Michał WójcikMichał Wójcik

Taką oto ciekawą myśl sprzedał mi podczas wywiadu mieszkający z rodziną na Wyspach Michał Wójcik, który współpracuje z network marketingową firmą TianDe. Michał Ukończył Politechnikę Śląską w Gliwicach, gdzie zdobył zawód elektro-energetyka. Od ok. 20 lat zawodowo związany jest zatem z różnego rodzaju polskimi, a nawet angielskimi elektrowniami. Przełomowy w jego życiu okazał się czerwiec 1997 roku. Jak wspomina, był to czas totalnej zmiany: „Wyprowadzka od rodziców, ślub, pierwsza praca w zawodzie oraz pierwszy network marketing. Wtedy pojawiły się nowe przepisy dotyczące III-go filaru. Pracy było pod dostatkiem. W 2006 roku sytuacja finansowa zmusiła moją rodzinę do przeprowadzki na Wyspy. Musieliśmy wszystko zresetować i wystartować od początku”.

Nagroda dla TianDe Prestiżowy Produkt Roku 2016Nagroda dla TianDe Prestiżowy Produkt Roku 2016

Pierwsza wyleciała jego żona. Po trzech miesiącach na wielkim i obcym lotnisku stanął Michał. Zabrał ze sobą sześcioletnią córkę, dwie walizki i rower. „Od razu dostałem pierwszą lekcję od życia. Już na lotnisku. Oprócz języka potrzebowałem znajomości kultury i przepisów. Żaden autobus nie chciał mnie zabrać ze względu na niezabezpieczony rower. Zero telefonów, znajomych i zero tłumacza. Ta lekcja towarzyszy mi do dziś. W życiu każdego z nas są dni, kiedy po podjęciu decyzji nie ma już żadnego odwrotu, trzeba korzystać z bagażu doświadczeń, które mamy, szukać rozwiązań, przełamać się i posuwać nawet małymi krokami do przodu – wspomina Michał.

Należę do tych, którzy walczą do końca. Do tych, którzy znają swoją wartość.

Trzeba się było zaadoptować. Od razu mocno zaczął się uczyć angielskiego, szybko znalazł pierwszą pracę w fabryce. Na co dzień interesuje się biografiami ludzi kultury i biznesu, uwielbia dużo czytać, więc było mu łatwiej. Po roku na tyle opanował język, że dostał pracę w elektrowni. Przy okazji zaczął nawet budować swój biznes MLM. Rodzina Wójcików szybko spłaca kredyty i kupuje duży dom. Szczyt szczęścia i stabilności. I nagle kolejna porażka. Tym razem organizm żony mówi „dość”. Kobieta musi zakończyć swoją siedemnastoletnią karierę zawodową pomimo faktu, że posiada duże doświadczenie w pracy z dziećmi autystycznymi. Doceniana w Anglii, musi porzucić swoją pasję… „Takie sytuacje są o wiele gorsze niż jakiekolwiek problemy finansowe. Na szczęście zaliczyliśmy wiele intensywnych szkoleń z trenerami i praktykami różnych marketingów sieciowych, m.in. Piotr Zarzycki i Sławek Luter – więc daliśmy sobie radę” – mówi Michał, który obecnie współpracuje z firmą TianDe.

Maciej Maciejewski: A jak było z marketingiem sieciowym? Skąd u człowieka z wykształceniem technicznym zainteresowanie systemem MLM?

Michał Wójcik: O network marketingu dowiedziałem się od koleżanki mamy. Prezentacja tej firmy ubezpieczeniowej na szczęście odbyła się bez klaskania i wzajemnego poklepywania. Dlatego zdecydowałem się robić MLM. Szybko stałem się ekspertem śląskiej grupy w tematyce reformy ubezpieczeń, w tym II-go i III-go filaru. Te pierwsze emocje towarzyszą mi do dziś. Ta adrenalina z przemawiania i wchodzenia w interakcję z małymi i dużymi grupami to jest coś, co bardzo lubię. Moim rekordem jest pięciuset osobowe audytorium. Ale to już dzięki firmie TianDe.

Ogólnie już jako młody chłopak „podjarałem się kasą”. Jednak rzeczą, która mnie przez te 20 lat trzyma w MLM jest możliwości rozwoju, tego osobistego w szczególności. To czego się nauczyłem dzięki szkoleniom w MLM pomaga mi na co dzień w relacjach rodzinnych, w domu. Pieniądze wydane na szkolenia zwracają mi się przy różnego typu negocjacjach. Od kupna owoców na wczasach po zakup nowego samochodu w salonie. Nie mają z nami lekko. Dzięki zdobytej wiedzy o relacjach z ludźmi nigdy się też nie nudzę. Sama obserwacja ludzi, zgadywanie ich osobowości, zachowań –to niezła zabawa. Niezależnie od tego czy jestem na plaży lub czekam w sklepowej kolejce do kasy.

