źródło: Flickr.comźródło: Flickr.com

Wiem, że w języku angielskim funkcjonuje pojęcie „generation gap”. Ma oddawać naturalną – jak się wydaje w pierwszym przybliżeniu – sytuację różnic pokoleniowych, może nawet konfliktu pokoleń. My, rodzice wiemy z doświadczenia, że nawet spokojny dom potrafi się czasem zamienić w istne piekło, jeśli tylko pod dachem mamy nastolatka wchodzącego w okres dojrzewania. Czymś naturalnym dla młodego człowieka jest wtedy usuwanie najbliższej rodziny na drugi plan a ważniejsi są znajomi, zabawy, uciechy. Każdy, kto miał w domu pryszczatą latorośl wie, o czym mówię.

Ale w końcu ten czas mija. Człowiek dojrzały to między innymi ten, który dostrzega wartość rodziny. I nie chodzi mi tu o socjologiczną definicję rodziny jako grupy społecznej lub instytucji społecznej. Raczej o rodzaj intymnego, wzajemnego uczucia, współodpowiedzialności i współdziałania.

Właśnie to ostatnie przyszło mi na myśl, kiedy przyglądałam się koleżankom i kolegom próbującym swoich sił w MLM. Przecież marketing sieciowy to także współdziałanie. Czym byłaby rodzina (w sensie formalnym, czyli rodzice, dzieci itd.) jeśli zamiast współdziałania byłoby wykorzystywanie, granie tylko do własnej bramki, nastawienie na własną korzyść? Nie byłaby to rodzina ale raczej firma. I to bardzo upiorna. Czy mimochodem nie streściłam w tych kilku ostatnich zdaniach tych wszystkich korporacji i przedsiębiorstw, w których wszystko nastawione jest na zysk, królują konformizm i mimikra?

A rodzina? No właśnie. Przecież prawdziwa, zdrowa rodzina to wzajemna pomoc, wspólne cele, plany. No i ta perspektywa czasowa. W praktyce niemożliwe jest, by przepracować w jednej firmie tyle lat, ile przeżyje się z własną rodziną. Czy to nie jest gotowy przepis na idealny biznes? Mamy przecież ludzi, którym ufamy. Znamy ich z wszystkimi ich zaletami, wadami i talentami. Wiemy, czego się po nich spodziewać. Przed rodziną nie musimy udawać. Zupełnie inaczej niż w większości znanych mi firm, w których talenty zostają przegapione, zaufanie jest rzadką walutą a nieprzewidywalność szefów dojmującą codziennością.

Dlatego nie zdziwiło mnie, gdy dotarło do mnie, jak często w network marketing angażują się rodziny. Ileż to możliwości rozwoju, ileż szans na poszerzenie sieci, ileż potencjału współpracy!

Ja wiem, że jest takie powiedzenie: „Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. I trzeba być w środku, żeby nie wycięli...”. Ale przecież mówimy o sytuacji normalnej, neurotypowej. Czyli takiej, w której właśnie na rodzinie możemy polegać najbardziej. Sieć, której początek bierze się z rodzinnych więzi ma w sobie potencjalną trwałość, niezawodność. Jest opoką. A niejako „przy okazji” pojawiają się wartości dodane. Na przykład prostsza organizacja pracy. Łatwiej się porozumieć z bliskimi w sprawie urlopów, podziału obowiązków. Relacje rodzinne stają się wtedy – niejako przypadkiem – także relacjami biznesowymi. Póki w rodzinie jest wzajemne zrozumienie, silne więzi, zaufanie i – nie bójmy się tego słowa – miłość, póty możemy być spokojni także o nasz network marketing.

Wiem, że takim wywodem narażę się wielu Czytelnikom, ale naprawdę uważam, że dla marketingu sieciowego jedną z wielu szans jest właśnie zaangażowanie rodziny. Wielopokoleniowość MLM staje się faktem. Nie tylko nie można tego nie zauważać, ale trzeba do tego podejść jak do czegoś naturalnego i pożądanego.