Jest ich już sporo w suplementach (a nawet kosmetykach) znajdujących się w ofercie Colway i Colway International. Ale będzie też ich przybywać jeszcze więcej i to coraz bardziej sensacyjnych. Szczególnie w planach produktów suplementacyjnych Colway „classic” na lata 2017-18. Nasze wizje tworzenia kolejnych preparatów zdrowia, jakich nie wytwarza na świecie nikt inny, są bardzo śmiałe i jeżeli coś je dziś ogranicza, to jedynie dyrektywy unijne i dotarcie do upatrzonych substancji o pożądanej jakości, standaryzacji i cenie.

Wśród ludzi nauki i pasji, którzy wspierają Colway na tym polu jest człowiek wybitny – habilitowany dr chemii i lekarz jednocześnie, mieszkający obecnie w Kostaryce – Marek Jędryczka. Koordynator misji UNESCO w Ameryce Środkowej i jedynych obecnie na świecie badań nad możliwością kontrolowanego rozkładania kinetyny z komórek macierzystych Citrus aurantium na transdermalne fitopeptydy. Mój przyjaciel i audytor wszystkich tekstów medyczno-chemicznych, od książki „Witamina C-olway” zaczynając. Także współautor niniejszego materiału.

Mamy w Colway co do programu suplementacyjnego plany ogromne i bardzo odważne. Marzą nam się preparaty unikalne, z substancjami realnie poprawiającymi jakość życia w ich składzie. Lista tych substancji jest długa, ale wierzchołek jej (kolejność wg dr Marka Jędryczki) tworzą: spermidyna, piperyna, tokotrienole (postać witaminy E – o których niebawem sporo powiemy), lunazyna, laminina, fullereny, amigdalina (B17), resweratrol, kinetyna, dysmutaza nadtlenkowa, cysteina, epikatechina, ekstrakt pierzgi, chlorella, mirakulina, pirogroniany, kwercetyna, ekstrakt czarnuszki, ekstrakt czarnego kminu, fuleryt, naringina, sulforafan, GABA, lei gong teng (Tripterygium wilfordii – winorośl boga piorunów), kannabinoidy (olej konopny CBD czyli marihuana lecznicza) i wiele innych, w tym unikalnie występujące minerały i ekstrakty roślinne czy substancje oleiste, jakich nie poddano jeszcze nigdy ekstrakcji w stanie nadkrytycznym z pomocą CO². Jestem przekonany, że ci spośród Czytelników „Network Magazynu”, którzy tylko „wygooglują” sobie kilka z powyższych nazw, będą mieli arcyciekawy wieczór lektur.

Dziś o spermidynie

Spermidyna otwiera listę Marka Jędryczki, gdyż jest to zaiste substancja niezwykła, która nie weszła jeszcze na top światowej listy przebojów suplementacyjnych chyba wyłącznie ze względów… obyczajowych. Jak domyśleć się można już z nazwy, odkryto ją najpierw w męskim nasieniu, gdzie zresztą występuje w postaci najbardziej biodostępnej.

W 2009 roku 30-to osobowy zespół biochemików uniwersyteckich z Grazu (Austria), kierowany przez Tobiasa Eisenberga, Guido Kroemera i Franka Madeo, poszukujący leku na chorobę Alzheimera stwierdził, iż 98% osobników badanej grupy myszy laboratoryjnych, karmionych izolowaną z męskiego nasienia spermidyną, żyje 30% dłużej od myszy, którym jej nie podawano: „Induction of autophagy by spermidine promotes longevity”.

Zwierzętom laboratoryjnym o niższym poziomie rozwoju ewolucyjnego spermidyna przedłużała życie krócej (np. robakom maks. 15%). Austriacy postawili hipotezę, iż wysycanie przestrzeni międzykomórkowej spermidyną, która zanika w naszej extracellular matrix w miarę jak się starzejemy, może niwelować skutki naturalnych dla naszych organizmów, lecz w pewnej liczbie nieudanych, procesów autofagocytozy, czyli trawienia przez komórkę obumarłych lub uszkodzonych elementów swojej własnej struktury. Im więcej z tych procesów przebiega w sposób zakłócony – tym szybciej starzeje się organizm.

