Kontuzja w biznesie MLM czyli jak działać, aby bić rekordy, a nie ciągle lizać rany

przez Maciej Maciejewski
984 odsłony

Kto mając zdrowe zmysły marzy o kontuzji czyli stanie organizmu utrudniającym normalne funkcjonowanie? O zdobywaniu szczytów nie wspominając… Nikt. Chcemy być w formie umożliwiającej nam realizacje naszych ambitnych zamierzeń i cieszenie się rezultatami. A przecież trudno o radość, gdy odczuwamy ból i mamy ograniczone możliwości ruchowe.

Kontuzje trafiają się w sporcie. Widziałeś już takie sytuacje. Przetrenowanie. Niedotrenowanie. Niekontrolowane zderzenia w czasie meczu i co? No cóż – masażyści, plastry, chlorek etylu, a potem wyłączenie z akcji na licho wie jak długo. Kontuzje zawsze są przykre w swoich następstwach.

Ten dopust Boży łatwiej nam przyjąć, gdy nie jesteśmy jego sprawcami. Ot przeciwnik sfaulował mnie brutalnie i w wyniku tego mam uszkodzone kolano. Stało się. Nie miałem na to wpływu. To ryzyko wkalkulowane w sport. Gorzej, gdy do kontuzji dochodzi z powodu przerostu ambicji nad realnymi możliwościami. Nieprzygotowany organizm zostaje obciążony powyżej możliwości i coś się skręca, nadrywa, urywa itd.

PRZYJRZYJMY SIĘ TEMU BLIŻEJ

Jeżeli w sporcie chcesz pobić swój własny, najlepszy wynik – pobiec szybciej czy podnieść większy ciężar, to trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Prościej mówiąc na to trzeba zapracować treningami fizycznymi i mentalnymi, dietą i odnową biologiczną lepszą niż dotychczas.

Chcesz być szybszy, silniejszy, bardziej wytrzymały? Zbuduj mięśnie. Popraw ich siłę i szybkość reakcji. Wzmocnij ścięgna. Za chwilę dostaną za większe obciążenie. Przygotuj do większego wysiłku serce i płuca. Popraw technikę.

Na treningach sprawdzaj poziom, na którym jesteś. Zawodowcy wiedzą, jakie parametry trzeba obserwować. Gdy masz to wszystko ogarnięte, możesz atakować swoje rekordy. Jak poszczególne składniki są na wyższym poziomie – możesz liczyć na sukces. Nie będzie łatwo, ale dasz radę.

Natomiast, jeżeli atakujesz własne rekordy bez przygotowania ciała i głowy, ryzykujesz poważną kontuzją. Nie dość, że nie pobijesz rekordu, to jeszcze cofniesz się i nie wiadomo, kiedy wrócisz do formy. Dlaczego? Bo Twoja ambicja przerosła Twoje możliwości. Zła to strategia na sukces. Zła.

SUKCES NIE JEST GRĄ TYPU UDA SIĘ/ NIE UDA SIĘ. SUKCES JEST WYNIKIEM WYPRACOWANEJ TRENINGAMI FORMY. TO MOŻNA ZMIERZYĆ.

Czy w biznesie MLM widziałeś, a może słyszałeś o osobach, które jakimś sposobem uzyskują awans na wyższe pozycje, a potem spadają? Wszyscy oczekują dalszego rozwoju takiej osoby. Jest wynik, znaczy jest forma, zaraz będzie kolejny awans, a tu nic. Nie ma kolejnego awansu, a i człowiek niezbyt entuzjastyczny. Co się stało? To samo co w sporcie. Przerost ambicji nad możliwościami. Kontuzja. W network marketingu nie powinieneś mieć parcia na awanse. One przychodzą, jako wynik przygotowań i pracy. Tak jak w sporcie. Przychodzą, gdy zapłacisz odpowiednią cenę.

JAK TO ZROBIĆ?

Zbuduj odpowiednio dużą dla awansu strukturę partnerów i klientów. To powinno być wykonane z zapasem. Masz mieć zapas mocy jak porządny silnik w samochodzie. Wtedy nie będziesz miał stresu przy wyprzedzaniu i nie będziesz miał go również wchodząc na wyższy poziom.

Miej dojście do wielu nowych kandydatów. Prosto mówiąc miej w grupach dziesiątki list kontaktowych z setkami kandydatów albo miej ich niekończące się źródło. Będą Ci potrzebni. Miej odpowiednią ilość liderów i osób kluczowych. To tworzy siłę oraz synergię.

Konsultuj biznes. Miej mentora. Pamiętaj, że nie dowidzisz. Z powodu emocjonalnego i subiektywnego podejścia nie oceniasz obiektywnie formy, w jakiej jest Twoja grupa. Taką formę może ocenić ktoś, kto jest na poziomie, do którego Ty zmierzasz.

A CO ROBIĄ LUDZIE ZBYT AMBITNI?

Dążąc do awansu wciskają swoim partnerom dodatkowe zakupy. To jest takie upychanie produktów w mieszkaniach partnerów. Albo w garażach. Na te produkty nie ma aktualnie klientów, ale to się przecież kiedyś sprzeda. Ponieważ chwilowo jest za mało klientów i zbyt mało partnerów, aby awansować, to dołóżmy osobiste zakupy, a potem dopchniemy struktury… Koszmar.

To nie działa, nie działało i działać nie będzie. To po prostu głupi pomysł, po którym przychodzi kontuzja. Jest nią spadek obrotu w kolejnym miesiącu. Jest nią spadek entuzjazmu partnerów nie mogących wejść do łazienki, bo mają tam skład niepotrzebnych produktów. I co gorsze są nią dziwne spojrzenia innych liderów, którzy oczekują kolejnego awansu i wysypu awansów w grupach takiego rekordzisty – a tu cisza.

Awanse zawsze są zaplanowane wcześniej. I zawsze są odbiciem obrazu struktury. Więc naprawdę nie celujemy w awanse. Celujemy w struktury – a to można zaplanować i zrealizować.

Lepiej mieć silną strukturę i trwały awans trochę później, niż chwilowy awans teraz i cienką, zajechaną jak konie w Morskim Oku strukturę. Unikajmy kontuzji. Budujmy formę.

Autor tekstu od ponad 20 lat aktywnie buduje swój biznes w systemie MLM na terenie wielu krajów. Brał aktywnie udział w tworzeniu pierwszych struktur sieciowych w Polsce w latach 90-tych, później na Ukrainie i w Rosji. Widział rozwój tego biznesu od podstaw na rynkach o różnym potencjale ekonomicznym. W tym czasie jego organizacje rozwinęły się na rynkach zachodniej i wschodniej Europy, a teraz rozwijają się nadal. Prowadzi wykłady w trzech językach i wie, że wiedza praktyczna jest dla osób działających w network marketingu bezcenna. Prowadzi ciekawy blog pod adresem: www.marekstaszko.pl

Mogą Cię również zainteresować