Do 10% rocznego obrotu kary. UOKiK ma nowe narzędzie na e-sklepy już od czerwca

przez Maciej Maciejewski

Od 19 czerwca 2026 roku każdy polski sklep internetowy musi mieć działający „przycisk odstąpienia od umowy”. Brak ulgi czasowej, brak preferencji dla mikrofirm, kary do 10% rocznego obrotu. A w internecie krąży już lawina poradników i połowa z nich myli się co do podstaw.

źródło: Flickr

Co naprawdę zmienia dyrektywa (UE) 2023/2673 i dlaczego część sklepów ma już ten problem z głowy? – wyjaśnia Michał Tykarski, członek zarządu IAI SA, właściciela platformy IdoSell.

Mniej niż miesiąc. Tyle zostaje polskim przedsiębiorcom e-commerce do wejścia w życie dyrektywy (UE) 2023/2673, która zmienia sposób, w jaki klient może odstąpić od umowy zawartej online. 

UOKiK może nałożyć do 2 mln kary dla osób zarządzających firmą, a w przypadku poważnych i powtórzonych uchybień sankcja sięga 10% rocznego obrotu przedsiębiorstwa. Warto też pamiętać o tym, że niedopełnienie obowiązków informacyjnych skutkuje przedłużeniem terminu na zwrot z 14 dni do 12 miesięcy. Nowa ustawa wdraża szersze obowiązki informacyjne odnośnie zwrotów, a także bardziej reguluje funkcjonalności odstąpienia od umowy w sklepie. 

To nie jest kolejna dyrektywa do „zanotowania na później”. Czerwiec 2026 to twarda data.

O co właściwie chodzi? 

Dyrektywa (UE) 2023/2673 przyjęta przez parlament europejski i radę 22 listopada 2023 roku, dodaje art. 11a do dyrektywy 2011/83/UE o prawach konsumentów. Główne założenie to, że rezygnacja z zakupu ma być równie prosta jak sam zakup. Jeśli klient mógł zawrzeć umowę jednym kliknięciem w sklepie, odstąpienie od niej także musi być dostępne elektronicznie, w tym samym środowisku.

Z perspektywy ostatnich dwóch lat i ciągu nowych aktów prawnych (w tym Omnibus, DSA, GPSR, WCAG) – widać, że środowisko e-commerce w Polsce żyje w stanie permanentnego dostosowywania się. Rozumiem, że dla wielu właścicieli sklepów to brzmi jak „znowu coś”. Ale ta zmiana akurat nie jest tak straszna, jak ją opisują. Wymaga konkretnej decyzji, konkretnej konfiguracji i nic więcej. 

W praktyce oznacza to, że każdy sklep musi udostępnić wyraźny, łatwy do znalezienia przycisk „Odstąp od umowy tutaj” lub „Odstąp od umowy” w interfejsie zakupowym. Przycisk ten ma być dostępny przez cały czas trwania ustawowego prawa do zwrotu, czyli standardowo 14 dni od odbioru towaru lub zawarcia umowy.

Funkcja powinna być opisana w sposób jednoznaczny i zrozumiały, np. „Odstąp od umowy” albo „Odstąp od umowy tutaj” lub innym równoważnym określeniem, które nie budzi wątpliwości co do swojego znaczenia. Obowiązek dotyczy też informowania klienta o istnieniu i lokalizacji funkcji czyli aktualizacji regulaminu i polityki zwrotów.  

Kogo dotyczy?

Odpowiedź jest krótka: wszystkich sprzedawców B2C. Dyrektywa obejmuje towary fizyczne, usługi cyfrowe, treści cyfrowe, subskrypcje, VOD, a także usługi finansowe zawierane na odległość. Nie ma progu obrotów, nie ma wyjątku dla mikroprzedsiębiorców, nie ma kryterium liczby pracowników. Jeśli prowadzisz sklep B2C i klient może przez Twój serwis zawrzeć umowę na odległość, dyrektywa Cię dotyczy. Bez wyjątków.

Mity i fakty 

Słyszę dziś od sprzedawców, że muszą wydłużyć termin zwrotu z 14 do 30 dni, że dyrektywa zmusi ich do darmowych zwrotów, że trzeba budować nową bramkę zwrotów. To wszystko nie wynika z dyrektywy. Ona zmienia tylko jedno: sposób, w jaki klient z prawa do zwrotu może skorzystać. Termin pozostaje ten sam, koszty zwrotu według dotychczasowych zasad. Mity rosną szybciej niż obowiązki.

Omnibus, DSA, GPSR, i teraz to

Według komentarzy, na które można trafić w mediach branżowych, właściciele polskich e-sklepów przeżywali już „katastrofy” związane z dyrektywą Omnibus (ceny i opinie), DSA (moderacja treści), GPSR (bezpieczeństwo produktów). Każda z tych regulacji wyglądała groźnie na papierze. Każda skończyła się jako element konfiguracji.

Pamiętam panikę przy Omnibusie i pamiętam panikę przy DSA. Za każdym razem rynek dramatyzował. Tymczasem zawsze okazywało się, że dobrze przygotowana platforma robiła to za sprzedawcę w tle. Z tą dyrektywą będzie tak samo, pod warunkiem, że ktoś za sprzedawcę myśli zawczasu.

Sklepy, które ten temat mają już z głowy

Różnica między modelami e-commerce w obliczu regulacji prawnych jest subtelna, ale ważna. W modelu SaaS, czyli abonamentowej platformy zarządzanej przez dostawcę, dostosowanie do nowych przepisów leży po stronie dostawcy, nie sprzedawcy. Na platformach opartych na otwartym oprogramowaniu, takich jak WooCommerce czy PrestaShop, wdrożenie leży po stronie właściciela sklepu lub agencji. To oznacza koszt deweloperski, czas i ryzyko błędów. 

W modelu SaaS taka regulacja wygląda inaczej niż na rynku open source. W IdoSell dostosowanie do dyrektywy 2023/2673 to jest nasz problem, nie sprzedawcy: w odpowiednim momencie funkcja włącza się w panelu, a nasi klienci dostają zgodne z prawem rozwiązanie bez kosztów deweloperskich, bez kupowania wtyczek, bez audytów. Tak działa profesjonalna platforma: bierze na siebie zmienność prawa, aby sprzedawca mógł skupić się na sprzedaży.

Jeśli mam coś poradzić właścicielowi sklepu, który dziś czyta o tej dyrektywie po raz pierwszy: nie panikuj, nie czekaj. Sprawdź, na jakiej platformie sprzedajesz i kto bierze odpowiedzialność za zgodność z prawem: Ty, agencja, czy dostawca. To jedno pytanie odpowiada na całą resztę.

Kontekst prawny

Do 19 czerwca 2026 roku każdy sklep B2C w UE musi mieć wdrożone: widoczny i stale dostępny przycisk odstąpienia na stronie www, online’owy formularz z możliwością wyboru konkretnych produktów, dwuetapowe potwierdzenie, automatyczny e-mail zwrotny, zaktualizowany regulamin, a wszystko to bez dark patterns. Stawką jest do 10% rocznego obrotu, a także 12-miesięczne prawo zwrotu dla klientów.

Zostaw komentarz

Mogą Cię również zainteresować