Można bardzo długo biec. Pytanie tylko brzmi: dokąd?

przez Maciej Maciejewski

Przez sześć lat słyszałam jedno zdanie częściej niż jakiekolwiek inne: „To maraton, nie sprint”. I powtarzałam je sobie setki razy. Zawsze, kiedy było trudno. Kiedy przychodziły gorsze momenty. Kiedy rezultaty nie były współmierne do pracy, energii i serca, które wkładałam każdego dnia.

Aleksandra Mientus

Wierzyłam, że jeśli będę wystarczająco cierpliwa, wystarczająco wytrwała i wystarczająco długo będę robić właściwe rzeczy, to pewnego dnia wszystko wskoczy na swoje miejsce. Dzisiaj nadal uważam, że wytrwałość jest ważna. Ale po sześciu latach pracy w MLM wiem też coś jeszcze.

Można bardzo długo biec. Pytanie tylko brzmi: dokąd? Przez sześć lat działałam w marketingu sieciowym. Jak większość osób w tej branży przechodziłam przez różne etapy. Były momenty ekscytacji, były sukcesy, były również chwile zwątpienia. Były szkolenia, konferencje, książki, rozwój osobisty i niezliczone godziny spędzone na słuchaniu ludzi, którzy mówili, jak osiągnąć sukces.

Była też motywacja. Dużo motywacji. Przez lata słyszałam, że trzeba wytrwać, dać sobie czas, uzbroić się w cierpliwość i konsekwentnie robić swoje. I choć nadal wierzę w to, że wytrwałość jest jedną z najważniejszych cech każdego biznesu, z czasem zaczęłam zauważać, że sama wytrwałość nie wystarczy.

Miałam wyniki. Rozwijałam się. Zarabiałam pieniądze. Budowałam relacje i zespoły. Coraz częściej jednak miałam poczucie, że rezultaty nie są współmierne do pracy, energii i serca, które wkładam w swoją działalność każdego dnia.

To właśnie wtedy zaczęłam rozumieć, że sukces nie jest wynikiem jednego elementu. Nie wystarczy dobry produkt, sama motywacja ani nawet ciężka praca. Potrzebna jest całość: odpowiedni ludzie, odpowiednia energia, odpowiednia branża, odpowiedni system działania i wynagrodzenie, które jest współmierne do wysiłku. Jeżeli choć jeden z tych elementów nie działa, człowiek ma poczucie, że ciągle czegoś mu brakuje. Można pracować coraz więcej, dawać z siebie coraz więcej, a mimo to czuć, że nie wszystko układa się tak, jak powinno.

Największe odkrycie przyszło do mnie wtedy, kiedy przestałam zastanawiać się co jeszcze powinnam zrobić lepiej, a zaczęłam przyglądać się temu, czy jestem we właściwym miejscu. Przez długi czas nie szukałam nowej firmy. Szukałam rozwiązań. Szukałam nowych strategii. Szukałam odpowiedzi. Wierzyłam, że być może wystarczy zmienić podejście, znaleźć lepsze narzędzia albo spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy.

Dwa lata temu rozpoczęłam współpracę z Dariuszem Wasilewem. Nie dlatego, że szukałam kolejnego projektu. Szukałam ludzi, którym mogę zaufać i od których mogę się uczyć. To była jedna z tych decyzji, których znaczenie dostrzega się dopiero po czasie.

Siedem miesięcy temu pojawił się moment, który wiele zmienił. Co ciekawe, ja wcale nie szukałam wtedy nowego kierunku. To Dariusz zrobił ten krok wcześniej. W ciszy analizował różne możliwości, przyglądał się rozwiązaniom, obserwował rynek i sprawdzał, czy rzeczywiście istnieje miejsce, które łączy wszystkie elementy, jakich przez lata szukaliśmy. Nie działał pod wpływem emocji. Analizował, sprawdzał i zadawał pytania. Dopiero kiedy sam był całkowicie przekonany do swojej decyzji, wrócił do mnie i pokazał mi kierunek, który znalazł. Sztos.

Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Coraz częściej czułam wtedy, że potrzebuję zmiany. Nie zmiany marzeń. Nie zmiany celu. Nie zmiany branży. Potrzebowałam zmiany sposobu działania. Szukałam odpowiedzi, które pozwolą mi odzyskać energię i poczucie, że kierunek, w którym idę jest właściwy.

Dlatego, kiedy zobaczyłam ten projekt, w ogóle nie zwracałam uwagi na nazwę firmy. Nie patrzyłam na prezentację. Patrzyłam na ludzi i na to, co poczułam. I szczerze? Nie zapamiętałam wtedy wszystkich szczegółów prezentacji. Nie zapamiętałam wszystkich liczb. Zapamiętałam za to coś znacznie ważniejszego. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam spokój.