Maciej Maciejewski: Co najbardziej pan ceni w marketingu sieciowym?

Michał Wójcik: Biznes MLM jest do bólu sprawiedliwy i każdy ma w nim taką samą szansę aby odnieść sukces. I to niezależnie od tego, gdzie się działa, jakiego rodzaju jest to biznes oraz kiedy zaczyna się swoją przygodę w MLM. To nie finanse i plecy są potrzebne do osiągnięcia sukcesu w MLM. Ta siła jest w każdym człowieku. Dopóki osoba nie stwierdzi, że chce, nic nie osiągnie. Kluczowa jest tutaj gotowość na zmiany w sobie. O tej zmianie mówi się nie tylko w biznesie. Do tej zmiany dokonanej w nas samych namawiają w każdej dziedzinie życia. Mówią o tym na przykład wszystkie religie świata. W odróżnieniu jednak od tych tradycyjnych form biznesowych, w marketingu sieciowym bez prawdziwej zmiany, nie da się wskoczyć na wyższy szczebel kariery.

Kolejnym elementem, który mnie fascynuje, jest praca z ludźmi. Ja to porównuję do pracy dentysty lub chirurga. W takich relacjach trzeba pamiętać, że z drugiej strony jest człowiek. Ze swoimi zaletami, ale również przyzwyczajeniami i wadami. To wymaga cierpliwości i taktu, a czasami grubej skóry i bezwzględności. Jeżeli dentysta naruszy nerw to może oberwać kopniaka niezależnie czy na fotelu siedzi obcy czy przyjaciel. W MLM też kroczymy po cienkim lodzie ludzkiej psychiki. Spróbujesz za bardzo szefować, potraktujesz swoich partnerów jak własność – co jest częste w biznesie tradycyjnym – i od razu dostajesz kopniaka. No i najważniejsze – dzięki pracy z ludźmi każdy dzień jest inny. W MLM trzeba tylko zwrócić uwagę na dwa aspekty:

Po pierwsze uważaj z jaką firmą współpracujesz. Wybierz mądrze i traktuj ją jako narzędzie do własnych celów. Dwa – najważniejsza jest etyka pracy. Bo jest najcenniejsze? Twoja reputacja!

Maciej Maciejewski: Jakie czynniki zdecydowały o tym, że wybrał pan TianDe?

Michał Wójcik: Do firmy TianDe przekonała mnie żona, która zauważyła jej potencjał oraz niszę na oferowane przez nią produkty, zwłaszcza na rynku angielskim. Połączyliśmy szyki – jej pasję do zdrowego stylu życia z moją znajomością branży MLM. Po 4 latach pracy, z poziomu perłowego dyrektora, prowadzimy ponad 600 osobową, aktywną grupę dystrybutorów. Większość na terenie Anglii. Najwyższy poziom dyrektorski firmy w Anglii i Europie Zachodniej oznacza dużą samodzielność, ale i wielką odpowiedzialność. To my tworzymy wizje firmy na tym rynku, planujemy i szkolimy. Ta budowa – jakby nie było cały czas nowego –biznesu, daje nam bardzo dużo satysfakcji.

Michał WójcikMichał Wójcik

TianDe w tym roku świętować będzie swoje 10-lecie. Dzięki tej firmie jesteśmy z naszą grupą rozpoznawani wśród Polonii jako ludzie otwarci, pozytywni i aktywni. W różnych miastach organizujemy targi polskich biznesów, wspierając lokalne polskie przedsięwzięcia poprzez promocje i wymianę kontaktów. 8 marca br. stworzyliśmy projekt Kobiety Kobietom, który poprzez wspólne spotkania i pomoc paniom w Indiach nadaje sens życia kobietom, które z różnych powodów go utraciły. Wiele Polek przez ograniczenia językowe lub też poprzez zamknięcie się w karuzeli praca-dom-praca popada w przygnębienie i depresję. Poprzez nasze akcje staramy się je wyciągać z domu lub z monotonni codziennych rytuałów. Bez finansowej stabilności trudno by nam było o takie bezinteresowne akcje. Wbrew temu jak się niektórym wydaje, nie są one trudne do zorganizowania, ale wymagają poświęcenia sporej ilości czasu.

