Magdalena Szewczuk. Kobieta wolna, niezależna finansowo i mentalnie

przez Maciej Maciejewski
1064

„Dzięki MLM osiągnęłam to, na czym mi najbardziej zależało. Stałam się kobietą niezależną finansowo i mentalnie. Teraz mogę żyć na swoich zasadach, pracować jak chcę i z kim chcę, a co najważniejsze nie mam żadnych ograniczeń. Mogę podróżować, mieć kilka wakacji w ciągu roku, mogę się realizować na wielu innych płaszczyznach.”

Magdalena Szewczuk

Gdyby Magdalena Szewczuk była malarką, jej dzieła trzeba by porównywać do produktów Picassa. Gdyby była wokalistką operową, w trakcie koncertów słuchalibyśmy Pavarottiego w wydaniu żeńskim. A jeśli los rzuciłby ją w objęcia kina, bankowo mielibyśmy do czynienia z samą Marylin Monroe. Tymczasem ona robi network marketing, więc jest gwiazdą biznesu MLM. I całe szczęście!

Moja dzisiejsza interlokutorka jest top liderką w polskiej spółce Betterware, ale zacięcie rasowej business woman miała w sobie już od najmłodszych lat: „Jako nastolatka wiedziałam, że chcę być przedsiębiorcą. Chciałam mieć własną firmę i być szefem sama dla siebie. Nie miałam jeszcze wtedy pomysłu co to ma być za biznes. Nie miałam też środowiska, które by mnie wspierało. Wybierając liceum myślałam, że później pójdę na studia prawnicze i będę mieć w przyszłości swoją kancelarię. Poszłam więc do liceum ogólnokształcącego o profilu prawno-społecznym. Kiedy kończyłam tę szkołę, w MLM byłam już w trakcie kwalifikacji na dyrektora sprzedaży i moje plany zupełnie się zmieniły. Nie myślałam już o prawie – chciałam się realizować w biznesie. Wiedziałam, że studia o kierunku „marketing i zarządzanie” nie są dla mnie, ponieważ miałam już doświadczenie i byłam praktykiem. Moja sponsorka studiowała zaocznie w Dolnośląskiej Szkole Wyższej i w sumie poszłam za jej śladem” – zaczęła snuć swoją opowieść.

Wybrała studia o kierunku pedagogika opiekuńcza z promocją zdrowia.  Kiedy po trzech latach ukończyła je z tytułem licencjata, świadomie zrobiła sobie dwa lata przerwy. Była na etapie zmiany firmy MLM i chciała mocno skupić się na działaniu. Świadoma możliwości biznesowych z łatwością mogła ocenić, czy dany plan marketingowy jest dobry lub nie. Decyzja o zmianie firmy była więc przemyślana i dzisiaj twierdzi, że to jej najlepsza decyzja, jaką mogła wtedy podjąć. Po dwóch latach wróciła na studia o kierunku psychologia społeczna. I ten wybór – jej zdaniem – zdecydowanie był lepszy jeśli chodzi zastosowanie zdobytej wiedzy w praktyce.

„Od samego początku mocno postawiłam na rozwój osobisty. Zawsze lubiłam się uczyć, bo jak to mówię – lubię wiedzieć. A tak na poważnie, to seminaria, szkolenia, warsztaty, w których brałam udział, dały mi więcej niż tradycyjny system edukacji. Ciągły głód wiedzy towarzyszy mi do dzisiaj. Świat się zmienia, a my chcąc za nim nadążyć też musimy się zmieniać. To, co było aktualne dziesięć, pięć czy nawet rok temu, dzisiaj już nie jest. Teraz moje zainteresowania poszły w kierunku marketingu online. Fascynują mnie social media, więc w ostatnim czasie szkolę się w tej dziedzinie. Personal branding – to również mnie mocno ciekawi. Dlatego zdecydowałam się na Letnią Szkołę Brandingu” – mówi o swoich najświeższych zainteresowaniach.

Poza tym uwielbia podróże, a w szczególności te kulinarne. Przez ostatnie lata zwiedziła już ogromną część świata. Zawsze dążyła do niezależności finansowej, bo chciała być wolna. Oczywiście chodzi o wolność wyboru tego jak żyć, jak spędzać czas, gdzie mieszkać, jak pracować… A dlaczego robi network marketing? Zapytajmy.

Maciej Maciejewski: Obecnie mamy mnóstwo form zarobkowania. Choćby etat, biznes tradycyjny, franchising. Skąd pomysł na marketing sieciowy?

