BIZNES MLM I DYREKTORZY Z TEKTURY

przez Maciej Maciejewski
877 odsłony

Temat trudny, nie ruszany. Bo jest jak zgniłe jajo. No, ale istniejący. Określmy sytuację, gwoli jasności. Są firmy porządne i firmy typu drucik. Są liderzy z krwi i kości, prawdziwe Anioły Biznesu, ale są też żenujący manipulatorzy – Demony Geszeftu. No i najważniejsze – kwestia dowództwa. Są rasowi, profesjonalni przywódcy oraz urodzeni „mordercy”. Pierwsi to wspaniali, kompetentni mentorzy, a ci ostatni… cóż. Nie chce mi się gadać.

Domniemam Czytelniku, że tak jak ja, jesteś zaangażowany w budowanie biznesu MLM. Współpracując z którąś z firm rozkręcasz własne przedsiębiorstwo pośrednictwa komercyjnego w celu osiągnięcia dochodu. Im wyższego tym lepiej. I najlepiej, aby oczywiście w dodatku był stabilny. Nie budujesz nic na szybko, na chwilowo, na „nałap się kasy i znikaj” tylko etycznie, zgodnie z prawem i z zasadami biznesu tworzysz firmę na lata.

Kiedy ja (tak jak wiele innych osób) zaczynałem działania w tym segmencie rynku (a było to 30 lat temu) określano nas mianem NP – niezależny przedsiębiorca. Nie byliśmy pracownikami firmy, przedstawicielami ani udziałowcami. Każdy z nas miał podpisaną umowę o współpracę z konkretną firmą. Kooperacja odbywała się według Zasad Współpracy, z którymi zapoznawaliśmy się i potwierdzaliśmy to swoim podpisem. Łamanie tych zasad pociągało za sobą konkretne sankcje (do usunięcia włącznie) nakładane na łamiącego.

W Zasad Współpracy określono również zobowiązania firmy – logistyka, systemy gwarancyjne, terminowe wypłaty i PRZESTRZEGANIE KODEKSU ETYCZNEGO. Czyli nie tylko my, przedsiębiorcy, ale również firma MLM zgadzaliśmy się na odpowiedzialność. Tak było za Piasta i za Lecha i za innych przywódców.

Czy to odbywało się bez zgrzytów? Ależ nie. Zdarzały się przeoczenia, kombinacje, niedociągnięcia, ale… Ale na koniec zawsze wszystko wyjaśniano, wyciągano konsekwencje i naprawiano. Czuliśmy się bezpiecznie, bo obok dochodu, po który przychodziliśmy do tego biznesu, wszystko było jasne. Nie było szarej strefy.

Patrząc na to samo ze strony firmy sytuacja była podobna. Spółka zarabiała, jeżeli rósł obrót. Jeszcze lepiej, gdy rósł z miesiąca na miesiąc i z roku na rok. Ponieważ zysk w tym modelu biznesowym dzielony był pomiędzy firmę, a przedsiębiorców, wszyscy pilnowali zasad. Firmy MLM szczyciły się awansami swoich partnerów, wprowadzały ekstra premie za stabilność i za nowe awanse w głębokości biznesu. Liderzy byli zainteresowani rozwojem grup swoich partnerów, bo przekładało się to na ich dochód. Przedsiębiorstwa i partnerzy byli kompatybilni. To była strategia kompatybilności opartej na wartościach.

TO BYŁ CZAS GRY ZESPOŁOWEJ. BYCIE W ZESPOLE BYŁO PRESTIŻOWE. TO BYŁ CZAS ETYKI, MORALNOŚCI, CZAS CZYSTYCH RĄK.

Wtedy było wtedy, teraz jest teraz. Pamiętam, jak mój dziadek opowiadał mi o pokoleniu mojej mamy mówiąc – to urwisy. Już nie przestrzegają wartości, według których my – ich rodzice. żyliśmy. Pamiętam, jak moja mama mówiła to samo o moim pokoleniu. Teraz ja patrzę na kolejne pokolenia i też krzywię się z dezaprobatą. To wygląda tak, jakby z pokolenia na pokolenie zasady przyzwoitości przestawały istnieć. Ale…

Nie. To nie jest tak. Dawno temu i teraz jest wielu porządnych ludzi i są kombinatorzy. Może tylko proporcje się zmieniły na niekorzyść. Podobnie dzieje się w firmach MLM. A co z firmami? Zmieniło się jedno – zmianie uległy systemy zabezpieczające, gwarantujące spokojny rozwój.

