Kto nie ma hobby, ten więcej zrobbi

przez Mieczysław Krause
1031 odsłony

Tak mawiał maestro skrzypiec prof. Wiłkomirski, pytany o źródła swej wielkiej kariery. Prawdę mówiąc, perspektywa okropna dla większości ludzi „samo-realizujących się”, „wewnętrznie bogatych”. Zanim jednak wrócimy do horroru Wiłkomirskiego, kilka słów o mitologicznym królu Midasie czyli o zgoła odwrotnej metodzie na sukces…

Mianowicie, w nagrodę za poratowanie sługi z orszaku boga balangi Dionizosa, ten wyposażył Midasa w dar zamieniania w złoto wszystkiego, czego się dotknie. Obdarowany szybko jednak zorientował się, że grozi mu śmierć głodowa – chleb i wino również zamieniały się w złoto. Przerażony, wybłagał utratę daru, musiał tylko umyć głowę i dłonie w wodach rzeki Paktol, która od tej pory stała się złotonośna.

Dotyka się zwykle dłonią, a ta jest wyposażona w pięć palców. Którym z nich dotykał Midas, aby zamieniać w złoto co chce i czego nie chce? Tego mity nie podają. Lecz w naszych czasach znaleźli się tacy, którzy twierdzą, że owszem, złotodajny „dotyk Midasa” działa nadal, jednakże dotykać trzeba wszystkimi pięcioma palcami naraz. Kto tak mówi? Otóż – legendarny Donald Trump i znany nam Robert Kiyosaki, w najnowszej wspólnie popełnionej książce, wydanej przez Instytut Praktycznej Edukacji, pt. „Dotyk Midasa”.

Analizują w niej pięć palców prawdziwego przedsiębiorcy, takiego, którego uosabiają sami. Bo przecież – jak się domyślacie – Midas ze swymi palcami, to w interpretacji autorów hasło wywoławcze i odpowiedź na budowę bogactwa poprzez przedsiębiorczość. Nie tylko na niedościgłych, miliardowych wyżynach amerykańskich biznesów, ale KAŻDEGO bez wyjątku biznesu zdrowego i trwałego. Książka nie jest więc o podróży na Marsa przedsiębiorczości, ale o tym, bez czego KAŻDY biznes będzie kulał albo upadnie, przynosząc straty. Różnica jest, jak między mistrzem świata, a powiatowym szybkobiegaczem – w „setce” dzieli ich tylko 0,2 no może 0,5 sekundy, nie więcej. Lecz te 0,2-0,5 sekundy, przełożone na biznes, oznaczać może różnicę dziesiątek milionów dolarów. Niemniej obaj dają z siebie maksimum, nie zaniedbując niczego, podlegając tym samym prawom, starając się unikać podobnych zagrożeń. Tak więc, cytując autorów – „to nie jest książka o biznesie, ale o tym, czego potrzeba, aby odnieść sukces jako przedsiębiorca”. I to niezależnie od kalibru firmy, branży, rodzaju produktu i miejsca na ziemi. Bo najtrudniejsze z czym zmaga się przedsiębiorca, jest w nim i ludziach, z którymi współpracuje – partnerach i pracownikach. I to równocześnie w pięciu płaszczyznach, nawzajem się zazębiających – „pięciu palcach Midasa”.

Za komuny, czyli rządów ludu – czasów bałaganu i braków wszystkiego – krytykę przysłowiowego „zepsutego koła w traktorze” władza odparowywała argumentem, że „przecież trzy pozostałe są dobre!”, a krytyka jest „niekonstruktywna” z pozycji „wrogów ludu”, albo nawet „amerykańskiego imperializmu”. Gdy obserwuję poczynania większości przedsiębiorców, powołujących do życia firmy MLM i starających się zbudować „dynamiczne sieci” – tamte czasy stają mi przed oczyma, jak żywe. Nie mogę uwierzyć, jak można próbować jazdy na – nawet nie trzech – a na jednym kółku – produktowym?! O czym Kiyosaki pisze, że „większość młodych przedsiębiorców skupia się wyłącznie na produkcie”, a ponadto, że „ktoś, kto twierdzi, że jego produkt jest wyjątkowy, nie jest przedsiębiorcą, a marzycielem”.