TianDe to przede wszystkim szeroki wachlarz wysokiej jakości produktów pierwszej potrzeby. Większość z nich stanowią kosmeceutyki z zawartością składników aktywnych pomiędzy 5-20%. Firma wskrzesza stare receptury medycyny chińskiej wraz z tybetańskimi ziołami. Nowe, trudne do pozyskania składniki w kosmetyce to nasz wyznacznik (cordysept, szafran, owoc noni, tłuszcz węża manushi, mucyna ślimaka). Ważne, że komponując nasze produkty ich twórcy nie skupiają się na jednym składniku, a raczej wykorzystują synergię działania kilku aktywnych składników w jednym produkcie. A przy tym potrafią zaskakiwać najbardziej wybrednych. Jak choćby naszym szamponem z żeńszeniem, gdzie prawdziwy, cały dwuletni korzeń żeńszenia znajduje się w każdej butelce produktu. Niby to są takie drobnostki ale Chińczycy dobrze wiedzą, że dwuletni korzeń ma najwięcej właściwości oczyszczających. Wykorzystujemy więc ich wiedzę i doświadczenie w tym zakresie. To co w Azji jest kosmetykiem stosowanym przez kobiety w codziennej pielęgnacji, w Europie jest na granicy kosmeceutyku i leku. A to sprawia, że naszą firmą interesuje się coraz więcej kosmetologów.

TianDe dostała wiele wyróżnień z tytułu innowacji oraz ekologii. Pierwszy kontakt z naszą firmą to prawie zawsze prosty zabieg na dłonie. Otwiera on potencjalnych klientów na etap sprzedaży. To duże ułatwienie w dzisiejszych czasach. Zabieg ten wyróżnia nas, a klientów ciągle zaskakuje. Jeśli chodzi o wynagrodzenie to zaczynając już od podstawowej pozycji konsultanta, jego wysokość zachęcają do podjęcia współpracy. Firma ma bardzo nowoczesne systemy pracy działające w czterech sektorach: networkingu, franczyzy, B2B oraz działalności online zarówno poprzez własne e-sklepy jak i zintegrowany sklep, gdzie każdy konsultant ma dostęp do nowoczesnych narzędzi pracy, np. w sieciach społecznościowych.

Maciej Maciejewski: Pan ma duże doświadczenie zarówno w pracy najemnej jak i na własnym garnuszku. Jaka jest różnica między MLM a biznesem tradycyjnym czy pracą u kogoś na etacie?

Michał Wójcik: Praca w MLM to duża odpowiedzialność, wymagająca samodyscypliny i konsekwencji działania. MLM to praca z odroczonym w czasie wynagrodzeniem, więc wszelkie tzw. „popuszczenie szelek” może nie przynieść efektów a dać bolesną nauczkę. Jednak w odróżnieniu od etatu mam więcej czasu dla rodziny. Nie dlatego, że pracuję krócej, ale dlatego, iż dzięki możliwości planowania jestem zawsze wtedy, kiedy rodzina mnie potrzebuje. Prosty przykład… Nasza córka od 10 lat ćwiczy karate, co wymaga cotygodniowych treningów. Przy pracy zmianowej na etacie, mieliśmy z tego powodu 2-3 tygodnie z rzędu kłopot i nerwową atmosferę w domu, bo nikt z nas nie mógł jej zawieźć na zajęcia. Teraz wiem, że poniedziałek to czas pracy w domu, przy komputerze lub też spotkania w moim mieście, lokalnie. W ten sposób, poprzez planowanie zyskał mój biznes, jak i rodzina, bo teraz zawsze może na mnie liczyć. W wieku 17 lat córka już nas nie potrzebuje tak jak 7 lat temu. Nastolatek potrzebuje pewności, że może na nas liczyć. Moja córka właśnie to dostaje. Ta świadomość, że jesteśmy niedaleko daje jej pewność siebie i pozwala jej działać samodzielnie.

W network marketingu bardzo cenię sobie niezależność oraz sprawiedliwość wynagradzania. Jak to mówią – systemu nie oszukasz. Poza tym fascynuje mnie duplikacja oraz wspólna praca małżeństw/partnerów. To fascynujący temat.

Zauważam jedną kwestię, która niestety wymaga natychmiastowej interwencji. Chodzi o ludzi i firmy, które podszywają się pod system MLM, nie mając z tym nic wspólnego. To wywołuje totalne niezrozumienie wśród osób, które naprawdę szukają szansy w swoim życiu. Takie rzeczy trzeba nagłaśniać. Z konsekwencją jaką robi to pan redaktor. Jest głośno ale trudno – tego nie lubią oszuści. My z naszej strony mamy na rynku angielskim kontakt z największymi liderami różnych firm MLM i również staramy się wspólnie poprawiać opinię o branży, choćby poprzez wspólne akcje i działania uświadamiające. Pokazujemy, że można wspólnie działać nie łamiąc przy tym prawa i etyki. Bez obawy o konkurencję.