Magdalena Szewczuk: O tym systemie dowiedziałam się reprezentując swoje liceum ogólnokształcące na targach edukacyjnych. Oprócz szkół, które się tam wystawiały, były też stoiska różnych firm działających w sprzedaży bezpośredniej i network marketingu. Podeszłam do  jednego ze stoisk chcąc się zapisać. Wiedziałam, że jako konsultantka będę mieć kosmetyki taniej dla siebie i będę mogła zarabiać polecając je dalej. Nie miałam pojęcia, że za katalogiem pełnym produktów kryją się inne możliwości. Nie miałam pojęcia o MLM i nigdy wcześniej nie słyszałam o tym systemie. Kiedy pokazano mi pierwszy raz plan marketingowy, ciężko było mi uwierzyć, że to naprawdę tak działa. Ja – dziewczyna bez konkretnego wykształcenia i doświadczenia, mogę zacząć budować swój biznes i zostać dyrektorem sprzedaży? Jak to możliwe?

Nie miałam nic do stracenia, więc zdecydowałam to sprawdzić. Szybko zorientowałam się, że to jest super praca. Używasz produktów, mówisz o nich i pokazujesz ludziom możliwości. Dajesz im tak naprawdę szansę. Szansę na zmianę stylu życia.

Czy ktoś z tego skorzysta, tego nigdy nie wiem, ale ja swoją propozycję składam. Od lat powtarzam ludziom – „Twoje życie – Twój wybór”. I dla mnie to jest branie odpowiedzialności za to, co się ma lub za to, czego brakuje. Każdy z nas dokonuje wyboru jak będzie wyglądało jego życie. Nigdy nie uważałam, że ktoś ma łatwiej, bo pochodzi z innego środowiska niż ja. Ja nie miałam wzorców sukcesu, wsparcia emocjonalnego czy finansowego – do wszystkiego doszłam sama. Postanowiłam działać, by zmienić swoją „szarą rzeczywistość” na taką, w której będę chciała żyć.

Maciej Maciejewski. Sosnowca też nie zbudowano od razu. Jak wyglądały w pani przypadku początki działalności w tym biznesie?

Magdalena Szewczuk: Moje początki. Hmm… To było tak dawno (śmiech). Kiedy zaczynałam, ważne były dla mnie osoby, które już miały to, do czego ja chciałam dojść. Słuchałam ich rad bez analizowania czy to zadziała lub nie. Podczas szkoleń zawsze siadałam – i w sumie do dziś tak mam – w pierwszym rzędzie. Notowałam wszystko skrupulatnie, by potem od razu wprowadzić wiedzę w swoje działania. Wyznaczałam sobie cele i dążyłam do ich realizacji. Krok po kroku. Oczywiście nie było to tak, że wszystko szło zgodnie z planem. Popełniałam błędy, ponosiłam porażki. Kiedy „upadałam” szybko się otrzepywałam i biegłam dalej. Zawsze miałam silne przekonanie, że wszystko zależy od mojej determinacji, zaangażowania i konsekwentnej pracy.

Maciej Maciejewski: Opłacało się?

Magdalena Szewczuk: Dzięki temu osiągnęłam to, na czym mi najbardziej zależało. Stałam się kobietą niezależną finansowo i mentalnie. Teraz mogę żyć na swoich zasadach, pracować jak chcę i z kim chcę, a co najważniejsze nie mam żadnych ograniczeń. Mogę podróżować, mieć kilka wakacji w ciągu roku, mogę się realizować na wielu innych płaszczyznach. W Betterware International jestem najwyższym liderem. Przeszłam przez wszystkie szczeble planu marketingowego osiągając pozycję diamentowego dyrektora generalnego. I dzisiaj cieszę się „dochodem pasywnym”, o którym w branży tyle się mówi.

Maciej Maciejewski: Rozmawiając z potencjalnymi współpracownikami o firmie Betterware, które z jej atrybutów wymienia pani najczęściej? Dlaczego miałbym działać akurat w tym biznesie?

Magdalena Szewczuk: Na rynku jest wiele firm i każdy wybiera tą „najlepszą” dla siebie. Kiedy ja w 2007 roku zdecydowałam się zmienić spółkę, byłam już osobą świadomą, czyli wiedziałam na co zwrócić szczególną uwagę. W przypadku Betterware International to jest plan marketingowy. Kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy pomyślałam sobie: „ja tutaj zrobię biznes życia”. I tak się stało. Szerokie portfolio produktów również miało dla mnie ogromne znaczenie. Z jednej strony duży wybór, więc każdy znajdzie coś dla siebie, a z drugiej to produkty codziennego użytku, których używa każdy.

Betterware oferuje prosty biznes. Każdy niezależnie od pochodzenia, wykształcenia czy doświadczenia, rejestrując się bezpłatnie i bez żadnych pakietów startowych, może otrzymać dostęp do naszej platformy online. Oznacza to kupowanie produktów dla siebie zawsze taniej, niezależnie od wielkości i częstotliwości zamówień. A dla tych, którzy szukają dodatkowego źródła dochodu, polecanie naszych produktów, które są produktami codziennego użytku, produktami, które się zużywają, również będzie prostym rozwiązaniem.

