Etat Regional Dissertation California Dropout Research Project Reports Connaissance De Soi Dissertation Format Scopes Trial Book Review Phd Programs Clinical Psychology Michigan

Ewa Pawlicka. Kilka wskazówek o tym, jak z kasjerki pracującej w markecie budowlanym przeistoczyć się w kobietę biznesu

przez Maciej Maciejewski

„Jest jeszcze jedna bardzo ważna różnica w temacie ETAT vs. MLM. Na etacie jeden człowiek drugiemu najchętniej podłożyłby nogę, a w marketingu sieciowym jeden drugiego zawsze podnosi do góry. Dodaje wiatru w skrzydła. Ale wiesz co dla mnie jest najważniejsze? Mój syn ma autyzm. Potrzebuje ode mnie dużo czasu. Na etacie musiałam prosić się o każde wolne, aby pojechać z nim do specjalisty, na badania czy do szpitala na kontrolę. Najgorsze jest to, jak musisz wybierać – dziecko czy praca? Ja zdecydowanie wybieram syna i czas z nim.”

Ewa Pawlicka

Ewa Pawlicka to niezwykle ciekawa, inspirująca i sympatyczna kobieta. Z wykształcenia jest technikiem informatykiem, ale – jak wyjaśnia – takim nie z zamiłowania, tylko takim co poszedł na ten kierunek bardziej z ciekawości, bo wtedy to była nowość… Pochodzi z małej wioski, a do miasta przeprowadziła się zaraz po ukończeniu szkoły. „To była ucieczka od ojca, który mocno nadużywał alkoholu. Mama mieszkała już w Niemczech, a ja postanowiłam zrobić coś ze swoim życiem. Już jak chodziłam do szkoły średniej to potrafiłam rano iść na lekcje, a po pracy do baru z kebabem, żeby pracować do późnej nocy za 3-4 zł na godzinę. Byle jak najdalej od domu” – wspomina. Uwielbia muzykę, traktuje ją jako prywatną terapię i lekarstwo na wszystko. Interesuje się też kosmetologią. Jej największym szczęściem jest syn Leon, o którego walczyła jak lwica, co zawsze dawało jej siłę do walki ze wszystkimi przeciwnościami losu. Jej pierwsza poważna praca to etat na kasie w jednym z marketów ogólnobudowlanych. Wtedy zauważyła, że ma smykałkę do sprzedaży i lubi to robić, a klienci darzą ją sympatią i chętnie od niej kupują.

Maciej Maciejewski: Jak się zachowują klienci, którzy polubią sprzedawcę? Jak przejawiają swoją empatię?

Ewa Pawlicka: Byli dziadkowie, którzy mi całą działkę potrafili przynieść do pracy. Jabłuszka, marchewki i wino własnej roboty. Bardzo miło wspominam ten czas. Później market spalił się na moich oczach i tak niestety trafiałam po kolei do innych sklepów. Przeważnie do takich, które jako logo mają małego, słodkiego owada. I przyznam szczerze, że to była wielka szkoła życia. Od tego momentu bardzo wszystkich proszę – szanujcie kasjerki i pracowników marketów. To ciężka praca.

Później spalony market szybko odbudowano, a ja wróciłam tam już na stanowisko informatyka, ponieważ ktoś zobaczył we mnie potencjał. Tak przepracowałam kilka dobrych lat. Ten okres pamiętam bardzo miło, ale były niestety też gorsze chwile. Ogólnie na pewno była to dla mnie ogromna nauka i ogromne doświadczenie, ale też chroniczny stres bo jestem osobą, która jak już coś robi to na 100%. Zawsze jestem w pełni zaangażowana, a to często powoduje komplikacje i nerwowe sytuacje.

Maciej Maciejewski: W którym momencie i w jakich okolicznościach pojawił się w Twoim życiu marketing sieciowy?

Ewa Pawlicka: Jeśli chodzi o MLM tak naprawdę spotkałam się z tym systemem już jako nastolatka. Biegałam nawet z katalogami pewnej znanej firmy, nawet przez chwilę pobawiłam się w rekrutację, ale wtedy tego nie czułam. Wiedziałam, że to nie jest moje miejsce, że to nie jest ten produkt.

A dla mnie produkt w biznesie ma bardzo wielkie znaczenie, bo nie wyobrażam sobie mieć na promocji coś, do czego ja sama nie jestem przekonana. Sprzedawca odpowiedzialny, pewny i kompetentny, sam musi być konsumentem i powinien być ze swojego produktu w pełni zadowolony. Musi o nim wiedzieć wszystko. Tylko wtedy osiągnie sukces a klienci będą zadowoleni. Polecą go innym.

