Smród wokół biznesu czyli krótka dygresja o tym, czego w MLM robić nie wolno

przez Maciej Maciejewski
3991 odsłony

Dziś bez znieczulenia. Moi mili zaczyna się znów smród wokół biznesu MLM. Od początku istnienia network marketing jest różnie odbierany i różnie rozumiany przez rynek. Przecież nie trzeba być w biznesie, żeby wiedzieć, o co chodzi. Można mieć opinię. A opinię budujemy sobie na podstawie zlepków fragmentarycznych informacji. Ot ktoś kogoś widział, ktoś coś komuś powiedział, ktoś coś kupił i nie spodobało mu się… I człowiek wyciąga wnioski.

Tego typu informacji krąży mnóstwo wokół nas w sposób niekontrolowany. Ja i Ty możemy być poważnymi, kulturalnymi osobami, możemy budować nasze biznesy etycznie, możemy mieć tysiące partnerów odnoszących sukces – opinia potoczna i tak będzie karmić się badziewiem.

Pamiętam lata 90-te, gdy kilku mądralińskich ustawiło w porządnym biznesie MLM strukturę garnkową. Wymyślili chłopcy system wprowadzania osób do grupy na zakupie wielkiego kompletu naczyń kuchennych i dodali do tego system kredytów bankowych. Studenci zapisywali się stadami, brali pożyczki na babcie, spłacać to się miało z premii, bo przecież pojawiały się błyskawiczne awanse. Trwało to kilka miesięcy. Uwaga: obrót pochodził tylko z nowo wchodzących i z ich zakupów (jak w piramidzie finansowej, tylko tu był produkt, ale bez powtarzalności zakupów).

Jak każdy Schemat Ponziego to też się zatrzymało. Nowe osoby przestały się przyłączać, grupa nie rosła, nowych premii nie było. A co było? Były babcie z kredytem do spłacania i garnkami. Wiecie, jaki był siwy dym? Babć było duuuuuużo. Bardzo dużo.

Wszyscy ci kombinatorzy wylecieli z biznesu, a smród ciągnął się jeszcze kilka lat. Bo tak to jest – ktoś narozrabia, a opinia publiczna przykleja łatkę całej branży.

W psychologii istnieje termin dyfuzja odpowiedzialności. To zjawisko polegające na tym, że jednostka wiedząc, iż ma wiele innych osób obok siebie, nie bierze na siebie odpowiedzialności. Nie zrobię czegoś porządnie, bo na pewno ktoś to zrobi. Więc ja nie muszę. Ja mogę robić co chcę. Wygodne założenie.

Od dwóch lat rynek notuje gwałtowny wzrost zainteresowania biznesem MLM. Wszyscy to wiemy. Pojawia się wiele nowych osób w naszym biznesie. Większość z nich nie ma żadnego doświadczenia. Potrzebują wsparcia i poszukują wzorów działania do naśladowania. Kopiują bezkrytycznie metody, które widzą. A widzą je w świecie online wypełnionym po sam sufit w same obfitości.

Teraz mój punkt widzenia po 30 latach robienia biznesu. Uwaga – nie winię nikogo. Nie krytykuję, bo to nie moja działka. Nie zakładam, że ktoś celowo chce narobić bałaganu na rynku. Mówię jak jest. Prosto z mostu.

Stwierdzam jedno – gdy działasz w MLM to widzą Cię inni. Gdy działasz i masz sukcesy – to tym bardziej obserwują Cię inni i chcą Cię naśladować. Jeżeli działasz jak rozsądny człowiek – etycznie, systemowo, a dodatkowo jesteś miły, to dajesz dobry przykład. Ale jeżeli silisz się na oryginalność to dajesz przykład, który może stwarzać problemy nie tylko dla Ciebie, ale i dla innych ludzi. Stąd już blisko do łatki dziwaków dla całej branży i do niepochlebnej opinii o biznesie.

Niżej zamieszczam kopię postu sprzed paru dni, który znalazłem na jednej z otwartych grup MLM na portalu Facebook. Autor nie ma pewnie złych zamiarów, ale też chyba nie ma zielonego pojęcia o tym, co wrzuca w rynek:

A ja już to widziałem. Wiem, co takie oryginalne teksty rodzą. One rodzą naśladowców, u których zasady dobrego wychowania zanikają i za chwilę pojawia się rynsztok. A to źródło smrodu. Wielkiego smrodu. I nie ważne, że większość osób buduje swój biznes MLM i markę osobistą z klasą – rynek i tak dostrzega te nie fajne ekstrawagancje i traktuje je jako normę. Zwracajcie uwagę na swoich partnerów i na to, co upubliczniają i w jaki sposób. A to też inteligentne i z klasą ogłoszenie:

„Poszukuję nierobów i leni (sam z natury jestem leniem i wyznaję zasadę, że głupiego robota lubi ) do biznesu, który płaci już w 1-ym miesiącu od kilku tysięcy złotych, celem realizacji wspólnego marzenia – PASYWNE DOCHODY i byczenie się później przez wiele lat, aż dostaniesz odleżyn”.

Mam doświadczenie w posiadanych pasywnych dochodach i byczeniu się od kilkunastu lat wraz z odleżynami. Nie interesują mnie tzw. „pracowici”, nawiedzeni, piszący jacy są szczęśliwi, robiący dobre wrażenie na Facebooku i innych mediach, cytujących różne powiedzenia innych ludzi o szczęściu, miłości, różnych prawach i takich tam dyrdymałach, piszących slogany, udających kogo innego niż są (przeważnie mają do dupy finanse i życie, bo prawie nigdy tego co piszą nie stosują).

P.S. Zapomniałem, że mnie nie interesuje jeszcze jedna grupa – ta, która mizia się nawzajem wpisami typu cudownie, jaka jesteś cudowna, wyglądasz bosko. Ahy, ohy i tego typu mizianie. Z tego nie ma biznesu i pieniędzy – chyba, że jakieś drobne (do kilku tysięcy złotych) co jakiś czas.

Foto do tego posta ocenzurowane przeze mnie. Nie myśl, że jestem święty – nie jestem, ale to jest biznes i istnieje odpowiedzialność biznesowa za całą branżę. Widzę tu dwa problemy –  język knajacki, stosowany przez lidera w dyskusji o biznesie i fakt lajków pod tym postem. Mówię Wam – będzie smród. (źródło screenów: Facebook.com)

Autor tekstu od ponad 20 lat aktywnie buduje swój biznes w systemie MLM na terenie wielu krajów. Brał aktywnie udział w tworzeniu pierwszych struktur sieciowych w Polsce w latach 90-tych, później na Ukrainie i w Rosji. Widział rozwój tego biznesu od podstaw na rynkach o różnym potencjale ekonomicznym. W tym czasie jego organizacje rozwinęły się na rynkach zachodniej i wschodniej Europy, a teraz rozwijają się nadal. Prowadzi wykłady w trzech językach i wie, że wiedza praktyczna jest dla osób działających w network marketingu bezcenna. Prowadzi ciekawy blog pod adresem: www.marekstaszko.pl.

Mogą Cię również zainteresować