LITOŚĆ RODZI BIEDĘ CZYLI FILOZOFICZNE DYWAGACJE W BIZNESIE MLM

przez Maciej Maciejewski
1332 odsłony

Jak ja chciałbym, żeby mu się udało. Wiem, że jest do tego biznesu stworzony. Teraz ma trudny okres, bo przecież problemy w pracy, nie ma czasu i jeszcze ten kredyt. No tak – on nie ma czasu i nie ma pieniędzy na inwestycję 500/1000 zł. Zapiszę go tak, aby tylko, niech wejdzie i poczekam, aż stanie na nogi. A póki co sam zarejestruję pod niego kilka osób.

źródło: Pixabay

Ileż razy ja to oglądałem. Ileż razy ja sam to robiłem. Widziałem w człowieku większy potencjał niż on sam widział w sobie. Ba, widziałem zalążki geniuszu. Wydaje nam się, że on rozwali ten rynek, eksploduje biznesowo, dobrze, żeby był w mojej grupie. Chcę go teraz, zaraz, natychmiast, a potem się zobaczy…

Lipa, fałsz i myślenie cieniasa

To strategia biznesowa czekania na cud. Wierzę, że cud się wydarzy. Wydarzy się już zaraz, jak tylko zakwitną kasztany, zniosą obostrzenia sanitarne, Andrzej skończy projekt, jego żona przekona się do MLM itd. Już zaraz – dokładnie nie wiem kiedy, ale już niedługo.

I wprowadzamy Andrzeja do grupy, a potem chuchamy, dmuchamy na niego i trzymamy go  pod skrzydłami, jak kura matka kurczaki dzieci. I co? I nic, a nawet gorzej niż nic. Gorzej, bo to tworzy problemy.

LITOŚĆ I WSPÓŁCZUCIE RODZĄ BIEDĘ!

Kiedy pierwszy raz to usłyszałem chciałem sam siebie walnąć w głowę. Właśnie tym jednym zdaniem wyjaśniono mi obecność nierobów i krytykantów w moich grupach. A tyle razy zastanawiałem się skąd oni się tacy wzięli? Ano sam ich wprowadziłem licząc na cud i rozumiejąc ich problemy. A oni nie rozwinęli się, nie poszli w stronę geniuszu biznesowego, a wręcz odwrotnie – stali się, oprócz tego, że bardzo zajęci i mocno bez kasy, to jeszcze krytyczni i pełni pretensji.

W dodatku eksponowali tę swoja postawę dezaprobaty publicznie, prezentując ją innym moim partnerom. To trochę jak rozwydrzony bachor, który pada biednej matce na posadzkę w sklepie i wrzaskiem połączonym z drgawkami domaga się lizaka. Matka stoi i nie ma pojęcia co z tym zrobić. Bo to i wstyd i serce boli. Ot takie sztuki wychodzą czasem w biznesie MLM. Tylko tutaj  wrzeszczą nie bachory, a dorośli, inteligentni ludzie. Wierzyć się nie chce, a jednak.

Czy wiesz, że  litościwe podejście do startowania nowego partnera w MLM jest niedźwiedzią przysługą? 

Czasem, a nawet częściej niż czasem, jest to wprowadzenie go na spiralną autostradę w dół – prosto na cmentarz MLM-owych ofiar. Co gorsze, to również wpływa na Ciebie, bo w tym pogrzebie uczestniczysz. Na świecie nie ma wartości po cenie zniżkowej. Chociaż może, gdzieś jest, ale ja nie słyszałem o takiej, a tym bardziej nie widziałem. Wszystko co jest ważne, co daje radość duszy i spokój kieszeni, wymaga zapłacenia ceny. Czasem według zasady nie da się zarobić bez zainwestowania, czyli trzeba najpierw włożyć kasę, aby później odebrać z zyskiem, czasem trzeba się po prostu napracować, ale najczęściej spotykamy się z miksem obydwu tych rodzajów zaangażowania. I choćby nie wiem jak kombinować, nie da się uniknąć zapłacenia ceny. 

Nie ma darmowych obiadów.

A teraz network marketingowa praktyka. Ludzie przychodzą do MLM z różnych powodów. Czasem są one trywialne, jak np. ciekawość, czasem jednak to poważne problemy (np. kredyt odbierający spokój snom). Ktoś ma marzenie, którego nie może zrealizować pracując tu, gdzie robi dotychczas, ktoś inny ucieka od bólu. Widzi MLM jako szansę, chce się zaangażować.

Zwykle w pierwszej fazie nie rozumie tego, co tutaj robimy. Nie rozumie zasad duplikacji, prawidłowego startu, pracy zespołem. Każdy chce rozbudować wysoko jakościową biznesowo grupę. Nie ma jednak żadnego pojęcia o zasadach działania skutecznych grup. Ma jednak sponsora, a sponsor ma wiedzę (teoretycznie). I sponsor nie powinien być litościwą babcią, bo to nie bajka na dobranoc tylko biznes.