UWAGA: Nie dotyczy to wszystkich firm. Ciągle istnieją spółki z tradycyjnym systemem wartości, gwarantującym bezpieczeństwo swoim partnerom.

Spójrzmy na rozkład zachowań biznesowych firm i partnerów w systemie sprzedaż bezpośrednia i marketing sieciowy. Podmiot gospodarczy ma jasną wizję, silny kodeks etyczny, konsultuje się z głównymi liderami, jest wspólnota interesów – kompatybilność. Albo…

Firma ma własne wizje, nie słucha liderów, ma dziwną politykę cenową, nie słucha potrzeb rynku wprowadzając produkty. Nie reaguje na dziadostwo, które się dzieje wokół portali aukcyjnych typu Allegro. Liderzy mają własne, niekonsultowane z firmą wizje i pomysły na tworzenie struktur. Każdy sobie rzepkę skrobie.

Firma MLM jest na rynku niezbyt aktywna. Cała aktywność jest skierowana na inne rynki, np. azjatyckie. Nie ma możliwości dyskusji ze spółką na temat potrzeb, bo nikogo w firmie to nie interesuje. Jest to, co jest i git.

Pojmijmy to właściwie – model 2 i 3 prowadzi do bałaganu biznesowego. Nie da się tu niczego zaplanować w dłuższej perspektywie. Działania koncentrują się na teraz, a co będzie dalej, to się okaże.

Nie ma tu żadnego nadzoru jakościowego, a jedyne co się liczy to obrót dzisiejszy. W kolejnym miesiącu to samo. Zaczyna się przepisywanie struktur, przesuwanie punktów i wszystkie inne kombinacje dla kasy. Firmy albo tego nie widzą, albo udają, że nie widzą.

Zamiatanie pod dywan – tak się nazywa ich strategia – zwycięzców nikt nie ocenia. A fuj! Wiesz jak to się kończy? To się kończy upadkiem, totalnym rozczarowaniem partnerów i kiepską opinią. Kiszka.

Co dzieje się z firmami modelu 1? Rozwijają się stabilnie na każdym rynku, na którym są obecne. Nawet startując jako małe spółeczki, w ciągu kilku lat przesuwają się w rankingach na czołowe pozycje, a współpraca z nimi jest powszechnie uważana za atrakcyjną.

W firmach modelu 1 zawsze mamy silnych mentalnie, etycznych dyrektorów z krwi i kości biznesowej. Utożsamiają się oni z rynkiem. Stoją na straży jakości bezwarunkowo. To oni trwają pomiędzy firmą a nami – niezależnymi przedsiębiorcami. Takich dyrektorów chcemy mieć i jesteśmy z nich dumni. To jest 100% czyste partnerstwo. To jest wolna przedsiębiorczość. To czysta tradycja i przedłużenie kompatybilności wartości.

A model 2 i 3? No cóż… To jest tekturowy biznes MLM z kartonowymi dyrektorami pochytanymi na taśmę klejącą. Dyrektorzy z tektury. To jest czas chwilówki, zwykle głośnej i agresywnej reklamowo, za to bardzo wkurzającej. To czas kombinatorów.

Bo widzisz – biznes albo jest silny albo go nie ma. Silny jest tylko model 1. Co to się porobiło? – rzekłby mój dziadek. Wybieraj dobrze. Trzymaj się wartości. Nie bądź jak te kolejne, coraz gorsze pokolenia. Zasługujesz na najlepsze. Sukcesów nam. Marek Staszko – bez znieczulenia. (foto, źródło: Pixabay)

Autor tekstu od ponad 20 lat aktywnie buduje swój biznes w systemie MLM na terenie wielu krajów. Brał aktywnie udział w tworzeniu pierwszych struktur sieciowych w Polsce w latach 90-tych, później na Ukrainie i w Rosji. Widział rozwój tego biznesu od podstaw na rynkach o różnym potencjale ekonomicznym. W tym czasie jego organizacje rozwinęły się na rynkach zachodniej i wschodniej Europy, a teraz rozwijają się nadal. Prowadzi wykłady w trzech językach i wie, że wiedza praktyczna jest dla osób działających w network marketingu bezcenna. Prowadzi ciekawy blog pod adresem: www.marekstaszko.pl.

Mogą Cię również zainteresować