Maciej Maciejewski: Nie da się rozwijać MLM bez rekrutacji. Skąd brać nowych ludzi do swojej struktury? Jakie metody pan stosuje, aby pozyskiwać nowe osoby do swojego biznesu?

Michał Wójcik: Na to jest jedna, najlepsza i zarazem prosta metoda – „wyjdź z domu”. Pomimo doby internetu, ta metoda cały czas jest aktualna i sprawdza się najlepiej. Jak mówi Jadwiga Konder – „Kiedy działasz, masz energię, a energia przynosi zmiany. Kiedy siedzisz na sofie i rozmyślasz –pojawia się lęk”. Jak ktoś może chcieć pozyskać wartościowe, nowe kontakty nie wychodząc z domu? Wyjście na świat jest trickiem psychologicznym. Pomaga w nowych kontaktach, depresji, wzmacnia niezależność i pewność siebie. Można by na ten temat osobny wywiad zrobić. Ja zawsze przy takich pytaniach opowiadam o mojej znajomej kosmetyczce, która otwierała swój pierwszy salon. Gdy stała w banku do okienka o jej nowym salonie musiała wiedzieć każda osoba przed nią i za nią. To jest klucz. Bądź gotowy zawsze i wszędzie. Nigdy nie wiesz kogo spotkasz i kogo zna ta osoba. Mów, mów, mów…. Nie bój się pytać, nie bój się prosić. Powiedz ludziom kogo szukasz i kogo potrzebujesz, a na pewno to dostaniesz.

Maciej Maciejewski: Jakim trzeba być człowiekiem, aby w network marketingu osiągnąć sukces?

Michał Wójcik: Trzeba być człowiekiem głodnym życia. Oczywiście, że taki głód można w człowieku wzbudzić. Wiemy przecież, że ten biznes pomaga wielu ludziom odnaleźć sens życia. Ale jednak MLM to jest biznes, a nie fundacja charytatywna. Zaczynając szukajmy najpierw ludzi, którzy są gotowi. Jeżeli zaczniesz przyciągać wszystkich potrzebujących to ucierpią i te osoby i Twój biznes, a Ty się „zajedziesz”. Niestety czasami muszę ludziom tłumaczyć, że nie prowadzę fundacji, nic nie daję za darmo, nie mam doby z gumy, aby jednej osobie poświęcać więcej niż ona poświęca na pracę. Zawsze staram się dawać tyle ile moi ludzie dają od siebie. Szczególnie jeśli chodzi właśnie o czas. Finanse to jeszcze możemy dzielić proporcjonalnie, ale czas jest tym, co zaczynamy w moim wieku doceniać i szanować coraz bardziej.

Jeżeli człowiek nie ma głodu życia – i nie chodzi tu o głód zarabiania pieniędzy – to jest pierwsze zadanie. Trzeba go wzbudzić. Reszty można się nauczyć zależnie od samozaparcia i chęci. Głód życia to jest Twój osobisty motywator. To jest ta siła, która Cię rano wyrwie z łóżka. A jak to mówią Rosjanie – „Pod siedzący tyłek dolara nie wsadzisz”. Nawet, gdybym chciał Ci pomóc, jak nie masz motywacji do działania nic nie osiągniemy.

Maciej Maciejewski: Jakie ma pan plany na przyszłość?

Michał Wójcik: 2017 jest rokiem, w którym podejmuję życiowe zmiany. Czeka mnie więc dużo pracy, aby utrzymać stabilność. Zawsze, wszelkie zmiany to pewne zachwiania, ale bez nich nie można wspinać się wyżej. Aby osiągnąć więcej musimy pójść dalej – poza strefę swojego komfortu. Rynek angielski czekają zmiany związane z Brexitem. Tutaj mocno się do tego przygotowujemy. Z racji tego, że prowadzimy również dla firmy TianDe dystrybucję jej produktów, musimy na bieżąco przewidywać wszystkie zmiany na rynku. W naszej strukturze, dzięki sprawdzonemu na rynku angielskim systemowi, przodujemy pod względem nowych nominacji na dyrektorów firmy TianDe. Chcemy ten status utrzymać. Mówiąc językiem „45 sekundowej prezentacji” napisanej przez Dona Faillę jesteśmy na ostatnim etapie. Etapie uczenia naszych liderów jak mają uczyć swoich liderów uczyć swoich ludzi. W tym roku chcę zbudować trzy samodzielne struktury. To bardzo trudny i delikatny etap, który jednak jest niezbędny. Wiele nas czeka pracy i wiele ekscytujących dni przed nami, z czego się bardzo cieszę.

Maciej Maciejewski: Dziękuję za rozmowę.