Kiedy zobaczyłam ten projekt i sposób działania, poczułam, że nie muszę już szukać kolejnych rozwiązań, kolejnych strategii i kolejnych odpowiedzi. Nie dlatego, że ktoś obiecywał cuda albo malował wizję łatwego sukcesu. Wręcz przeciwnie. Wszystko było proste, konkretne i poukładane.

Największe wrażenie zrobiła na mnie konkretność, przejrzystość i brak zbędnego motywowania. Po raz pierwszy od dawna nie słyszałam opowieści o tym, co wydarzy się kiedyś. Widziałam plan, system i działania, które można było wdrożyć od razu. I chyba właśnie tego przez lata najbardziej mi brakowało…

Po sześciu latach szukania nie potrzebowałam kolejnej dawki motywacji. Potrzebowałam prostoty.

Pamiętam moment, w którym pomyślałam: to jest to. Nie dlatego, że ktoś przekonał mnie słowami. Dlatego, że pierwszy raz od dawna poczułam, że mogę przestać szukać i po prostu zacząć tworzyć. Kiedy połączyliśmy doświadczenie, które budowaliśmy z Dariuszem przez ostatnie lata z kierunkiem i rozwiązaniami, które wniósł Grzegorz Gala, wszystko zaczęło układać się w spójną całość. Ja dołożyłam do tego swoje doświadczenie zdobyte podczas budowania biznesu online.

Od ponad trzynastu lat mieszkam w Niemczech i praktycznie cały swój biznes rozwijam przez internet. Nigdy nie wierzyłam w spamowanie ludzi. Zawsze wierzyłam w autentyczne relacje, rozmowę i budowanie zaufania. Wszystkie osoby, które dołączyły do mojego zespołu, poznałam właśnie online. I teraz jeszcze mocniej utwierdziłam się w przekonaniu, że wielkich rzeczy nie buduje się wyłącznie na strategiach. Wielkie rzeczy buduje się przede wszystkim na zaufaniu.

Od lat powtarzam jedno: chcę robić biznes z ludźmi, z którymi mogłabym usiąść przy jednym stole w Wigilię. Dla niektórych może brzmieć to zabawnie, ale dla mnie to jeden z najważniejszych wyznaczników jakości relacji. Bo jeśli nie ufam człowiekowi, nie chcę budować z nim przyszłości. Przez lata obserwowałam również ludzi, którzy gromadzili kolejne produkty, kolejne kartony i kolejne zapasy. Coraz częściej zadawałam sobie wtedy jedno pytanie: budujemy szafę pełną produktów, czy szafę pełną pieniędzy?

Dla mnie odpowiedź z czasem stała się bardzo prosta. Nie przyszłam do tego biznesu po to, żeby kolekcjonować produkty. Przyszłam po to, żeby budować większą wolność, większe możliwości i lepszą przyszłość dla swojej rodziny. Właśnie dlatego tak ważne stało się dla mnie nie tylko to, co robię, ale przede wszystkim z kim to robię i w jaki sposób. Zwróć na to uwagę Drogi Czytelniku.

Jest takie zdanie, które bardzo lubię. Dariusz powtarza je od lat: „Pracuj w ciszy. Niech sukces krzyczy”.

Kiedyś nie rozumiałam tego stwierdzenia do końca. Skoro budowałam biznes online, wydawało mi się, że trzeba być ciągle widocznym, ciągle coś udowadniać i ciągle mówić o tym, co się robi. Dzisiaj wszystko rozumiem doskonale. Powiem więcej… Ostatnie miesiące nie były czasem wielkich deklaracji. Nie były czasem hałasu ani udowadniania czegokolwiek światu. Były czasem codziennej pracy, konsekwencji, rozmów z ludźmi i działania wtedy, kiedy nikt nie patrzy. I co? Efekty zaczęły mówić same za siebie. Dlatego dzisiaj nie mam już potrzeby nikogo do niczego przekonywać. Robię swoje. Rozwijam się. Buduję dalej. Pomagam kolejnym osobom odnaleźć własną drogę.

I choć nie wiem jeszcze, dokąd dokładnie zaprowadzi mnie ta droga, to wiem coś, czego nie wiedziałam przez wiele lat. Po sześciu latach szukania nie potrzebowałam kolejnej dawki motywacji. Potrzebowałam prostoty. Potrzebowałam ludzi, którym mogę zaufać. Potrzebowałam miejsca, które jest spójne z tym, kim jestem. Bo można bardzo długo biec. Pytanie tylko brzmi: dokąd?

Zostaw komentarz

Mogą Cię również zainteresować