Przez jakiś czas wyniki tych badań były świetnym tematem dla mediów na sezon ogórkowy. Komórki ludzkiego organizmu rzeczywiście bowiem starzeją się, kiedy w procesach autofagii ich część ulega degradacji. Zmniejszenie tylko o ok. 5% ilości niepotrzebnych z punktu widzenia biologicznego apoptoz komórkowych sprowokowanych przez nieudane próby odrestaurowania się komórki poprzez autofagocytozę, przedłużałoby bowiem zdaniem gerontologów ludzkie życie o nawet 25 lat! Zapewnienie środowisku komórkowemu stałego poziomu wysycenia spermidyną prawdopodobnie daje nam właśnie taką szansę. Czyli… jedzmy spermę, niech się nie marnuje ani kropelka – pisały francuskie i niemieckie tabloidy.

Właściwie nic szokującego. Helen Gurley Brown – twórczyni potęgi „Cosmopolitan” twierdzi od lat niezmiennie, iż wcieranie w skórę spermy jest efektywniejsze od większości kosmetyków anti-age. W wielu kulturach panowało na przestrzeni wieków silne przekonanie, że systematyczne spożywanie nasienia męskiego świetnie wpływa na zdrowie. Przede wszystkim uodpornia na choroby.

Nie bez powodu. 5 gram ejakulatu (tyle waży przeciętny wytrysk mężczyzny w szczycie możliwości wytwórczych jąder i gruczołów z nimi kooperujących) zawiera oprócz 500 milionów ruchliwych gamed aspirujących do podtrzymania gatunku, również najwyższej jakości odżywczej proteiny, witaminy E, C i B12, cynk, potas, wapń, magnez, selen. Prostaglandyny, lipidy, aminokwasy, hormony steroidowe, putrescynę (regulator laktacji) i całe jeszcze mnóstwo istnych skarbów żywieniowych. Przykładowo: jak silne są występujące w nasieniu enzymy obronne niech dowodzi fakt, iż ochraniane przez nie tak kruche formy życia jak plemniki –wracają do życia i pełnej sprawności w średnio 50% populacji nawet kilkanaście lat po ich odmrożeniu!

Prawdopodobnie więc tylko tabu obyczajowe stoi na przeszkodzie temu, aby systematyczne spożywanie spermy było propagowane przez edukację prozdrowotną. Nasz doktor Jędryczka ostudził mnie jednak przed wdrożeniem, na początek w Colway chociaż – takiej kampanii. I to argumentami nader przekonywującymi. Po pierwsze, jak twierdzi – nie samo tylko dobre znajduje się w spermie, bo im rzadsze są wytryski u jej emitenta, tym więcej np. w składzie kadaweryny, jednej z protamin będącej produktem dekarboksylacji lizyny, czyli procesu gnilnego znanego nam świetnie w Colway aminokwasu kolagenowego. Kadaweryna jest jadem, który nikogo oczywiście swoją minimalną ilością nie zintoksykuje, ale jednak… Po drugie i chyba najważniejsze – jakkolwiek spermidyna w nasieniu męskim występuje nader obficie, to jednak mówiąc dokładnie słowami doktora Jędryczki:

„Nie wchodząc w kwestie tak subiektywne, jak aspekt smakowy – obawiam się Jarku, iż jej [spermidyny – dopisek mój] ilość realnie dostępna dla konsumenta – że się tak wyrażę – z naturalnego źródła, może okazać się niewystarczająca dla celów prozdrowotnych, jakie chcemy przed tą niesamowitą poliaminą wytyczyć… Wiesz, to trochę tak, jak z resweratrolem. Całe lata wierzono, że kluczem do zrozumienia tzw. fenomenu francuskiego jest spożywanie przez nich czerwonego wina, którego skórka jest, jak wiadomo w ten polifenol bogata. Ostatnie badania pokazują jednak, że należałoby pić kilka butelek dziennie, aby móc mówić o opóźnieniu procesów starzenia dzięki resweratrolowi z wina…”

