Poznali się w 1981 roku, jeszcze podczas nauki w licem muzycznym. Piotr był humanistą, a Renata, jak przyznaje, lepiej czuła się w przedmiotach ścisłych. Wspólnie uczyli się, wzajemnie wspierali, wiele rozmawiali o przyszłości i marzeniach. Jak się okazało, w ich realizacji nie pomogło im ani wykształcenie, ani praca na etacie. To, z czego cieszy się dzisiaj ich rodzina, zawdzięczają branży DS/MLM.

W 1989 roku Renata ukończyła studia na akademii muzycznej w Warszawie i otrzymała tytuł mgr sztuki. Wykształcenie artystyczno-pedagogiczne przygotowało ją do pracy z dziećmi, jak też z dorosłymi, np. studentami, a przede wszystkim do kształcenia artystów – muzyków. Zapytana o zainteresowania zdrowym stylem życia przypomina sobie, jak jeszcze podczas studiów w 1986 roku kupiła książkę Ireny Gumowskiej pt: „Kuchnia i medycyna”, która zwróciła jej uwagę w kierunku profilaktyki i zapobiegania chorobom. Jak się okazało, miała ona później silny wpływ na życiową decyzję i obecną pracę w branży wellness. Jednak zaraz po studiach rozpoczęła pracę zgodną ze swoim wykształceniem w rzeszowskim Państwowym Liceum Muzycznym oraz udzielała prywatnych lekcji gry na pianinie. Pracowała wtedy również w przedszkolach, jako nauczycielka rytmiki.

„Okazało się, iż prywatne dochody były wtedy kilkakrotnie wyższe od podstawowych poborów otrzymywanych z pracy w szkole. To dało mi do myślenia. Dlaczego tak nisko jesteśmy opłacani jako nauczyciele, pracownicy budżetowi?” – wspomina Renata.

Kiedy w 1992 roku pokazano Renacie i Piotrowi inne możliwości realizacji siebie, zrozumieli z tej prezentacji, iż mają bardzo mało czasu dla rodziny i mało pieniędzy, ale jeśli zaczną działać w MLM, to w przyszłości mogą mieć dużo czasu i pieniędzy na spełnianie marzeń – bez wahania postanowili więc postawić wszystko na jedną kartę. Podjęli wyzwanie i uczyli się nowych dla nich zagadnień, przede wszystkim poprzez czytanie dostępnych wtedy na rynku książek motywacyjnych, uczestnictwo w licznych szkoleniach i seminariach, których koszty często przekraczały ich miesięczną pensję otrzymywaną z pracy w szkole. Chcieli podnieść standard życia sobie i dwójce, a od 1998 roku – już trójce dzieci. Za pracę nad sobą oraz pomoc wielu ludziom, z czasem otrzymali wymierną nagrodę od losu w postaci totalnej zmiany stylu życia na lepsze – życia bogatszego w spełnione marzenia, zrealizowane cele, o których wcześniej nawet nie śmieliśmy marzyć.

Maciej Maciejewski: W jakich okolicznościach poznaliście system MLM?

Piotr Zarzycki: W 1992 roku byliśmy na etapie budowy domu. Był to okres, kiedy jako młodzi stażem nauczyciele zrozumieliśmy, że ze względu na nasze możliwości zarobkowe, bardzo długo będziemy budować dom i nie wykończymy go zgodnie z naszymi marzeniami. Praca w zawodzie nauczyciela ani wówczas, ani obecnie, nie daje możliwości otrzymania dużego kredytu budowlanego, więc zdecydowaliśmy się pracować jeszcze więcej, by maksymalnie jak najwięcej zarabiać. Wtedy nasz dzień wyglądał mniej więcej tak: około godz. 7.00 wychodziliśmy z domu, a wracaliśmy późnym wieczorem. I wszystko byłoby w porządku, bo mieliśmy dużo zdrowia i energii do działania, ale był jeden, mały problem. Mieliśmy dwójkę małych dzieci. Syn Adam miał 4 lata, a córka Agnieszka nie miała jeszcze 2 lat. Gdyby nie nieoceniona pomoc mojej teściowej, która aby nam pomóc poszła na wcześniejszą emeryturę, nie mielibyśmy żadnych możliwości zwiększenia ilości godzin pracy i tym samym dochodów.

MM: Co tacy nauczyciele jak państwo, mogli robić dodatkowo?

