Plaga szkoleniowców

przez Maciej Maciejewski

Jeśli chodzi o marketing sieciowy w ostatnim czasie mamy wysyp szkoleniowców. Ludzi, którzy pomogą zbudować sieć, wiedzą jak prowadzić struktury, jak budować markę osobistą w social mediach, wiedzą jak startować ludzi etc. Ale czy aby faktycznie?

Niestety bardzo często zdarza się, że ci szkoleniowcy to ludzie, którzy są związani z marketingiem sieciowym kilka, kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt miesięcy. Ich doświadczenie w biznesie MLM jest słabe i o wielu rzeczach związanych z branżą w ogóle nie wiedzą. Są też wyjadacze, którzy działają po kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, nie osiągnęli spektakularnych sukcesów i teraz uznali, że to jest dla nich ostatni dzwonek. To po kolei…

Dlaczego ten proceder jest szkodliwy?

Po pierwsze, gdy ludzie startują swój biznes MLM mają entuzjazm, który niestety dość szybko się kończy wraz z uświadomieniem sobie, że jest tu do wykonania praca – jak w każdym biznesie. W takim momencie zaczynają szukać skrótów i magicznych rozwiązań na przyspieszenie. I właśnie w tym momencie pojawiają się nasi „mistrzowie” z łatwymi rozwiązaniami.

Zapewne widzieliście posty w stylu „już nigdy nie będziesz musiał dzwonić”, „koniec z pisaniem do ludzi”, „zbuduj swoją sieć łatwo i przyjemnie”, „marka osobista uwolni Cię od pracy” itp., itd. To jeszcze ważne pytanie: dlaczego Ci ludzie postanowili szkolić innych, skoro sami nie mają zbyt bogatego doświadczenia w temacie? Czasami osiągnęli błyskawiczny sukces i faktycznie wierzą, że to jest szybkie, łatwe i przyjemne. Czasami wręcz odwrotnie – nie osiągnęli nic, ale przeczytali kilka książek i zauważyli, że w marketingu sieciowym jest duże ssanie na rozwój i szkolenia. Wiele organizacji nie dostarcza odpowiedniej edukacji, więc… ludzie szukają na zewnątrz i trafiają na kombinatorów i szarlatanów.

Jaki jest efekt tych szkoleń?

Niekiedy zdarza się, że nie najgorszy, bo oznacza krok do przodu i możliwe przełamanie. Ale dość często nie wnoszą nic ciekawego, bo są na poziomie dużego ogółu i ich głównym celem jest… sprzedaż kolejnych szkoleń. W efekcie tego ludzie wpadają w lejek sprzedażowy. Kupują kolejne szkolenie, bo ono ma rozwiązać problem, który ich blokuje.

Kolejnym wyzwaniem tych szkoleń jest odniesienie się do konkretnych przypadków. Jeśli szkoli ktoś, kto ma doświadczenie, to zapewne przerobił już dużo case’ów i potrafi z własnego doświadczenia odradzić co działa, co nie działa i dlaczego. Szarlatani mają wiedzę teoretyczną i taką też sprzedają w większości przypadków – niedostosowaną kulturowo do naszego rynku.

Warto sobie zatem zadać pytanie, kogo chcielibyśmy mieć za szkoleniowca i mentora? Kogoś kto osiągnął i utrzymał to, co my chcemy? Czy kogoś kto widział mapę, ale nigdy nie podróżował i chętnie podzieli się swoimi myślami w tej kwestii?

To jest też tak jak z neurochirurgią. Wolałbym, żeby mój mózg operował ktoś, kto ma setki, jak nie tysiące operacji za sobą niż ktoś, kto przeczytał kilka książek o operacjach. I dokładnie tak jest w marketingu sieciowym. Chcę uczyć się od ludzi, którzy mieli tysiące spotkań, którym się sypały zespoły i je odbudowywali, którzy prowadzili liderów i mieli z tym związane wyzwania, którzy mają struktury w kilkudziesięciu krajach.

10 lat temu poznałem jednego z najlepszych na świecie szkoleniowców. Najpierw przeczytałem jego książkę, potem poznałem go osobiście na jego szkoleniu, aż wreszcie w trakcie mentoringu. Wszystko, czego się nauczyłem, przekładałem na polski rynek, bo wdrożenie wprost byłoby gwarancją wywrotki. Stworzyłem system pracy, który prowadzi ludzi za rękę tak, aby stali się liderami i szkoleniowcami w swoich organizacjach. Ale mogłem to stworzyć tylko dlatego, że miałem już doświadczenie i popełniłem masę błędów.

Bo na szkoleniach są ludzie

No dobrze, ale pojawili się też na rynku ludzie, którzy mają wieloletnie doświadczenie i szkolą. I tu warto sobie zadać kilka pytań. Jakich? 1. Dlaczego postanowili szkolić, skoro mają dobrze prosperujący biznes? 2. Jakie mają wyniki i czy w czasie, w którym są zaangażowani, są one ok w ich firmach? 3. Czy aby te szkolenia nie są elementem rekrutacji?

Zobaczcie. Mamy na rynku kilku „mistrzów”, którzy robią szkolenia po to, żeby przerekrutować liderów z innych firm, w efekcie czego ich biznes MLM się ruszy (bo na ogół utknął) i zrealizuje się samospełniająca się historia, w której oni są „wielkimi” liderami. Oczywiście mają doświadczenie, mają wiedzę, ale nie mają za sobą sukcesu co oznacza, że jednak, gdzieś coś robią nie tak lub nie wykonali pracy nad sobą. Uważajcie. Bądźcie czujni i wybierajcie inteligentnie.

Autor tekstu jest szczęśliwym mężem i ojcem czwórki dzieci. Lider związany z marketingiem sieciowym od 2012 roku. W trakcie swojej kariery zbudował kilkunastotysięczną organizację MLM. Od 10 lat zaangażowany full time wyłącznie w network marketing. Szkolił się u Erica Worre, Matta Morrisa, Mario Oreggi, Tonego Robbinsa. Ekspert od spraw międzynarodowych, komentator w radio i telewizji.

Mogą Cię również zainteresować