Dr Marek Jędryczka prawdopodobnie wie, co mówi. Przypomnę, iż współpracuje on obecnie z amerykańskim projektem wykorzystania substancji występujących w roślinnych komórkach macierzystych (a konkretnie kinetyny, pozyskiwanej z pomarańczy gorzkich, która jest jednym z nielicznych elementów DNA, jakie ssaki naczelne mają wspólne z roślinami).

Od czasu opublikowania w „Nature Cell Biology” przez zespół Eisenberga, Kroemera i Madeo wyników ich badań, można było od czasu do czasu poczytać w internecie, że niebawem ukaże się tabletka „na dłuższe życie” ze spermidyną. Nie pojawiła się jednak taka na rynku, gdyż pozyskiwanie substancji aktywnej „z naturalnego źródła” nie jest niestety możliwe prawnie nie tylko w Unii Europejskiej, lecz prawdopodobnie nigdzie, a na efektywne metody ekstrakcji spermidyny z roślin trzeba było trochę poczekać. Pozyskiwano ją wprawdzie do celów farmaceutycznych z grzybów i grejpfrutów, ale w dotychczasowych biotechnologiach była zbyt droga, by wytwarzać z niej suplementy diety dla szerokiej rzeszy konsumentów.

Temat dopiero się otwiera Drodzy Przyjaciele. Dowiedliśmy Wam już niejeden raz, że my w Colway potrafimy znaleźć się tam, gdzie coś bardzo dobrego się rodzi lub zaczyna… Kiedy suplementacja preparatami ze spermidyną stanie się modna, to my chcielibyśmy, abyście Wy już dawno zarabiali na nich pieniądze.

Sensacyjnie jest już. Powyższy rysunek pokazuje tylko mechanizm oddziaływania spermidyny w profilaktyce Alzheimera, gdzie efekty są spektakularne. Substancja ta przecież czyni o wiele więcej! Wywiera silny wpływ troficzny na ściany żołądka, przedłuża życie komórek układu odpornościowego. Dzięki niej człowiek choruje rzadziej. Zmniejsza też ilość wolnych rodników w organizmie – w szczególności tych odpowiedzialnych za początek choroby nowotworowej.

Naukowcy zaobserwowali, że dodanie spermidyny do pożywki komórek układu odpornościowego hodowanych w laboratorium człowieka każdorazowo znacznie przedłuża życie tych komórek. Wyniki badań autorów pracy sugerują, że spermidyna działa w komórkach i całych organizmach jako cząsteczka umożliwiająca „utrzymanie porządku”. Zazwyczaj uszkodzone komórki są niszczone na drodze programowanej śmierci komórki (apoptozy), natomiast wysokie stężenie spermidyny umożliwia włączenie mechanizmu „sprzątającego” zamiast niszczącego komórki. Stymuluje w komórkach biosyntezę kwasów nukleinowych i białek. Wpływa przez to na wzrost, proliferację i różnicowanie komórek oraz stymuluje agregację rybosomów podczas translacji. Poprzez swoje działanie zapewnia prawidłowe funkcjonowanie całego aparatu genetycznego ludzkiej komórki.

Jest to ponad wszelką wątpliwość jedna z najlepiej rokujących spośród substancji, od których oczekujemy realnego wpływu na spowolnienie procesów starzenia się naszego organizmu.

Być może jest też otwarta droga do wprowadzenia spermidyny jako suplementu na rynek Unii Europejskiej. Ku niemałemu zdziwieniu wyszperałem w bazach, że istnieje nawet dopuszczone przez EFSA oświadczenie zdrowotne. Dość marne wprawdzie, bo pozwalające w majestacie unijnego Rozporządzenia (EC) 1924/2006 reklamować spermidynę raptem, jako substancję sprzyjającą porostowi włosów… ale dobre cokolwiek w czasach, gdy instytucja taka jak EFSA uznała, że np. żadnego wpływu na zdrowie ludzkie nie ma chociażby astaksantyna! Kiedy o wielu substancjach, które leczą i to leczą na pewno – nie wolno napisać NIC.