Renata Zarzycka: Ze względu na wykształcenie pracowałam niemal każdego przedpołudnia w przedszkolach, prowadząc rytmikę. Ale przy dużej ilości godzin tych zajęć często pojawiał się problem ze strunami głosowymi i gardłem. Wieczorami prowadziłam prywatne lekcje gry na pianinie.

PZ: Ja z kolei dawałem sporą ilość prywatnych lekcji na instrumentach klawiszowych, które wówczas były bardzo popularne. Ponadto wspólnie prowadziliśmy dziecięcy zespół taneczny i to z sukcesami. Występowaliśmy na lokalnych scenach – nawet zdobywaliśmy nagrody na przeglądach dziecięcych zespołów tanecznych. Jednak doba miała tylko 24 godziny i w pewnym momencie nie mogliśmy już zwiększyć ilości czasu, jaki mogliśmy poświęcić na dodatkowe zajęcia. Stanęliśmy w „szpagacie”: brak czasu, a dochód dalej nie pozwalał na myślenie o czymś faktycznie wspaniałym. I wtedy zaproszono nas na spotkanie, na którym pokazano nam, że nasze życie wyglądało mniej więcej tak: mieliśmy za mało czasu i równie mało pieniędzy.

Więc największe wrażenie zrobiła na nas informacja, że dzięki nowemu biznesowi możemy kiedyś mieć dużo czasu i dużo pieniędzy.

Na początku lat 90 żaden racjonalnie myślący człowiek nie mógł tego zrozumieć, ale my mieliśmy marzenia i swoje cele, a dodatkowo wiedzieliśmy, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Mogliśmy wybrać pomiędzy rezygnacją z marzeń o pięknym życiu, albo iść w ciemno w nowy biznes i pozostać z nadzieją, że nasze marzenia ciągle mają szanse się zrealizować. Podjęliśmy decyzję o tym, że będziemy działać. I pomimo braku czasu zaczęliśmy. Na początku tylko w soboty i niedziele, ale start w MLM szybko okazał się jednym z najlepszych wyborów, jaki wspólnie w życiu dokonaliśmy.

MM: Jakie atrybuty MLM zainteresowały Was na początku?

RZ: W biznesie MLM ujął nas sposób pracy: „sam jesteś szefem i sam decydujesz, kiedy pracujesz, a kiedy nie.” To właśnie bardzo nam się spodobało, gdyż tu, jeśli tylko chcieliśmy, mogliśmy poświęcić każdą naszą godzinę na działanie, ale również mogliśmy wziąć wolne, kiedy tylko mieliśmy na to ochotę. Wszystko zależało przede wszystkim od nas. To my decydowaliśmy, kiedy chcemy pracować, a kiedy odpoczywać i podróżować. Nie musieliśmy w tej kwestii prosić szefa o urlop, bo sami byliśmy szefem dla siebie. To doskonały układ szczególnie wtedy, kiedy zaczynają napływać pierwsze, większe profity z pracy w MLM. Szkoda nam było wtedy czasu na wolne dni, weekendy i święta. Zrozumieliśmy, iż nasz czas, każdy dzień – to pieniądz. Jeśli nie pracujemy, to nie zwiększamy swoich struktur handlowych, nie zwiększamy dochodów, nie dajemy sobie podwyżki. Tracimy szansę na realizację swoich marzeń.

W tym momencie warto dodać, iż w branży MLM, każdy z nas, jako szef decyduje o zwiększeniu swoich dochodów, wykorzystując umiejętnie swój czas.

MLM ma niesamowitą przewagę nad pracą na etacie i innymi formami prowadzenia własnej firmy, ponieważ budując profesjonalnie silną i dobrze wyszkoloną strukturę liderów network marketingu, wraz ze zwiększającym się obrotem, mamy możliwość systematycznego zwiększania dochodów. W dobrze wypracowanym systemie MLM, kiedy przestajemy pracować z uwagi na potrzebę odpoczynku lub ze względu na kilkutygodniową podróż, nasz biznes wciąż pracuje. Zwiększamy więc obroty i wciąż zarabiamy. Nawet kilkutygodniowa nieobecność w kraju nie ma najmniejszego wpływu na nasze dochody, ponieważ tego typu biznes prowadzimy wspólnie wraz z naszymi liderami. Tego typu dochody nazywamy pasywnymi.