Skąd to się bierze? Dlaczego wielu przedsiębiorców MLM uważa, iż budowa firmy w tej branży, w jej wszystkich ośmiu obszarach, jest tym samym, co jedynie budowa sieci – rezultat i ukoronowanie pozostałych obszarów? Ano – wyznają mądrość ludową, wg której szewc będzie najlepszym dyrektorem fabryki butów, a jego zadanie to robienie butów, a nie biznesu na butach. No i po drugie – w zdumiewającym stopniu – tacy przedsiębiorcy nie rozwijają się, nie zdobywają wiedzy oraz kwalifikacji i jakikolwiek sukces jest dla nich zjawiskiem niedoścignionym. Edukacja nie ma dla nich wagi złota. Skupieni na codziennej gonitwie – „piłowaniu” – nie mają czasu naostrzyć piły. By unikać wyrzutów sumienia, ciężko orzą, wykonując czynności za innych, zamiast rozwiązywać problemy. Popadli w najgroźniejszą sytuację – sami nie wiedzą, czego nie wiedzą. Sprawa jest oczywista – wyżej pępka nie podskoczysz; brak rozwoju przedsiębiorcy oznacza brak rozwoju biznesu. Tego ominąć „se ne da”.

Czego jeszcze „se ne da” ominąć, budując zdrowy, rozwojowy biznes? Otóż, najważniejsze – porażek. Są wbudowane w rozwój, bo uczą wyciągać wnioski, jak ich unikać i wracać do sprawy inteligentniej. Im większy sukces tym większe porażki – zarówno Trump jak Kiyosaki, doświadczyli ich wielu – historie ich sukcesów, to historie porażek. Porażek spektakularnych, na które media piały z zachwytu, grzebiąc ich żywcem. Tak, bo dowodem sukcesu jest krytyka – trzeba na nią zasłużyć sukcesem właśnie. W swej fascynującej opowieści Starsi Panowie Dwaj są wiarygodni dlatego, że opisują doświadczenia własne, a nie cudze. To jest jak w biznesie – ludzie wierzą nie Twoim słowom, a temu czego dokonałeś.

ReklamaReklama

Jak się – wg nich – złotonośne palce nazywają? Zaczynają od kciuka, symbolizującego siłę charakteru i dojrzałość emocjonalną, sprowadzającą się do odporności na porażki oraz umiejętności odkładania korzyści. Dalej idzie palec wskazujący – uosabia koncentrację. By móc się skoncentrować, trzeba celu – ludzie bez celu nie są zdolni do koncentracji, dlatego nie nadają się do tego, aby robić biznes jakikolwiek. To o tym mawiał Wiłkomirski. Po palcu wskazującym – środkowy, utożsamiony z marką. Przyznam się Wam, Szanowni Czytelnicy, że – pomimo przeczytanych ok. 200-tu książek o biznesie i jego otoczeniu, nie napotkałem dotąd tak wyrazistego i głębokiego, a jednocześnie zrozumiałego opisu znaczenia i budowania marki. Kolejny palec – serdeczny, oznaczający relacje – najtrudniejszy obszar biznesu, związany jest z ludźmi. To tu funkcjonuje „Trójkąt B – I” (Biznesmen – Inwestor z kwadrantu przepływu pieniędzy „KPP” Kiyosakiego), opisujący miejsce i znaczenie ośmiu kluczowych kompetencji przedsiębiorcy.

Jak widzicie – produkt w tym diagramie zajmuje najmniej miejsca, a u podstawy, fundamentu wszystkiego, leży misja – duchowe przesłanie, spajające myśli i dążenia zespołu. Bez niej wszystko się rozłazi. A jakże często – niestety – brak jest firmom MLM misji, a kiedy już się pojawia, to w postaci nic nie znaczących ogólników i zwykłych pierdół. Co mogą zbudować na pierdołach, jak nie inne pierdoły i niewypały? No i ostatni palec – mały – czyli drobiazgi, które mają znaczenie. Drobiazgi to poważne sprawy – nie oznaczają wąskich horyzontów, charakterystycznych dla „Specjalistów” z drugiej ćwiartki KPP, które ich ograniczają i nie dopuszczają do kwadrantu „Biznesmena”. Drobiazgi to także coś, co oznacza przewagę konkurencyjną – coś wyjątkowego, własnego, co przedsiębiorca wnosi do biznesu.

Obraz, jaki z tego wszystkiego się wyłania pokazuje, że przedsiębiorca jest innym człowiekiem, niż większość ludzi. A to dzięki swym kompetencjom, które powodują, że jego dążenia i racje przeważają nad oporem ludzi i materii. Że na huśtawce sukcesu bardziej się liczy od masy tych, co mu zazdroszczą, wybierających piwo na kanapie przed telewizorem. Co jednak, konkretnie, nadaje przedsiębiorcy taką „wagę”? Palce Midasa? Też. Ale najcięższe musi mieć jaja. Ze spiżu. 

ReklamaReklama

Mogą Cię również zainteresować