Często konsultuję osoby z różnych biznesów sieciowych. I często widzę popełniany przez nie błąd, który nawet początkowo nie wygląda jak błąd, ale jest nim w 100%. Teraz wiem, bo sam go robiłem. 

Ten błąd to przyjmowanie punktu widzenia nowego człowieka – kandydata na partnera.

Ustalmy fakty. Ludzie są tak skonstruowani, że starają się zrobić to, co jest do zrobienia, ponosząc możliwie najniższe koszty, nie wysilając się zbytnio i unikając stresu. Zgadzasz się z takim założeniem? Nie narobić się, a zarobić. W każdym biznesie MLM nowo wchodzący partner ma różne możliwości startu i związane jest to z zakupami. I często są to albo różne, gotowe zestawy startowe, albo sami wybieramy ilość produktów na starcie.

W Każdym biznesie przemyślano kroki startujące. Podawane są one w formie rekomendacji. Nie są obowiązkowe. Te zestawy startowe nie wzięły się jednak znikąd. One mają logiczne wytłumaczenie, poparte statystykami sukcesu. Każdy z nas startując w MLM tworzy swoją historię. Wcześniej czy później ktoś nas zapyta: jak zaczynałeś? Co robiłeś na początku? Pytający zamienia się w jeden wielki aparat słuchowy – a my odpowiadamy. I dobrze byłoby, gdyby ta odpowiedź miała wartość biznesową i nie była zmyślona.

To działa bardzo prosto. Wystartowałeś na zalecanym obrocie, poświęciłeś w pierwszym tygodniu i miesiącu określoną ilość czasu i osiągnąłeś określony rezultat zarabiając jakieś pieniądze. To są fakty. I Twoi następcy będą naśladować te działania, ponieważ chcą rezultatów.  W ten sposób powstaje mechanizm powielania prawidłowego wzoru. Najpierw znieczulenie, potem wiercimy w zębie, a nie na odwrót. Istnieje prawidłowy wzór w stomatologii i istnieje w biznesie MLM.

Rosnące grupy zawsze rosną z tego samego powodu – przestrzegają wzorów. Grupy z problemami mają problemy, bo wzorów sukcesu nie przestrzegają.

Wyobraź sobie teraz, że Andrzej nie ma czasu (kiepska wymówka), nie ma kasy (500 zł?) i może się zapisać najlepiej bez zakupów. No, może kupi jedną pastę do zębów. A Ty się litujesz, współczujesz mu i wierzysz w jego przyszły geniusz. Zapisujesz go.

Czego go właśnie nauczyłeś? Lekceważenia systemu, wprowadzania partnera byle jak, a co gorsze oddawania w ręce nowo wchodzącego decyzyjności. To nie Ty decydujesz o tym, jak wprowadzasz Andrzeja do swojej grupy. To Andrzej dyktuje Ci, jak wchodzi się do biznesu. Teraz Andrzej jest guru biznesu.

Zaraz postawi Ci kolejny warunek – on teraz nie ma czasu, ale Ty go zaprosiłeś, więc podpisz mu kilka osób. I zaczyna się spirala w dół. Nowi pytają jak startował Andrzej, ile wydał, co robił. Wyjaśniasz – kupił pastę do zębów. Potem nie miał czasu i to ja za niego pracowałem. Jeżeli nie Ty, to Andrzej im to opowie.

Cudowna duplikacja biznesowa zadziała. Kolejni ludzie wchodzą do grupy na tubce pasty (jak Andrzej), a Stanisław, nie mający zębów, pyta o klej do protez Corega. Kleju w biznesie nie ma, więc Stanisław chce startować bez produktów. Nie wpuszczasz go.

Siedzisz i myślisz: co za koszmar? Skąd to się wzięło? Ano z litości. Wpuściłeś litościwie do Twojej grupy nie tych ludzi co trzeba, albo zrobiłeś to nie tak, jak powinieneś. Popsułeś ich.

Popatrz co dzieje się dalej – Andrzej nie zarabia i nie rozwija się biznesowo. Nie nabiera kompetencji. Jego ludzie tak samo. A na koniec Ty lądujesz bez kasy, z dużą bez obrotową grupą i bez czasu. Wszystko na Twojej głowie.

Mówię Ci – litość rodzi biedę. Przede wszystkim Twoją. Trzymaj się systemu. Nie wybieraj słabych, nie gotowych do działania ludzi. Nie słuchaj ich wersji zdarzeń i obietnic. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

Autor tekstu od ponad 20 lat aktywnie buduje swój biznes w systemie MLM na terenie wielu krajów. Brał aktywnie udział w tworzeniu pierwszych struktur sieciowych w Polsce w latach 90-tych, później na Ukrainie i w Rosji. Widział rozwój tego biznesu od podstaw na rynkach o różnym potencjale ekonomicznym. W tym czasie jego organizacje rozwinęły się na rynkach zachodniej i wschodniej Europy, a teraz rozwijają się nadal. Prowadzi wykłady w trzech językach i wie, że wiedza praktyczna jest dla osób działających w network marketingu bezcenna. Prowadzi ciekawy blog pod adresem: www.marekstaszko.pl.

Mogą Cię również zainteresować