Później postanowiłam spróbować jeszcze raz, kiedy siedziałam w swoim biurze, w którym brakowało mi powietrza… Bardzo długo szukałam odpowiedniej firmy z produktem, który powali na kolana mnie no i na początek moje najbliższe otoczenie, a nie ukrywam, że zawsze chciałam być żywą reklamą produktu premium, który ma klasę i mocne działanie. Po długich poszukiwaniach trafiłam na kolagen i przypomniało mi się, że pewna znajoma z dzieciństwa jest w tej firmie i handluje właśnie kolagenem naturalnym. To był też pretekst z mojej strony, aby odnowić kontakt. Później już poszło szybko – rejestracja, próba produktu na sobie, potem na najbliższych. Przekonanie o produkcie, założenie fanpejdża na FB i jazda do przodu!

Maciej Maciejewski: Teraz tacy ludzie jak my – dziennikarze, przyjeżdżają na Wasze konferencje i słuchają Cię, jak dajesz innym wskazówki ze sceny. Możesz się chwalić sukcesem i uczyć innych, ale każdy jakoś zaczyna. Jak wspominasz początki w tym biznesie?

Ewa Pawlicka: Na początku to ja chciałam tylko kolagen sprzedawać (śmiech). No i szło mi to bardzo dobrze. Teraz sprzedaż, którą zamieniam w pomoc, to mój konik. Lubię to robić. Świadomość tego stanu zdobyłam, kiedy zaczęli do mnie pisać ludzie z gratulacjami. Pamiętam, jak się wtedy dziwiłam – skąd ten fenomen moimi zamówieniami? Przecież ja wcale się nie napracowałam (śmiech). Ogólnie mam wrażenie, że od początku szło mi fajnie, dynamicznie, a to przede wszystkim dzięki firmie Souvre Internationale. Jeśli zaczniemy budować biznes MLM w oparciu o współpracę z porządnym podmiotem, to praca jest łatwa i przyjemna. Nasza spółka wyróżnia się na rynku produktami, które dla mnie – jak już wspomniałam wcześniej – są najważniejsze. Do tego trzeba dołączyć dobry plan marketingowy, dopasowany do każdego. Biznes to ludzie, a my mamy niesamowity zespół. Chciałam sprzedawać tylko kolagen, ale wszystko zmieniło się już po pierwszym szkoleniu, gdzie poznałam naszą ekipę. Wtedy już wiedziałam, że to jest to miejsce i ten czas.

To ludzie, którzy oprócz punktów w głowie mają dusze i serca. Ludzie, którzy akceptują Ciebie, Twój czas i obchodzą ich Twoje problemy. I myślę, że to jest podstawowa przyczyna mojego zaangażowania. Z tymi ludźmi nawet na koniec świata. Takie kwestie powodują, że człowiek się z przyjemnością angażuje na całego!

Maciej Maciejewski: Masz teraz świetne rozeznanie na rynku pracy. Poznałaś różne możliwości zarabiania pieniędzy. Jakie są różnice pomiędzy pracą na etacie, a działaniem w network marketingu?

Ewa Pawlicka: Różnice? Oj spore. Mogę spokojnie wystrzelić elaborat. Ale wiesz co dla mnie jest najważniejsze? Mój syn ma autyzm. Potrzebuje ode mnie dużo czasu. Na etacie musiałam prosić się o każde wolne, aby pojechać z nim do specjalisty, na badania czy do szpitala na kontrolę. W czasie diagnozy było takich próśb wiele… a to, że na jedne ze szczepień nie pojechałam, bo nie dostałam wolnego i musiał jechać mąż z bratową… przelało szalę goryczy. Najgorsze jest to, jak musisz wybierać – dziecko czy praca? Ja zdecydowanie wybieram syna i czas z nim. To mam w marketingu sieciowym. Co jeszcze? Fakt, że nie mam sufitu finansowego. To, że zarabiam tyle, na ile zasługuję, a nie tyle, ile jest w umowie mimo, że najczęściej człowiek zasługuje na więcej, niż jest w umowie.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna różnica w temacie ETAT vs. MLM. Na etacie jeden drugiemu najchętniej podłożyłby nogę, a w marketingu sieciowym jeden drugiego zawsze podnosi do góry. Dodaje wiatru w skrzydła.

Maciej Maciejewski: Jakie cechy charakteru pomagają człowiekowi odnieść sukces w tym biznesie?

Ewa Pawlicka: Sukces… Nie wiem czy mogę używać tego słowa. To jest skomplikowane dla mnie pojęcie i myślę, że każdy ma inną miarę sukcesu. Ale jeśli chodzi o mnie to uważam, że dobry wynik w MLM można osiągnąć dzięki samozaparciu i pracowitości. Myślę, że pracowitość to cecha ważna dla networku, jak i dla pracy na etacie. Druga ważna cecha to miłość do ludzi – bez tego nie ma nic, bo MLM to dla mnie przede wszystkim człowiek, a dopiero później pieniądze. Dlatego też uważam i zawsze powtarzam, że ja nie sprzedaję… ja towarzyszę ludziom w zakupach i pomagam.