Dodam jeszcze ważną rzecz. Kiedy firma zdecydowała się poszerzyć ofertę o produkty dla zdrowia i urody (kategoria Blue Nature), to kierowała się piękną misją – „Zdrowie i uroda dostępne dla każdego niezależnie od zasobności portfela”. Wiedziałam, że z taką ofertą będzie można dotrzeć do każdego. Myśląc o osobach, z którymi miałam współpracować wiedziałam, że Betterware to poważny partner w biznesie (firma wtedy miała 79 lat) z naprawdę dobrym planem marketingowym i bogatym portfolio produktowym, którego ludzie potrzebują każdego dnia. Uważam, że jasne, proste zasady współpracy i plan marketingowy, który daje nieograniczone możliwości zarabiania to gwarancja sukcesu.

Maciej Maciejewski: Jaka jest różnica między pracą w MLM a biznesem tradycyjnym i pracą u kogoś na etacie? Co pani zdaniem jest lepsze?

Magdalena Szewczuk: Uważam, że trudno tak jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo dla każdego będzie lepsze co innego. Dla mnie MLM okazał się ogromną szansą na zmianę swojego życia. Nikt mnie nie pytał o wiek, doświadczenie czy wykształcenie. Mogłam zacząć działać, uczyć się tego biznesu i osiągać swoje cele bez ryzyka i dużych inwestycji finansowych. Firma ma swoje know-how i system szkoleń dla każdego, dba o wszystkie kwestie operacyjno-logistyczne, wprowadza nowe produkty, zapewnia narzędzia marketingowe. Po naszej stronie leży tylko działanie. Możemy zbudować swój biznes w oparciu o produkt, narzędzia i plan marketingowy firmy, z którą współpracujemy.

Dzisiaj też wiem, że MLM daje wolność i niezależność, czego najczęściej brakuje, kiedy ma się własną firmę, a pracując na etacie można o tym zapomnieć. Możliwości finansowe natomiast są naprawdę nieograniczone. Oczywiście, ktoś powie, że przy własnej działalności też ma wolność i niezależność również może mieć. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że w biznesie tradycyjnym osiąga się to zdecydowanie dużo większym kosztem. Każdy sukces ma swoją cenę i warto o tym pamiętać.

A jeśli chodzi o różnice, to znajdzie się ich kilka. Zacznę od pracy na etacie, chociaż sama nigdy nie pracowałam w takim systemie. Nie pracowałam, bo tak naprawdę nie chciałam. Etat zawsze kojarzył mi się z ograniczeniami. Praca od do, określona pensja, określona ilość dni wolnych. Mała swoboda działania, szef/przełożony, któremu trzeba się podporządkować. I to co mnie przerażało najbardziej – „emerytura z ZUS-u”. Bardzo często ludzie myśląc o pracy na etacie mówią o bezpieczeństwie. Wypłata na konto, opłacony ZUS… Mi osobiście nigdy to się z bezpieczeństwem nie kojarzyło. Dziś można mieć pracę, a jutro można dostać wypowiedzenie.

Biznes tradycyjny. Tu mam większe doświadczenie. Kiedy miałam 22 lata i już zarabiałam w MLM całkiem nieźle, postanowiłam otworzyć sklep odzieżowy. Myślałam wtedy, że ja tu sobie będę działać, rekrutować, szkolić i motywować, a drugi biznes będzie się kręcił i w ten sposób zdywersyfikuje swoje dochody. Rzeczywistość okazała się brutalna i o mały włos nie zbankrutowałam. Lekcja została wyciągnięta – „skup się na rzeczach, na których się znasz”. Biznes tradycyjny wymaga inwestycji finansowej. ZAWSZE. Jej rozmiar będzie zależał oczywiście od branży w jakiej chcemy działać. I jest ryzyko, czy nasz pomysł na biznes wypali. Jeśli na początku działa się samemu to pracuje się 24 godziny na dobę i często człowiek staje się „więźniem” swojego biznesu. Takie są realia.

Dziś sama prowadzę jeszcze biznes tradycyjny. Zdecydowałam się na niego w momencie, kiedy skończyłam 30 lat, mając bardzo stabilną sytuację finansową, dochody pasywne z MLM. Dlaczego? Jestem osobą bardzo aktywną, energiczną i kreatywną. Chciałam wykorzystać swój potencjał i wnieść jeszcze więcej wartości w życie innych kobiet. Moja firma –„Czerwona Szpilka” dedykowana jest kobietom, które chcą w swoim życiu sięgać po więcej. Tworzę Kobiecy Klub Biznesowy, organizuję spotkania networkingowe , szkolenia, eventy, jak również wspieram kobiece biznesy działaniami z zakresu marketingu i public relations. Śmiało mogę powiedzieć, z własnego doświadczenia oczywiście, że prowadzenie biznesu tradycyjnego w porównaniu z biznesem MLM ma zdecydowanie więcej wyzwań. Każdego dnia.

