumaczy Tomasz Henel, właściciel serwisu DeCommerce.pl. Z tej opcji korzysta coraz więcej firm, które z jej pomocą chcą przyciągnąć nowych klientów.

Co i jak?

Według badań przeprowadzonych przez Joshuę Yanga, Pinterest pomaga w promocji sklepów internetowych. Z jego analizy, którą przeprowadził na milionie treści dodanych do serwisu wynika, że 1,2% stanowiły te z zaznaczoną ceną. Co ciekawe, to właśnie one były częściej dodawane przez użytkowników do swoich tablic. Średnio 5,5 raza w porównaniu do 5,4 na jedną treść bez zadeklarowanej wartości. Oznaczanie cen przynosi najlepsze rezultaty, jeśli robią to zwykli użytkownicy. Gdy zabierają się za to firmy, wynik jest mniejszy, ale wciąż wart wysiłku. W ich przypadku użytkownicy są mniej skłonni do przypinania znalezisk do swoich tablic.

Według badania, najlepiej radził sobie jeden z większych sklepów internetowych, który zdobył rekordowe 135,6 przepięć na jedną treść bez oznaczonej wartości. Gdy firma dodawała znak dolara, wynik był mniejszy, choć nadal imponujący – 54,6. Pokazuje to, że dobrze dobrana strategia może przynieść niesamowite rezultaty. W zestawieniu wszystkich firm najlepiej radzą sobie sklepy oferujące dobra luksusowe, zdobywając średnio 0,7 przepięcia na jedną treść z oznaczoną ceną. Bez określania wartości reszta sklepów uzyskiwała 0,2 przepięcia na jedno znalezisko. Sytuacja wygląda inaczej, gdy e-sklepy nie oznaczają cen. Wtedy produkty luksusowe otrzymują 1,1 przepięcia, a reszta sklepów 1,8. Warto zwrócić uwagę na to, że użytkownicy Pinterest bardziej ufają rekomendacją swoich znajomych, niż firm. Potwierdza to trend, który można obserwować w innych mediach społecznościowych.

Czy uda się w Polsce?

Nowe możliwości, jakie daje Pinterest sklepom internetowym z pewnością przyciągną do tego serwisu kolejne firmy, które będą chciały zaprezentować swoją ofertę i zwiększyć zyski. Takie działanie idzie w parze z oczekiwaniami konsumentów, którzy w erze dynamicznie rozwijającej się sieci chcą mieć możliwość szybkiego zakupu interesujących ich produktów. Teraz jest to możliwe przez oznaczenie ceny, które sugeruje przekierowanie do sklepu internetowego. – Zdobywanie klientów w Polsce dzięki tej funkcji jest na razie utrudnione, jeżeli nie niemożliwe. Cena podana w dolarach sugeruje, że produkt trzeba będzie sprowadzić z zagranicy. Kolejną barierą jest brak polskiej wersji językowej serwisu. Mimo rosnącej popularności Pinterest, nie oszacowano jeszcze liczby użytkowników z naszego kraju, która wcale nie musi być duża. Nie bez znaczenia są też preferencje Polaków, którzy wielokrotnie udowadniali, że są bardziej skłonni do korzystania z rodzimych rozwiązań. Właśnie dlatego Facebook, aby wspiąć się na szczyt musiał pokonać Naszą-Klasę, natomiast serwisy, takie jak: eBay czy Digg przegrały z polskimi odpowiednikami – wyjaśnia Tomasz Henel.