Konkrety

Trzeba myśleć szybko i jeszcze w tym roku zacząć działać. O ile oczywiście otrzymamy pozytywny rezonans z naszej network marketingowej sieci Colway oraz o ile jakieś niespodziewane kłody pod nogi nam nie spadną. Na razie, jak na przymierzenie się dopiero do tematu – jest dobrze. Wiemy kto, gdzie i za rozsądne pieniądze ekstrahuje z owocu, którego nazwy jeszcze nie zdradzimy – spermidynę w takim stężeniu, że pozwala to zamknąć w jednej dawce jej ilość odpowiadającą (uwaga!) „porcji” spermidyny, jaka znajduje się w siedemdziesięciu męskich ejakulacjach!

Nie potrzebujemy aż tyle na raz… Nasz ekspert, któremu ufamy, podsuwa nam koncepcję suplementu diety, jaki znowu będzie jedyny w swoim rodzaju na świecie. Absolutnie awangardowego preparatu o właściwościach anti-age. Potężnego przeciwutleniacza i środka prewencyjnego dla najpoważniejszych, współczesnych chorób. Ze spermidyną oczywiście, ale nie aż w takiej dawce…

Nie jest to jeszcze zapowiedź produktu, nie jest to jeszcze nawet koncepcja. Na razie pokazuję Wam z niekłamaną satysfakcją, jak świetnie działają wspierające nas autorytety naukowe. Nie pierwszy raz! Piękne podziękowania Marku! Jeżeli ten materiał spotka się z zainteresowaniem, to będę w przyszłości składał w redakcji więcej podobnych. Jak wiedzą niektórzy, jest to jedna z moich pasji…

Spermidyna – organiczny związek chemiczny należący do poliamin. Biologiczną rolą spermidyny w organizmie ludzkim jest ochrona DNA plemników przed kwasowym środowiskiem pochwy, które mogłoby spowodować jego denaturację, gdyż same są zasadowe.

Wzór: C7H19N3

Gęstość: 925 kg/m³

Nazwa systematyczna: N-(3-aminopropylo)-1,4-butanodiamina lub 1,8-diamono-4-azaoktan.

Literatura naukowa:

http://www.nature.com/ncb/journal/v11/n11/abs/ncb1975.html

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3022763/

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17524725

http://www.hmdb.ca/metabolites/HMDB01257

http://www.efsa.europa.eu/sites/default/files/scientific_output/files/main_documents/2265.pdf

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23345430

http://mcb.asm.org/content/32/8/1453.full

Jarosław Zych to prezes i współtwórca Colway oraz jeden z inicjatorów Colway International – rdzennie polskich firm marketingu sieciowego. „Rasowy sprzedawca” czyli praktyk sztuki sprzedaży od ponad 30 lat. Posiadacz kilku spektakularnych, nigdy nie pobitych rekordów w tej dziedzinie. W latach 80-tych żywa legenda środowiska akwizytorów. Twórca schematów prezentacji handlowej, narzędzi menedżerskich, programów szkolenia sprzedawców i telemarketerów. Autor licznych artykułów i skryptów na ten temat. Nauczyciel działania skutecznego, instrumentów kreowania popytu i technik zamykania sprzedaży. Inspirujący mówca, autorytet i strateg marketingowy. Człowiek „o kilku życiorysach”, globtroter, samouk, erudyta z wiedzą teleturniejową i wszechstronnym doświadczeniem. Reformator i skandalista. Wykłada i pisze także na liczne, inne MLM tematy, a ostatnia jego książka „Witamina C-olway” wywołała spore poruszenie wśród konsumentów suplementów diety.