Potrzebna jest również otwartość, ale ją można spokojnie nabyć wkraczając do dobrego zespołu, do takiego jak ja trafiłam, który poprowadzi człowieka i zaopiekuje się nim jak małym dzieckiem. Pamiętam siebie, kiedy byłam osobą, która kilka miesięcy wcześniej siedziała w małym biurze zawalona stertą dokumentów, kiedy myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, a największą rozrywką jest pójście spać przed 22:00. A potem DRUGA JA już po dwóch miesiącach w network marketingu.

Maciej Maciejewski: Ważne są dla Ciebie emocje związane z pracą w tym systemie?

Ewa Pawlicka: Oczywiście. I znów wszystko dzięki ludziom, którzy we mnie uwierzyli i powiedzieli, że jestem dobra w tym co robię i mam np. przeprowadzić szkolenie na 50 osób. Czyste szaleństwo. Jechać 300 km tylko na pół godziny, aby powiedzieć coś innym ludziom (śmiech). Ale to jest uczucie nie do opisania, kiedy widzisz, że ktoś notuje to co mówisz… kiedy widzisz, że to co masz do przekazania jest dla nich wartością. Wcześniej nawet sobie tego nie wyobrażałam, po czym zrobiłam to i byłam z siebie dumna mimo, że mówcą dobrym nie jestem i mam tendencję do przekręcania słów. Może jeszcze kiedyś będę sławna i to będzie mój znak rozpoznawczy (śmiech).

Maciej Maciejewski: Jakie masz sposoby, techniki do pozyskiwania nowych kontaktów? Jak szukasz nowych osób do swojego biznesu?

Ewa Pawlicka: Uważam, że trzeba robić tak, aby to ludzie do Ciebie przyszli i sami chcieli z Tobą współpracować. Należy pokazać ludziom własny rozwój osobisty i zawodowy. Budowanie struktury zaczęłam od tych, z którymi chciałam współpracować, ale największe perełki, z którymi mam możliwość robić coś wielkiego, przyszły do mnie same. Właśnie widząc to, jak cały czas się rozwijam.

Maciej Maciejewski: jak układają się relacje w Waszej strukturze? Jak dbacie o dobrą atmosferę i pozytywne nastawienie?

Ewa Pawlicka: Jestem niesamowitą szczęściarą bo – moim zdaniem – w mojej strukturze są najlepsze kobiety na świecie. A co w tym jest wyjątkowego? Nasz zespół pokazuje mi każdego dnia jak się ze sobą przyjaźnić. Dziewczyny są ze sobą niesamowicie zżyte i nie rozmawiają tylko o biznesie, ale też o wkurzających teściowych (żart) i robią sobie często challenge np. na najlepszą rymowankę o firmie Souvre. Kiedy dostaję takie wiadomości to wiem, że robię coś dobrego dla tych kobiet. Tworzę coś wielkiego na szeroką skalę, na każdej płaszczyźnie ich życia. Czuję, że ta społeczność jest im potrzebna. A kiedy czytam takie wiadomości: „Ewa dziękuję za szansę! Dzięki Tobie wiem, że nie jestem tylko matką trójki dzieci, ale też kobietą, która jest wiele warta i może się rozwijać” – myślę, że to największa zapłata dla mnie za to, co robię. Za każdym razem wzruszam się czytając co dziewczyny piszą… One wiedzą jaka jestem płaczka i jak szybko można doprowadzić mnie do łez wzruszenia. Często nawet śmieszkują z tego powodu.

Ewa Pawlicka z synkiem Leonem

Maciej Maciejewski: Jakie masz plany na najbliższe miesiące?

Ewa Pawlicka: Plany oczywiście są takie, aby tę społeczność kobiecą jeszcze bardziej rozwinąć, co nie znaczy, że faceci nie mają wstępu, bo oczywiście zapraszam i na pewno kilku chojraków nam się przyda (śmiech). A na poważnie to zależy mi na tym, aby kobiety uwierzyły w siebie. Aby patrząc w lustro oprócz matki, żony, córki, przyjaciółki… zobaczyły przede wszystkim kobietę, która potrafi być silna i niezależna. Która uważa się za ważną i piękną. Kobietę, która zna własną wartość i patrzy na siebie sama, a nie oczami mężczyzny, bo z nimi to różnie bywa. Dlaczego to dla mnie takie ważne? Dlatego, bo ja sama miałam kiedyś problem z poczuciem własnej wartości i wiem jak trudno uwierzyć w siebie. Ale dzisiaj jestem świadoma tego, że warto!!! A później to chcę BMW i dyrektora (smiech).

Maciej Maciejewski: I tego Ci z całego serca życzę! Dziękuję za rozmowę.

Mogą Cię również zainteresować