Należy jeszcze wspomnieć, iż zatrudniony pracownik na etacie bądź właściciel jednoosobowej firmy może liczyć wyłącznie na dochód liniowy w określonych granicach, czyli stały dochód wypracowany z własnej pracy, a jego podwyżka zależna jest od jakości jego pracy, bądź podniesienia cen usług czy sprzedawanych produktów. W MLM nasz dochód zależny jest od nas samych, ale również od tego, jak wielu naśladowców, tzn. liderów z czasem wykształcimy w swoim biznesie. Ludzi profesjonalnie pracujących w systemie MLM, osiągających w tej branży wysokie dochody. Dlatego od lat jesteśmy wierni idei Jean’a Paul’a Getty, która brzmi:

„Wolę mieć 1% z pracy 100 ludzi, niż 100% ze swojej własnej.” Prawda, jakie to proste z ekonomicznego punktu widzenia?

MM: W końcu przyszedł moment na pożegnanie się z etatem?

PZ: Tak. W marketingu sieciowym poszliśmy na żywioł, jak burza, i nie musieliśmy długo czekać na efekty. Szybko awansowaliśmy i szybko zaczęliśmy zarabiać coraz więcej. Żeby zwiększyć możliwości budowania biznesu MLM powoli rezygnowaliśmy z poprzednich zajęć i części swojego dochodu. Po czterech miesiącach, dzięki ryzyku, jakie podjęliśmy w MLM zarabialiśmy tyle, ile jako nauczyciele w ciągu całego roku. Wówczas zdecydowałem o złożeniu w szkole wypowiedzenia. Rok później ten sam krok zrobiła Renata i już nigdy nie przepracowaliśmy ani jednej godziny na etacie. Jednak, kiedy dziś wspominamy nasze początki w MLM, to łapiemy się za głowy. Jakie myśmy błędy wtedy popełniali… Największym było to, że nie do końca przyjmowaliśmy do wiadomości dziwne, jak się nam wówczas wydawało, informacje o budowie biznesu, które przekazywali nam ci ludzie, którzy osiągnęli już sukces w MLM. Sądziliśmy, że ponieważ to my mieszkamy w Polsce, a nie oni, więc to my lepiej wiemy, jak trzeba budować ten biznes. Dziś z uśmiechem przyglądamy się tym początkującym osobom, którym podpowiadamy jak skutecznie działać, a oni wszystko wiedzą wyraźnie lepiej on nas wiedzą i działają zgodnie ze swoimi wyobrażeniami. Zawsze szkoda nam tych osób, bo samą energię, którą marnują na błędne działania, mogliby spożytkować na pracę przynoszącą wymierne korzyści i przekuwać ją w coraz większe sukcesy.

MM: Marketing sieciowy nie był w tedy tak znany w Polsce, jak obecnie. Dużo czytaliście materiałów na ten temat?

RZ: Ponieważ nasz mentor nie mieszkał w Polsce, a żeby z nim porozmawiać potrzebowaliśmy tłumacza, od samego początku działania w MLM czytaliśmy wszystko, co dotyczyło odnoszenia sukcesu i pozytywnego myślenia. Ta wiedza stała się naszym „konikiem”, a nawet sposobem na życie, i jak sądzę, dzięki niej tak się zmieniliśmy od 1992 roku, że dziś, po latach, jako zupełnie inni ludzie, możemy bez fałszywej skromności, a wręcz z dumą powiedzieć, że odnieśliśmy w MLM wspaniały sukces.

MM: Jakie macie więc państwo dzisiaj osiągnięcia w MLM?

RZ: Na dzień dzisiejszy osiągnęliśmy najwyższy poziom menedżerski w firmie CaliVita Polska – poziom podwójnej złotej palmy (double golden palm manager CaliVita International) co oznacza, że wypracowaliśmy strukturę biznesową, w której wykształciliśmy minimum 9 grup menedżerskich. Należymy do ekipy najlepszych menedżerów CaliVita International na świecie, posiadających jedną z najwyższych gratyfikacji finansowych. Jesteśmy autorami i twórcami 10 dużych portali internetowych o tematyce zdrowotnej i biznesowej. Jedną z najpopularniejszych naszych subskrypcji jest ZDROWIE&ŻYWIENIE. Każdą wysyłamy do tysięcy abonentów. Prowadzimy również kurs podstaw zdrowia i stosowania suplementów pt. „ŻYJ ZDROWO”. Za pomocą internetu poruszamy tematy z zakresu wellness i biznesowe. Niektóre kierujemy ściśle do naszych liderów, ale na przykład publikujemy również w tym zakresie newsletter pt.: „MLM – biznes na całe życie” dla wszystkich zainteresowanych.

