Reguła serii

przez Michael Strachowitz
944 odsłony

Jaką drogą podążali Ci, którzy jako współpracownicy w Państwa firmie zagwarantowali sobie sukces, sięgając aż po sam szczyt? W jaki sposób postępowali? Czym różnią się od wielu innych, którzy mimo wysiłków utknęli w świecie przeciętności czy od tych, których wysiłki pozostały bezowocne?

Czy istnieje jakaś recepta owiana tajemnicą? Sukces jest często chętnie mistyfikowany oraz błędnie pojmowany, jako szczęście. Jest to tak, jak gdyby sukces był czymś nienormalnym, a ci, którzy go osiągnęli, muszą mieć w sobie, idąc tym tokiem rozumowania, coś nieziemskiego. Dla wielu jest to bardzo praktyczne. Ludzie sukcesu trzymają dzięki temu konkurentów na dystans, zgodnie z mottem: „Nie próbuj tego, ponieważ nie posiadasz tych tajemniczych zdolności!”

Michael Strachowitz
Michael Strachowitz

Dzięki takiemu sposobowi myślenia, ci, którzy osiągnęli niewiele, mają wspaniałą wymówkę: „Wszelkie moje starania są bezużyteczne, ponieważ brakuje mi tego czegoś.” W rzeczywistości ludzie sukcesu są często o wiele mniej olśniewający niż się przypuszcza. Również droga do sukcesu nie jest w rzeczywistości żadną krętą ścieżką, dostępną wyłącznie dla wtajemniczonych. Jest ona dostępna dla każdego, kto tylko chce ją odnaleźć. Oczywiście nie da się na nią wkroczyć za darmo, ponieważ już samo słowo „sukces” wskazuje na prastare i odwieczne prawo przyczyny i skutku. Najpierw należy ustalić przyczynę, przyczyna zaś niesie za sobą skutek.

Gotowość do zmiany

Tu wkracza do gry zaleta marketingu sieciowego. Chyba w żadnej innej branży droga na szczyt nie jest tak przejrzysta i tym samym zrozumiała dla wszystkich. Tutaj, teoretycznie każdy może dojść na sam szczyt. Powód, dlaczego niewielu może to osiągnąć, nie leży u podstaw zasad network marketingu, lecz związany jest z osobistymi cechami, predyspozycjami, wewnętrznym nastawieniem oraz ze sposobem zachowania człowieka. Zdolności i metod można się wyuczyć. Można również zmienić własne nastawienie oraz sposób zachowania. Tym samym bylibyśmy wtedy już przy pierwszym, decydującym czynniku determinującym sukces, w myśl którego należy zaakceptować zasadę:

Nikt nie osiąga sukcesu bez ofiary. Kto nie jest gotowy na to, by się zmienić, pozostaje w miejscu.

Wielu pracujących w systemie MLM, poszukując sukcesu przeżywa wewnętrzną rozterkę. Z jednej strony niczego bardziej nie pragną, jak tylko zdobyć szczyt. Z drugiej zaś strony poddają się głębokiemu, wewnętrznemu przekonaniu, że nie uda im się osiągnąć sukcesu i zdobyć szczyt. Dokładnie ten właśnie konflikt uniemożliwia osiągnięcie zwycięstwa. Tak niestety właśnie jest: nie osiągamy tego, czego sobie życzymy, ale osiągamy to, o czym jesteśmy przekonani w najskrytszym zakamarku naszego serca.

Zatem w networku opłaca się gruntowna weryfikacja własnego wzorca myślenia, jak również wiary. Ci wszyscy, którzy daleko zaszli, mają wspólną cechę – byli oni głęboko przekonani o swoich zdolnościach i umiejętnościach. Głęboko wierzyli w powodzenie swoich projektów. Jednak trzymanie się tego nie wystarczy. Jeżeli musi się to udać, musi dojść również do tego jeszcze wiara w słuszność, trafność oraz w wartość przedsięwzięcia. Kto jest pewny tego, że lansuje na rynku produkt najwyższej klasy, który rzeczywiście pomaga użytkownikowi lub uprzyjemnia jego życie, wypełnia misję, której celem jest coś więcej niż tylko napełnianie sobie samemu kieszeni. Mało kto jest tak bezwzględny, bez skrupułów, by sprzedawać produkt, który sam uważa za małowartościowy lub bezużyteczny.

Wyobraźnia i fantazja

Każdy początek jest trudny – to obowiązuje szczególnie w pierwszych tygodniach kariery w MLM. Niektórych przechodzi dreszcz na wspomnienie dotyczące pierwszej prezentacji. Z sześciu przyjaciół i znajomych, którzy przyrzekli przyjść, zjawiło się dwoje. Jeden ze znudzonym spojrzeniem, a drugi ze zmarszczonym czołem, przysłuchują się słowom menedżera. Ten walczy jak lew, by przekonać gości o wspaniałych szansach, jakie stwarza jego biznesowy pomysł. Po dwóch godzinach żegnają się słowami: „Nie wierzę, by coś takiego funkcjonowało.”

W tak ponurej chwili jak ta, potrzebna jest właśnie ogromna wyobraźnia i fantazja, by można było sobie wyobrazić, że z tak marnych początków powstanie organizacja, która pewnego dnia wypełni hale wieloma tysiącami partnerów dystrybucyjnych. Przecież o to właściwie chodzi! Zwycięscy w tej grze nie widzą tych dwóch osób z ich wszystkimi wątpliwościami, oni widzą już teraz tę ogromną halę wypełnioną optymistycznie nastawionymi współpracownikami.

Michael Strachowitz rozpoczął karierę w MLM w roku 1977. W ciągu 5 lat zbudował razem ze swoją żoną Gabriele działającą w całej Europie organizację liczącą ponad 22 000 partnerów, którzy wykonują tę profesję jako dodatkowe lub główne zajęcie. W roku 1982 osiągnął najwyższy poziom w karierze w systemie dystrybucji swojego przedsiębiorstwa. Od końca lat 80 Strachowitz zbiera plony pracy, jaką włożył w budowę organizacji, a od tego czasu działa wyłącznie jako doradca, trener, referent i coach w zakresie sprzedaży bezpośredniej i network marketingu. Już ponad sto tysięcy partnerów dystrybucyjnych różnych firm i organizacji w 17 krajach Europy czerpało korzyści z jego fachowych i solidnych wykładów. Do klientów Strachowitz’a należą wszystkie wiodące firmy MLM na świecie, doceniając jego niesamowitą wiedzę i ożywczy humor.

Tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w 21. numerze „Network Magazynu”. Można go nabyć w www.lidersklep.pl

Mogą Cię również zainteresować