Maciej Maciejewski: Jakie cechy powinien mieć człowiek, aby w MLM osiągnąć sukces?

Magdalena Szewczuk: Ludzie sukcesu robią te rzeczy, których innym robić się nie chce. Myślę, że bardzo ważna jest postawa takiej osoby do tego co robi, do firmy z którą współpracuje i do produktu jaki oferuje. Ważne jest posiadanie takich cech, jak otwartość na ludzi – tutaj biznes tworzy się ludźmi i dla ludzi, budując relacje, więc jeśli ktoś nie lubi ludzi, to raczej będzie mu ciężko się odnaleźć; cierpliwość i konsekwencja bo na efekty swojej pracy trzeba trochę poczekać, a ludzie chcą wszystko na „już”. Początki są najtrudniejsze i dlatego tak wielu ludzi rezygnuje na samym starcie; umiejętność radzenia sobie z porażką – to też się przydaje. Doskonale wiemy, że praca w marketingu sieciowym do łatwych nie należy. Ludzie na naszą propozycję nie zawsze mówią „tak” i częściej słyszymy „nie”, „nie, to nie dla mnie”, „nie mam czasu”, „nie tego szukam” itp. No i oczywiście samodyscyplina – przecież każda osoba w MLM jest swoim własnym szefem. Nic nie musi – może tylko chcieć. Warto zwrócić uwagę na to, że te wszystkie cechy można wypracować. To jest właśnie dla mnie rozwój osobisty, na który mamy wpływ.

Maciej Maciejewski: Skąd brać nowych ludzi do swojej struktury? Jakie metody pani stosuje, aby pozyskiwać nowe osoby do biznesu?

Magdalena Szewczuk: Kiedy zobaczyłam pierwszy raz plan marketingowy – kółeczka rysowane na tablicy – pomyślałam sobie „skoro to tak wygląda, dlaczego ludzie wokół narzekają na swoją sytuację finansową, a nie korzystają z takiej możliwości? Kolejna myśl – „a co jeśli już każdy się zapiszę i będzie działał? Skąd wtedy brać ludzi?” Ludzie są wszędzie. Każdego dnia ktoś kończy 18 lat i jest dla mnie potencjalnym klientem/partnerem biznesowym. Nie każdy będzie moją propozycją zainteresowany – wiem o tym doskonale i podchodzę do tego bardzo asertywnie. Ja mam prawo złożyć swoją ofertę, a ktoś ma prawo mi odmówić. Kiedy składam propozycję biznesową, robię to ze świadomością, że mam naprawdę coś wartościowego dla tej osoby. Wiem, że to jest szansa na zmianę stylu życia, a jeśli osoba nie chce z tej szansy skorzystać to jej wybór.

Jeśli chodzi o metody pracy to dużo się zmieniło przez te osiemnaście lat mojej działalności. Kiedyś wsiadałam w samochód i jeździłam od miasta do miasta, aby poprowadzić spotkania rekrutacyjne czy szkolenia. Czasami jechałam dla jednej osoby, która chciała działać. Czas spędzony w samochodzie, tysiące kilometrów, życie w ciągłej, biznesowej podróży –takie były moje początki. To była moja cena za sukces. Czasami się śmieję  jak ktoś mnie pyta – „Jak Ty to zrobiłaś?” i odpowiadam – „Ja sobie ten swój biznes wyjeździłam” (śmiech). Teraz dużo dzieje się w sieci. Działania online są dla mnie codziennością. Konsultacje za pomocą internetu, wideo spotkania rekrutacyjne czy szkolenia – to wszystko mogę robić gdziekolwiek jestem. Wystarczy mi tylko smartfon i internet. Stawiam też na efektywność swoich działań, więc tworzę wiele materiałów, które pracują, kiedy ja odpoczywam.

Maciej Maciejewski: Jakie plany na przyszłość?

Magdalena Szewczuk: Biznesowo to mam taki ambitny cel w Betterware na najbliższe 5 lat – „Nowe Pokolenie Liderów”, czyli chcę pomóc pięćdziesięciu osobom w całej strukturze osiągnąć poziom lidera. W tym celu uruchamiam ponownie swoją Akademię Lidera, która tym razem będzie w wersji online. Prywatnie przyszedł już czas, aby zamienić apartament na dom z ogródkiem, kupić dwa owczarki niemieckie, a zamiast tradycyjnego gabinetu mieć własne studio do działań online.

Maciej Maciejewski: I tego pani życzę. Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Szewczuk

Mogą Cię również zainteresować