W 2009 roku Piotr wydał 2 książki. Pierwsza to „W szkole nie nauczono mnie biznesu”, a druga „Bogać się jak mistrzowie MLM-u”. W planach mamy jeszcze wydanie książki pod roboczym tytułem: „Wyprawa po zdrowotny owoc noni – święty owoc Kahunów” oraz album z naszych licznych podróży, który prawdopodobnie będzie się nazywał „Podróże marzeń z MLM”.

MM: Jakie czynniki wpłynęły na decyzję, że akurat trend wellness, czyli zdrowy stylu życia?

PZ: Temat zdrowia od zawsze pojawiał się w naszym domu, bo wspomniana wcześniej matka Renaty przez 40 lat podawała chirurgom narzędzia w czasie operacji, więc w domu małżonki w tym temacie zawsze bardzo dużo się mówiło. Ponieważ wraz z dziećmi byliśmy częstymi gośćmi w gabinetach lekarskich (dzieci często chorowały) postanowiliśmy, że samodzielnie zajmiemy się zdrowiem w naszej rodzinie, a jak w dodatku jest to biznes MLM, w którym wcześniej odnosiliśmy spore sukcesy, to połączenie tych dwóch dziedzin, według nas musi dać fantastyczny efekt.

Tak to rozumieliśmy. Bo cóż może być lepszego niż świetne zdrowie i dostatnie życie dzięki systemowi MLM?

No i nie pomyliliśmy się. Od 1998 roku nie odwiedzamy już gabinetów lekarskich, a nasz najmłodszy syn Michał dzięki doskonałym suplementom, jakie posiada w ofercie CaliVita ma totalnie czystą kartę u swojego pediatry. Natomiast system MLM wyniósł nas na szczyt właśnie w tej firmie i spełniła się „przepowiednia” sprzed 18 lat, gdy usłyszeliśmy, że kiedyś możemy mieć czas i pieniądze, a dzięki temu wyborowi, okazało się, że również zdrowie.

MM: A co państwu najbardziej się podoba właśnie w tej firmie?

RZ: Zgodnie ze stwierdzeniem Thomas’a Carylie, że „Już samo zdrowie jest zwycięstwem” – tak dla nas zwycięstwem jest samo zajęcie się zagadnieniem zdrowia. Dlaczego? CaliVita International jest firmą głównie skierowaną na sprawy zdrowia i produkcję naturalnych produktów, tzw. suplementów, a inaczej mówiąc – dietetycznych środków spożywczych. Od 1991 roku, według nas, stoi na czele rewolucji wellness. Swoją Ideę rozwija w wielu krajach świata – również w Polsce. Na świecie stale rozwija technologię i udoskonala swoje produkty, opierając się na wynikach aktualnych badań naukowych. Do produkcji suplementów stosuje biologicznie aktywne składniki roślinnego pochodzenia, których bezpieczeństwo zostało potwierdzone badaniami naukowymi, fachową literaturą oraz wieloletnimi doświadczeniami. Wynikiem tych działań jest najwyższa jakość produktów, jako dodatków naszej diety i ich wysoka skuteczność w profilaktyce zdrowia. To jest właśnie to, czego nasi klienci i dystrybutorzy oczekują. Między innymi właśnie dlatego tą firmę wybraliśmy do współpracy na wiele lat. Z nią chcemy tworzyć swoją przyszłość.

Oczywiście nie mogę pominąć aspektu biznesowego, ale z uwagi na to, iż dla większości zdrowie jest najważniejsze, nie jest on w firmie priorytetem. O 1998 roku zajmujemy się promocją zdrowia i krzewieniem kultury profilaktyki zdrowotnej, a wśród społeczeństwa z roku na rok świadomość naturalnych metod wspomagania znacznie wzrasta – stąd nasze zainteresowanie zagadnieniem wellness. Naszym zdaniem w Polsce ten temat dopiero rozkwita i wszyscy mamy tu ogromne pole do działania!

Publikacja jest fragmentem artykułu z numeru 22 "Network Magazynu", który można kupić w Lider Sklepie.